Tydzień z życia kociary

PDF pageEmail pagePrint page

TydzieZielona róg Strzelców Kaniowskich, stare centrum, rejon miejscami taki, że niech się warszawska Praga schowa. I prośba z lecznicy o pomoc kotom. Pani Ewa, która zgłosiła problem do lecznicy, mieszka w pobliżu. Swoje podwórko ma kocio uporządkowane, ale widzi, co się dzieje obok i serce jej pęka…

Podjechałam któregoś dnia. Koci otwór w bramie garażu, w otworze kocie pyszczki – na kicianie i puszkę wyszły, podeszły dość blisko. Widziałam kilka. Ciarki mnie przeszły, jak od pani Ewy dowiedziałam się, maluszków jest 6-8, i sześć dorosłych kotek. Bo nie mamy już ani grama miejsca – wyłapać dorosłe i zostawić maluszki technicznie trudno. No i bez sensu – maluszki albo poginą, albo za pół roku trzeba je będzie łapać, zanim zaczną się rozmnażać, bo inaczej cała robota na nic. I łatwiej złapać maluszki niż podrostki, i skąd brać kasę na sterylki… Na szczęście lecznica obiecała zająć się malcami, my mamy tylko złapać. Sterylki zrobimy w ramach programu miejskiego.

01

Niektóre maluszki chore, czas goni. Podjechałam kolejnego dnia o 6-tej rano, pani Ewa czekała. Nastawiłyśmy klatki, przyszła zaspana i niezadowolona karmicielka. Na pytanie, dlaczego nic nie zrobiła, by ograniczyć ten koci przyrost naturalny, dlaczego nikogo nie alarmowała, że maluszki chore i potrzebna pomoc – odparła, że chyba zwariowałam, żeby mieć do niej pretensje o 6-tej rano! Bo przecież ona karmi, niektóre maluszki nawet bierze w ręce i oczka przeciera!! Ile jest wszystkich maluszków? Ano, z osiem to będzie, ale na pewno się nie złapią.

Trochę historii – kilka lat temu łapał tu Kotylion. Złapał i wysterylizował cztery kotki, piąta uciekła. Zawsze tak jest – nie udaje się właściwie nigdy bez pomocy karmiciela wyłapać wszystkich. Miała tę kotkę złapać karmicielka – podobno miesiąc klatka stała… Widziałam takie stojące klatki – w środku zeschnięte resztki, a obok miska z jedzeniem, bo reszta kotów nie może być głodna. Albo klatka zamknięta i pajęczynami porasta. W każdym razie karmicielka nie złapała, kotka urodziła raz i drugi, może i więcej – karmicielka nie wie. Potem KM zabrała jakieś kociaki, no i sama pani widzi, chorują, to i tak poumierają, albo je porozjeżdżają – i nie ma problemu – cytat z karmicielki.

0203 
 0406 

Maluszki łapały się w zasadzie taśmowo, gorzej z kotkami – ostrożne i agresywne. Ja przekładałam złapane maluszki z klatki do kontenera, pani Ewa odganiała atakujące nas nie na żarty kocice. Któregoś źle złapałam wyciągając z łapki, podrapał mi rękę – ja niestety jak trzymam, to nie umiem puścić….

07

Przy 8-mym kociaku zwątpiłam. Miało być 6-8, w kontenerze już siedzi osiem, a ja na pewno widziałam jeszcze inne kocie mordki – na pewno malutkie. Ano tak, te najmłodsze chore, mówi karmicielka. Weszła do komórki, dwa wyniosła w rękach, chude i obsmarkane, trzeci uciekł.

Czyli do 7.30 złapało się 10 kociaków w różnym wieku, chyba 3 albo 4 mioty. Ostatni z najmłodszego miotu – najbardziej zafafluniony, chyba już nie mógł jeść – nie dal się złapać. Matka próbowała wyprowadzić go z komórki, udało się zawrócić. Ale czy później nie wyprowadzi? Jeśli tak – to go stracimy….

Nadal nie wiemy, czy został tylko jeden kociak, czy więcej – karmicielka też nie wie…

7.30 – ja na ósmą do pracy, na razie koniec. Klatki zostają zamknięte w garażu, przy każdej jeden maluszek w kontenerze „na przynętę” dla dorosłych kotek. Ja znikam, pani Ewa ma zaglądać, no i złapane maluszki przekazać lecznicy. Oto ostatni obrazek z garażu – maluszek skulony na fotelu, dwie kotki w punkcie obserwacyjnym:

 0809

Pozostałe trzy kotki obserwowały akcję z bezpiecznych miejsc – jedna z dachu, dwie z nasłonecznionego ogródka:

 1011 

A dalej? Już nic atrakcyjnego – złapał się ten chory czarnuszek, na szczęście to był ostatni maluszek z tego podwórka.

A potem łapały się kotki – pani Ewa dzwoniła, ja zawoziłam do lecznicy, tam sterylizowali, i po odpowiednim czasie kotki wracały do siebie. Cztery burasie prawie identyczne:

12 13 
 14 15

i biało-czarny kocur, który w lecznicy odmówił przejścia do klatki pobytowej – więc przesiedział dwie doby w łapce – tej dużej.

16

A burasia z dachu na czas łapanek wyprowadziła się w nieznane miejsce – pani Ewa czuwa, jak kotka wróci, będziemy ją łapać. Na informację od karmicielki nie ma co liczyć…

Your Offcanvas Sidebar area is currently empty. Go and add some widgets first.

Accessibility
Zamknij