ROZŁOGI 2018

PDF pageEmail pagePrint page

Tradycyjnie w marcu odbył się Otwarty Międzynarodowy Konkurs Literacki „ROZŁOGI 2018”, którego celek była prezentacja aktywności osób starszych i mniej sprawnych oraz ich sympatyków i przyjaciół, biorących udział w amatorskim ruchu literackim.

Festiwal miał bardzo bogaty program, w którym każdy mógł znaleźć interesujący go temat:

  • Inauguracja Festiwalu „ROZŁOGI 2018” odbyła się 20.03 w Klubie Dąbrowa (CKM) ul. Dąbrowskiego 93. Rozpoczął ją program Poetycko Muzyczny z udziałem Studia Wokalnego Marleny Barszczewskiej. Towarzyszyła mu wystawa fotografii i prac plastycznych seniorów z terapii zajęciowych Domów Dziennego Pobytu i Domów Pomocy Społecznej w Łodzi
  • Również 20.03 w filia nr 6 MBP w Łodzi, ul. Marynarska 9 otwarto międzynarodową wystawę faktograficzna „CZŁOWIEK w AKCJI”, obrazująca różne formy aktywności twórczej człowieka.
  • 03 w Filii nr 73 MBP w Łodzi, ul. Piękna 35 rano odbył się przegląd filmów z MENTAL POWER PRAGUE FILM FESTIWAL i PRZEBIŚNIEGI, a wieczorem spotkanie literackie ROZŁOGI – WIECZÓR SŁOWACKI. Magazynu rzeczy różnych KAMENA wręczył ZŁOTE KAMENY Katarzynie Pająk, Zespołowi CON AMORE, Zofii Pawłowskiej i Teatrowi PODTEKST.
  • 03 w Przedszkolu 109 ul. Jana 6 odbyły się warsztaty dla najmłodszych: „O tym jak od Krzysia zabawki uciekły” z cyklu „Poznajemy teatr”, a dla dorosłych w Klubie DABROWA (CKM) ul. Dąbrowskiego 93 warsztaty ćwiczenia pamięci WIOSNA ARTYSTYCZNA – Giętki umysł – oraz w Filii nr 20 MBP w Łodzi, ul. Limanowskiego 194 Koło Miłośników Żabieńca miało prelekcję Żabieniec – szperanie w historii i Stand up Komedy – Stanko Łodzic, Zofia Pawłowska
  • 03 do Domu Senior-WIGOR w Łodzi, ul. Senatorska 4 „WIGORZANKI ZAPRASZAJĄ, czyli BIESIADA SENIORA”, a w Klubie DĄBROWA (CKM) ul. Dąbrowskiego 93 odbyło się spotkanie WIOSNA ARTYSTYCZNA -Palma wielkanocna, w ramach którego odbyła się prezentacja tradycji, symboliki i obrzędów wiosennych oraz pokaz dekorowania palm.
  • 03 Koło Miłośników Żabieńca zorganizowało spacer „poszukajmy razem wiosny…po starym Żabieńcu”

Jerzy Dauksza

Laureaci Konkursu literackiego

Tłumaczenie tekstów (translated texts) : Stanisław Andrzej Średziński, Teresa Grzelczak 

Parafrazy (paraphrases): Stanisław Andrzej Średziński

Redakcja: Stanisław Andrzej Średziński

Współpraca: Teresa Grzelczak

Wydawca: Fundacja KAMENA Łódź

KOMUNIKAT

Organizatorzy i Jury konkursu literackiego Międzynarodowego Festiwalu Aktywności Artystycznej Seniorów i Przyjaciół ROZŁOGI 2018 mając na uwadze, mniejszą niż dotychczas frekwencję, wynikłą prawdopodobnie ze zmiany terminu Festiwalu, postanowiło:

