Templariusze byli w Polsce cz. II

PDF pageEmail pagePrint page

W 1118 roku tworzy się stowarzyszenie lub bractwo rycerskie Templariuszy. Dopiero w 1128 roku zgromadzenie to otrzymuje, lub przyjmuje regułę i zakonnicy otrzymują przywileje. Powstaje pytanie co się z nimi działo przez te lat dziesięć? Czy zaledwie kilku rycerzy było zdolnych osłaniać skutecznie pielgrzymów. Być może tak ale…  

Wszyscy Templariusze, a przede wszystkim najwybitniejsi z owej dziewiątki (bo tylu ich było), Hugo de Payns i Hugo de Champagne, zajmowali się intensywnymi poszukiwaniami czegoś, co musiało mieć dla nich olbrzymie znaczenie. Zajmowali się przy tym analizą i tłumaczeniem starych tekstów kabalistycznych i biblijnych. I to tak intensywnie, że we Francji korzystali z pomocy słynnej szkoły rabinicznej w Troyes. Można powiedzieć, że byli pierwszymi archeologami i wykonali szereg sztolni i korytarz na wzgórzu w Jerozolimie. Pytanie brzmi czego szukali i co znaleźli? Jedna z tak obecnie popularnych teorii mówi, że odkryli Arkę Przymierza.

Autorzy książki o Graalu, bracia Fiebagowie, cytują następujący fragment listu św. Bernarda do papieża: „Z pomocą bożą i naszą zakończone zostało dzieło, co pozwala tym sługom Chrystusa wrócić ze świętego miasta Jerozolimy z powrotem do marchii i Burgundii…”. Dzieło zostało zakończone, a wiec odnaleźli Arkę Przymierza. Znaleziono to, czego tak usilnie dziewięciu założycieli zakonu szukało.

Odpowiedź ta nie jest wyłącznym odkryciem autorów książki. Przed nimi spostrzegł także ten fakt wybitny znawca dziejów zakonu templariuszy, Louis de Charpentier (Potęga i tajemnica templariuszy – 1978): Charpentier nie pisze o maszynie, tylko o Arce. Bracia Fiebagowie zgadzają się z tym rozumowaniem. Dodają przy tym, „że jeśli dzisiaj, z perspektywy prawie dziewięciu wieków, obserwuje się ruchliwą działalność założycieli zakonu, widać wyraźnie, że pierwszym bodaj, który wpadł na ślad Arki, był Hugo de Payns. I wtedy Bernard z Clairvaux dał sygnał do powrotu. Według Fiebagów w Jerozolimie bractwo nie miało już nic do roboty. Dzieło zostało zakończone.” Natomiast ich teza, że Arka była maszyna do produkcji manny, jest bardzo naciągana i nie znajduje potwierdzenia w Biblii.

W Internecie można znaleźć wiele artykułów na temat tajemnic templariuszy lecz w większości nie znajdują one potwierdzenia i są nastawione na tworzenie sensacji lub by książką się sprzedawała. Nie bez znaczenia jest także fakt, że powstają one pod zapotrzebowanie laicyzacji życia jakie tworzą media.

Analizując wnikliwie historię możemy podsumować i wyliczyć czego mogli poszukiwać Templariusze:

  1. Arki Przymierza, a wiec przedmiotu kultu przez jaki Bóg przekazywał swą wolę Izraelitom; przedmiotu kultu, który mógł być bronią, a nie maszyną do produkcji manny.
  2. Grala, a wiec kielicha Józefa z Arymatei, też przedmiotu kultu, który mógł uleczać.
  3. Laski Mojżesza – tajemniczego przedmiotu kultury Żydowskiej i religijnego przedmiotu wszystkich chrześcijan.
  4. Resztek Krzyża na którym ukrzyżowano Jezusa Chrystusa – relikwii.

Tych przedmiotów mogli poszukiwać, gdyż o nich mówiły eposy rycerskie oraz przekazy religijne. Ale nie mogli poszukiwać maszyny do produkcji manny, gdyż sama Biblia mówi, że manna spadała z nieba, a nie była produkowana lub wytwarzana przez coś. Tak więc mogli poszukiwać tylko tego, co im podpowiadała ówczesna wiedza.

