Przez całe tysiąclecia ludność borykała się z brakiem żywności. Od zawsze pracowała też nad modyfikacją hodowanych przez siebie gatunków zwierząt i roślin. Przyjrzyjmy się, ile wyhodowano gatunków psów, w oparciu o jeden gatunek wilka. To samo dotyczy roślin, chociaż przeciętny mieszczuch widzi tylko nowe kolory kupowanych przez siebie kwiatów i brak starych gatunków jabłek.

Tworzenie nowych ras polegało na selekcji wyjątkowych osobników, które pojawiały się co kilka pokoleń. Kolejnym krokiem było tworzenie krzyżówek międzyrasowych i dalsza selekcja.

Okazało się również, że można tworzyć krzyżówki międzygatunkowe gatunków blisko spokrewnionych. Chociaż część tych krzyżówek była bezpłodna (np. muł), były też krzyżówki płodne. Najbardziej znane to truskawka (krzyżówka dwóch żyjących w różnych rejonach gatunków poziomek)  i pszczoła zabójca (krzyżówka pszczoły afrykańskiej z gatunkami amerykańskimi). Krzyżowanie może więc przynosić ludziom znaczne korzyści, ale może też być niebezpieczne.

Prawdziwe niebezpieczeństwo pojawiło się jednak dopiero wtedy, gdy zaczęto stosować w rolnictwie chemię na masową skalę. Sławne owadobójcze DDT zatruło całą planetę. Jego ślady znajdowano nawet u antarktycznych pingwinów. Krowom podaje się oksytocynę dla zwiększenia mleczności, a brojlerom hormony wzrostu, które później  zjadamy. Chciano nawet oszukać drzewa owocowe. Opryskiwano je fitohormonami (hormonami roślinnymi), aby uzyskiwać wielkie bezpestkowe owoce. Okazało się jednak, że przyroda jest jednością, fitohormony roślinne są podobne do hormonów zwierzęcych i działały na ludzi. Chemia też może być niebezpieczna

Dziś doczekaliśmy się czasów, w którym więcej ludzi umiera z przejedzenia niż z głodu. Nadmiar żywności zawdzięczamy naukowcom i inżynierom. Mamy jej pod dostatkiem, ale mocno przesyconą chemią. Jej ilość jest odwrotnie proporcjonalna do jakości. Wielu się zastanawia, jak to, coraz bardziej sztuczne jedzenie odbije się na naszym coraz dłuższym życiu. Czy obecne młode pokolenie nie skończy jako ciężko schorowane grono seniorów.

Największe niebezpieczeństwo niesie jednak żywność zmodyfikowana genetycznie. Jej komercyjna uprawa zaczęła się stosunkowo niedawno, bo w 1994 r. w USA. A już w 1996 roku Europejczycy zablokowani pierwszą dostawę, która miała do nas przypłynąć. I od tej pory rozpoczęły się przepychanki prawne: wielkie międzynarodowe korporacje, kontra ekolodzy i bardziej świadoma część społeczeństwa.

Kiedy przyszły do Polski pierwsze informacje o „zaletach”  żywności genetycznej, mówione, że w sałacie można umieścić szczepionkę przeciwko żółtaczce, tak by ułatwiło to walkę z tą niebezpieczną chorobą. Wszyscy jedząc tę tanią roślinę, zaszczepiliby się i przestali chorować. Mówiono też wówczas, że dłuższe badania wykazały,  że nadmiar szczepionki może spowodować, że organizm straci na nią odporność. Nie tylko ci, którzy jedliby sałatę, ale również ci, którzy przyjęli szczepionkę w iniekcji. Cała populacja stałaby się podatna na żółtaczkę i  nie byłoby na nią leku.

Nie wiem czy ta opowieść jest prawdziwa, ale jest prawdopodobna. Jeżeli nie dotyczy  żółtaczki, to może dotyczyć innej choroby. Raz wypuszczony gen będzie krążył po świecie, przenosząc się z jednej rośliny na drugą, z hodowlanej na dziką, być może przejdzie do bakterii, lub podczepi do wirusa. Natura sama generuje zmiany, ale są one powolne. Niekorzystne mutacje zanikają, a na inne powstaje odporność. Dziś te zmiany są bardzo szybkie i dotyczą rolnictwa, w którym zanika bioróżnorodność. Uprawia się coraz mniej odmian roślin, za to bardziej wydajnych poprzez przystosowanie do wykorzystywania nawozów sztucznych i innych środków chemicznych. Ceną jest brak naturalnej odporności. Każde zaburzenie w przyrodzie może zniszczyć jej równowagę.

Już wiadomo, że izolacja sztucznych genów się nie udała. Pomimo 1500 kilometrowej strefy ochronnej, w Meksyku, w kolebce kukurydzy, w jej dzikich odmianach stwierdzono obecność zmodyfikowanych genów. Zostały przeniesione przez dzikie rośliny. Co się więc stanie, gdy po świecie rozejdzie się gen odporności na herbicydy, lub gen niepłodności, popularne w odmianach GMO.

„Po pierwsze nie szkodzić”. Nie brakuje nam żywności. Skupmy się więc na kontroli tej zmodyfikowanej, zanim ona zagrozi nam.