Drukuj
2013
NR 4
Tylko urzędnicy
Znają demokrację
Bo cokolwiek zrobią
Zawsze mają rację

Aby rewitalizować swoje zaniedbane przez poprzedni system miasta, mogliśmy skorzystać z dotacji unijnych. Ale Unia biednemu nie daje. Trzeba mieć swój wkład finansowy. Wszystkie duże miasta zaczęły więc się zadłużać. Wszystkie, oprócz Łodzi, która została „w dołkach startowych”.

 



Kiedy unijna „sześciolatka”, a wraz z nią unijne pieniądze,  zaczęła się kończyć, również nasz Zarząd ruszył z remontami. Mia100 kamienic, remonty najważniejszych ulic, remont Piotrkowskiej, Dworzec Fabryczny. Wszystko na raz, ponieważ nie tylko kończyły się pieniądze unijne, ale przede wszystkim nadchodził rok wyborów samorządowych, w którym żaden Zarząd nie drażni utrudnieniami swoich obywateli.

Prace prowadzone tak nagle i na tak wielką skalę, musiały mieć swoje wady. Nie chcę tu krytykować metod organizacyjnych ani jakości, np. na ul. Piotrkowskiej. Dla mnie był to jednak remont miasta, a nie rewitalizacja. W mieście, w którym mieszkańcy nie utożsamiają się ze swoim miejscem zamieszkania zabrakło mi działań na rzecz Łodzian.

Czym różni się rewitalizacja od remontu? Przypomnę za Wikipedią – „(łac. re+vita – dosłownie: przywrócenie do życia, ożywienie) – działanie skupione na ożywieniu zdegradowanych obszarów miast, np. poprzemysłowych, którego celem jest znalezienie dla nich nowego zastosowania i doprowadzenie do stanu, w którym obszary zmieniają swoją funkcję…

Zakres pojęciowy

Rewitalizacja jest pojęciem stosowanym najczęściej w odniesieniu do części miasta lub zespołu obiektów budowlanych, które w wyniku przemian gospodarczych, społecznych, ekonomicznych i innych, utraciły częściowo swoją pierwotną funkcję i przeznaczenie. Rewitalizacja jest w tym znaczeniu zespołem działań z zakresu budownictwa, planowania przestrzennego, ekonomii i polityki społecznej, których celem jest doprowadzenie do ożywienia, poprawy funkcjonalności, estetyki, wygody użytkowania i jakości życia w rewitalizowanym zespole…”

W Łodzi na pewno mamy do czynienia z budownictwem (drogowym, mieszkaniowym) i ekonomią (choć wielu uważa, że zbytnio zadłużono przyszły budżet). Przy inwestycjach „od ściany do ściany” trudno zauważyć planowanie przestrzenne. Co partia, to inne priorytety. Nie ma i nigdy nie było angażowania mieszkańców w politykę społeczną. W ramach Mia100 kamienic już wyremontowano wiele budynków i akcję się kontynuuje. Niestety remonty są tak rozproszone, że mieszkańcy tego nie zauważają. Skupienie remontów w jednym (lub kilku) miejscach działałoby na  wyobraźnie mieszkańców i dawałoby satysfakcją z remontu. Nie wciągnięto też w remont właścicieli prywatnych kamienic. A przecież wystarczyło wskazać miejsca planowanych inwestycji miejskich i ogłosić konkurs. Gdzie przyłączy się do rewitalizacji najwięcej inwestorów prywatnych, tam remont ruszy wcześniej. Przecież w lepszej  okolicy i lepszej kamienicy czynsze są wyższe. A wyremontowany ciąg kamienic, to przepiękny widok.

Duży Zarząd buduje duże rzeczy, a burzy małe. Duży Zarząd remontuje duże budynki frontowe, czasem tylko elewacje. A te małe, dające urok tym podwórkom burzy, bo to obniża koszty. Sam tego nie zrobi, a mieszkańcom nie da. Nie poszuka organizacji pozarządowych, klubów emerytów, czy świetlic młodzieżowych. Nie ma tu polityki społecznej.

A co do remontu ulic i budowy dróg. To istna wojna podjazdowa z mieszkańcami i organizacjami pozarządowymi. Brakuje tu opracowanych jednolitych planów miejskiej komunikacji. Wiadomo, że nigdy wszyscy nie będą zadowoleni z rodzaju transportu. Każdy właściciel chciałby dojechać szybko i wszędzie prywatnym samochodem, co nie udało się nikomu na świeci. Większość mieszkańców nie ma samochodu i też chcieliby nie stać w korkach w autobusach. Na całym świecie  przymus transportu  publicznego jest receptą na usprawnienie komunikacji w śródmieściu. Dyskusja publiczna byłaby na pewno bardzo ostra (czasem odbywa się na facebooku). Czy więc zaskakujące inwestycje wbrew wszystkim są skuteczną politykę społeczną Zarządu? A może jak u rowerzystów, tylko „masa krytyczna” uświadamia potrzeby?

Były próby aktywizacji mieszkańców Łodzi. „Zielone podwórka”, konsultacje społeczne zastąpione niewielkim funduszem partycypacyjnym. Powołano nawet specjalne Biura ds. Partycypacji Społecznej w Departamencie Prezydenta Urzędu Miasta Łodzi. Było wiele inicjatyw, ale wciąż nie widać ani większego zainteresowania Łodzian swoim miastem, ani wymiany mieszkańców przez ściągnięcie nowych.