ZUS – twórca nowych zawodów

PDF pageEmail pagePrint page

Zaraz po przemianach 89 roku pieniądze wciąż były państwowe, my byliśmy solidarni, zakłady pracy padały jak muchy, a bezrobocie zaskoczyło wszystkich. Kto tylko czuł się źle, pędził do ZUS-u po pieniądze. W świadomości społecznej prawo do pracy (której nie było) zastąpiło prawo do renty. Gdy ktoś jej nie dostał, głośno lamentował: „za co będą żył/a”. Zjawisko stało się tak masowe, że staliśmy się krajem, o największym procencie rencistów w Europie. Do dziś, gdy na pytanie o zawód, odpowiemy rencista, wpisują to do akt. Zapomniano, że renta, to nie zawód ani pomoc społeczna. To dopłata do utraty zdrowia, które ma ułatwić normalne życie ludziom niepełnosprawnym. Wsparcie znaczne, ale nie jedyne. Są jeszcze szkolenia mające dostosować wiedzę do zapotrzebowania rynku pracy i umiejętności poruszania się po nim, dopłaty PFRON do pensji oraz wsparcie psychologiczne, które ma aktywizować niepełnosprawnych do wzięcia życia w swoje ręce, aby wykorzystali te wsparcia.

Gdy ZUS zaczął obracać wyłącznie pieniędzmi wpłacanymi przez osoby pracujące, zaczęło ich brakować. Nałożył się na to niż demograficzny, spadek dochodu w okresie przekształceń, a następnie masowe wyjazdy zagraniczne za pracą. ZUS-owi zagroziło bankructwo. Wahadło poszło więc w drugą stronę. Wyciąć wszystkich, którzy potrafią ustać na nogach. Rozpoczęło się masowe odbieranie rent.

Osoby niepełnosprawne, są szczególnie wrażliwi na wszelkie zawirowania na rynku pracy. Bez względu na wykształcenie zatrudniani w ostatniej kolejności, często starsi (wiek sprzyja nasilaniu się chorób), mają problemy ze znalezieniem zatrudnienia na wciąż dominującym rynku pracodawcy. Bardzo gwałtownie reagują na wszelkie objawy odbierania wsparcia ze strony państwa, odbijające się w praktyce izolacją społeczną. Nic dziwnego, że obecna sytuacja wywołała panikę wśród rencistów. W Łodzi powtarzają sobie z ust do ust, że pierwszym pytaniem na okresowej komisji lekarskiej jest „czy pan/pani pracuje?” i groźba, że jeżeli ktoś pracuje, to traci rentę, bo „ma z czego żyć?”. Nawet, gdy jest to etat dotowany przez PFRON, ze względu na niepełnosprawność. Wolą więc przewegetować do emerytury, nie podejmując pracy, aby nie narazić sięorzecznikowi.

Sytuacja taka jest niekorzystna nie tylko dla rencistów, ale również dla ZUS-u. Pracujący niepełnosprawni również płacą składki, podnosząc jego budżet. Pozyskują na ten cel dodatkowe środki z innych źródeł.

Postanowiliśmy zapytać o to u źródła, co ZUS sądzi o niepokojach rencistów? Poprosiliśmy o jakieś dane, które uspokoiłyby nastroje społeczne.

Niestety ZUS, wielki państwowy monopolista, idzie w zaparte. Ma swój paragraf i niczego ludziom nie będzie wyjaśniał. Byś może nawet nie jest w stanie, gdyż jak nam odpowiedziano, ZUS nie ma żadnych informacji na temat niepełnosprawnych. Zdobywanie pieniędzy nie mąci mu spokoju. Przecież nie może upaść.

Przyroda nie przewiduje pustki (za wyjątkiem pustego żołądka). Odpowiedzią stało się zapisywanie na kursy. Za naukę można dostać 750 zł na miesiąc i dwie kanapki dziennie. I co najważniejsze, informacja o tym nie trafia do ZUS. Na naszych oczach powstaje nowy zawód – kursant!

Obecnie rozważane jest zmniejszenie środków na dopłaty do wynagrodzeń osób niepełnosprawnych przez PFRON. Trzeba przecież wydać pieniądze, jakie WUP otrzymuje od Unii na szkolenia. Zapewne dlatego asesorzy Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Łodzi z taką determinacją wybierają projekty na stale te same prace proste. Proste w pisaniu, proste w sprawdzaniu i łatwe w rozliczaniu. A to nie psuje dyrektorowi statystyki!

Nieznajomość prawa nie chroni przed odpowiedzialnością, ale nieznajomość rzeczywistości jak najbardziej!

Your Offcanvas Sidebar area is currently empty. Go and add some widgets first.

Accessibility
Zamknij