Bardzo ryzykowne jest stwierdzenie jakie Peter i Johannes Fiebagowie piszą w kwestii Baphometa: „Wobec tego, że nigdzie takiego bóstwa ani jego obrazu nie znaleziono, należy sądzić, że jeśli w ogóle coś takiego istniało, było to coś zupełnie specyficznego. Gdzie takie bóstwo (idol) było przechowywane, nie wiemy, ale co to było, możemy dzisiaj zdecydowanie wyjaśnić. To bóstwo templariuszy, które nosiło nazwę Bafomet (Baphomet, tak nazywa je akt oskarżenia – A.M.) było niższym członkom zakonu zupełnie nieznane. Natomiast wiedziały o nim koła zbliżone do władz zakonu. Był nim przedmiot, który niegdyś Hugo de Payns i jego przyjaciele przywieźli z Palestyny – maszyna do produkowania manny”. O Baphomecie piszą wszyscy zajmujący się historią templariuszy. Kto lub co to było? Nikt nie udziela zdecydowanej odpowiedzi. Jeśli Fiebagowie twierdzą, że chodziło tu o coś znanego tylko nielicznym, o coś, co przechowywano w głębokiej tajemnicy i o czym szczątki informacji wydobywano od torturowanych rycerzy – to ich wnioski wywodzą się zarówno z uważnego odczytywania samego aktu oskarżenia, jak i z wielu komentarzy co wybitniejszych znawców przedmiotu. Zeznania, których pewne szczegóły dotyczyły wyglądu owego „bóstwa”, kropka w kropkę przypominają opis maszyny w „Księdze Zohar”, choć tam mówi się o „wiekowym starcu”. Niektórzy z oskarżonych członków zakonu zeznawali także, że owo „bóstwo” miało być „nosicielem wiedzy”. Zadziwiające! Przecież – po pierwsze – „Księga Zohar” dokładnie mówi, że przez ciało owego starca płynęła wiedza, która wydostawała się na zewnątrz, a – po drugie – jeśli odczytać imię Baphomet według kabalistycznych reguł, otrzymuje się, jako jego odpowiednik, słowo Sophia, które po grecku oznacza… wiedzę. Podczas tortur, którym poddano templariuszy z inicjatywy Filipa IV Pięknego, rycerze wspominali o istnieniu czegoś, co wzbudzało w nich strach i podziw, miało kilka głów, brodę zarówno na obliczu, jak i wzdłuż ciała, oraz błyszczące oczy…”

Wyjaśnić tu należy jeszcze jedną tajemnicę, pierwszych dziewięciu rycerzy nie kopało tuneli własnymi rękami. Od tego mieli najemnych robotników i sługi, tak więc pracowało wielu ludzi, którzy nie omieszkali by ujawnić tajemnicy, co zostało znalezione. A w Jerozolimie zaczęły krążyć wówczas plotki o znalezieniu skarbu w złocie i srebrze oraz o zwojach, jakie odkopano pod wzgórzem świątynnym, a nie o jakiś przedmiotach czy artefaktach. Ówczesne plotki jak i graffiti, jakie pojawiało się na murach, pokazywało rycerzy wynoszących dzbany, jakieś zwoje i niewielkie skrzynki, a nie skrzynie, które musiałoby nieść co najmniej dwóch ludzi. Wkrótce po tym wśród templariuszy pojawia się wielu znakomitych architektów i budowniczych. Odnosi się wrażenie, że przywieźli z wyprawy krzyżowej niezwykłą wiedzę matematyczną, chemiczną, medyczną i znajomość praw fizyki. Znany jest fakt historyczny, że w miastach portowych Francji i Portugalii powstają wkrótce po tym pierwsze zorganizowane floty wojenne i handlowe, które w opinii wielu ekspertów zdolne były już wówczas przepłynąć Atlantyk. Zresztą to właśnie czerwony krzyż templariuszy na białym tle będzie widniał na żaglach trzech statków Krzysztofa Kolumba podczas pierwszej wyprawy do Ameryki w 1492 r.

Czy krzyżowcy znaleźli Arkę Przymierza i przywieźli ją ze sobą do Europy, jak lansuje wielu współczesnych badaczy? Wątpliwe, choć zapewne taka była ich misja. Nie trzymaliby tego w tajemnicy przed światem, bo posiadanie Arki Przymierza przyniosłoby im prestiż i autorytet. Co więcej, gdyby ją znaleźli w Jerozolimie, nie szukaliby jej potem na terenie Etiopii, gdzie są ślady ich bytności, choćby w postaci charakterystycznego krzyża wewnątrz niektórych budowli etiopskich z tego okresu. Czy znaleźli maszynę do produkcji manny? Nie, jest to tylko wymysł literacki, podobnie jak i teoria, że nie obrona pielgrzymów była ich głównym zadaniem. Templariusze od samego początku do samego końca Królestwa Jerozolimskiego (a nawet dłużej) walczyli z muzułmanami. Już w 1110 roku Hugon i Gotfryd budują na drodze między Hajfą a Cezareą Tour de Destroit Wieżę Zniszczenia, stanowiącą rodzaj ufortyfikowanego schroniska dla pielgrzymów. Podjęli się też zadania zdobywania wiedzy o nieprzyjacielu. Wzgórza świątynnego bronili nie jako miejsca świętego, ale jako swej bazy wojskowej, tak jak się to czyni do dnia dzisiejszego. Wzgórze Świątynne nigdy nie budziło i nie budzi głębszych sentymentów religijnych chrześcijan. Centrum kultu religijnego chrześcijan koncentruje się wokół Bazyliki Grobu Pańskiego, a w dalszym planie Drogi Krzyżowej, Wieczernika. Przypomnieć należy, że Jerozolima była w rękach chrześcijan, następnie Bizantyjczyków do roku 637 n.e., kiedy została zajęta przez kalifa Omara. Do tego czasu wzgórze świątynne służyło jako …. wysypisko śmieci, nie wywołując żadnych emocji religijnych u chrześcijan. Pojawienie się templariuszy w tym miejscu było pierwszym chrześcijańskim zwróceniem się w stronę ethosu Wzgórza Świątynnego. Nigdy wcześniej ani później nie było w chrześcijaństwie takiego zainteresowania tym miejscem. Sam Hugo de Champagne, co jest ciekawe, mówił wówczas o „Veritas per armata manu” czyli o wiedzy i prawdzie zdobytej siłą. Ale także wypowiadał się do króla Baldwina, że wzgórze należy oddać Izraelitom, jako miejsce ich kultu. Była to pierwsza próba pogodzenia Żydów i Chrześcijan.

Ani Templariusze ani Chrześcijanie nie byli też barbarzyńcami, jak to obecnie lansuje wielu historyków i dziennikarz goniących za tanią sensacją. Po zdobyciu Jerozolimy wojska chrześcijańskie nigdy nie zburzyły ani meczetu Al-Aksa ani innych miejsc kultu muzułmanów.

Co można powiedzieć o zakonie. Nie ilość a jakość – tak można odpowiedzieć na zarzut dr Palli i innych pseudo badaczy. Przez pierwsze lata templariusze byli w „statu nascendi”, dopiero się tworzyli. To okres pozyskiwania współbraci i „sponsorów” jakbyśmy to napisali dzisiejszym językiem. Z założenia templariusze byli elitą, nie przyjmowali wszystkich. Członkowie Zakonu dzielili się na cztery grupy: braci-rycerzy (fratres milities), braci służebnych – giermków (fratres servientes armigerii), kapelanów (fratres capellani), oraz służby i rzemieślników (servients famuli et offici) Bracia to była elita-elit. W tym pierwszym okresie byli to przedstawiciele najbardziej szlachetnych i wpływowych rodów, np. Fulko z Angers (wst. 1120), Hugo hr. Szampanii (1125), Rajmund Berengar hr. Barcelony i Prowansji (1130). Gdy w na początku XIII wieku rozpatrywano sprawę połączenia templariuszy i joannitów, okazało się, że Reguła templariuszy jest zbyt trudna do przyjęcia dla joannitów (zakonu dużo liczniejszego). Oni od początku stawiali na elitaryzm. Zresztą od strony militarnej brat-rycerz to nie był pojedynczy żołnierz. To był raczej dowódca jednostki, pocztu zbrojnego, który mu towarzyszył, a który reprezentował ogromny potencjał wojskowy. W bitwie pod Legnicą w 1241 roku walczyło przeciwko Mongołom również 9 braci-rycerzy, templariuszy. Z tym, że przyprowadzili oni na pole walki ze sobą ok. 500 zbrojnych. Z bitwy ocalało trzech braci – zaiste templariusze nie mieli zwyczaju oddawać pola bez walk. Nie byli jednak szaleńcami, lecz doskonale wyćwiczonymi wojownikami i dowódcami. Panowało wśród nich surowe prawo. Nie mogli nadużywać alkoholu, prowadzić hulaszczego trybu życia, cenili celibat, musieli brać udział w nabożeństwach oraz żyć w ubóstwie. Poddawani byli też intensywnym ćwiczeniom niemal każdego dnia.

Your Offcanvas Sidebar area is currently empty. Go and add some widgets first.

Accessibility
Zamknij