  1. Nie przyznawać ocen pierwszego, drugiego i trzeciego stopnia;
  2. W części polskojęzycznej wyróżnić następujących twórców:
  3. Annę Przeździecką z Jasienicy Dolnej (Śląsk Opolski) za wiersze: „W wolnym czasie”, „O tym jak szarość przechodzi w czerń” i „Przechył”,
  4. Zenona Cydzika z Łodzi za wiersze: „Marsz przez Europę”, „Wiersz niespełna rozumu” i „Kobiety Rubensa”,
  5. Piotra Bochenka z Łodzi za wiersze: „Paleta barw” i „Obudził mnie rano krzyk…”,
  6. W części innych języków słowiańskich wyróżnić za zgłoszone utwory poetyckie następujące osoby:
  7. Ružena Šípková – Słowacja
  8. Miroslav Búran – Słowacja
  9. Кихтенко Людмила Аркадьевна – Białoruś

Wśród nadesłanych utworów prozą, wyróżnienie za dwa mikroopowiadania otrzymuje Helena Breveníková – Słowacja.

Organizatorzy i Jury konkursu gratulują wyróżnionym, dziękują wszystkim uczestnikom i już dziś zapraszają na kolejny konkurs literacki: ROZŁOGI, który teraz rozstrzygany będzie zawsze w okolicach pierwszego dnia wiosny.

Członkowie Jury:

 Małgorzata T. Skwarek – Gałęska – przewodniczaca

Hanna Prosnak – członek

Anna Banasiak – sekretarz

W imieniu organizatorów:

Stanisław Andrzej Średziński Prezes Fundacji KAMENA Łódź

 

Anna Przeździecka  W WOLNYM CZASIE

Mam piętnaście minut w zapasie

i wielką myśl. Na czasie!

Mówią na nią wena,

że w lirycznych kantylenach

wznosi na wyżyny.

 

Będzie wiersz na niebiesko

czy popłuczyny kałamarza?

Zostawię czy zamażę kiedyś

grubą kreską?

 

Już! Nie przeszkadzajcie, muszę,

bo pęknie jak mydlana bańka

albo jak granat i uleci w niebyt.

Nawet o pamięć nie zahaczy.

Cicho, rozgrzebuję słowa

i szukam wnikliwie te święte.

Rozbolała głowa, ale piszę…

 

Co to, już pierwsza?

Zabrakło mnie na puentę.

Hej, czasie! Dodaj mi się,

bo cóż wspanialszego od wiersza!

 

O TYM, JAK SZAROŚĆ PRZECHODZI W CZERŃ

Ostatni liść okręcił się wdzięcznie,

jak kolombina na pozytywce.

Szarość jesiennej słoty

ten złoty akcent wepchnęła do kałuży –

zatonął żywcem.

 

Szlachetne wartości toną

jak ostatnie ikony spojrzenie,

że widać, jak łzy żałobne

zmieniają się w kamienie

ciężkie jak rozpacz.

 

Resztki porywa wodospad czasu

bez odrodzenia w zielonym świetle.

I nikt nie pojmie widzimisię losu –

istnienia w piekle.

 

RZECHYŁ

Uwiązana na nitce babiego lata,

kurczowo  trzymam się złudzeń,

że jeszcze w za krótkich datach

nadarzy się, jeszcze przyjdzie,

jeszcze spełni tak,

że niczego już nie zapragnę.

 

Streszczę w  akapitowej dygresji

wspomnienie, które wystarczy

do ukończenia.

 

Bo trzeba uczynić zadość

mojej ludzkiej –  przynależnej przecież.

 

Toteż czekam z moim latem,

choć nić słaba wśród zwilgotnień,

że lada podmuch jesiennego wiatru

przerwie jej subtelność

bezpowrotnie.

 

Zenon Cydzik  Marsz przez Europę

Europa – ropa – opa – Wzwyż

Europ – „eureka” rzadki krzyk

metalu dźwięk

Euro – Bóg – szereg bryk, bryka śmierci

Świat wzwyż. Zenit. Niż.

Do Bugu krok

Krokusów kurtyna w kolorze

Boginka spadła w Madrycie

Nie żyje byk!

Paro paruj, dmij ostatkiem sił

Tuman tumani pustkę.

Europa – PUREE.

 

Wiersz niespełna rozumu  

Spójrz, wymowna polityka

Książę z chamem się potyka

Racje, racje, pełno racji

Dziś pół miasta bez kolacji

 

Bez na krzakach kwitnie biało

Ukwieconych wystaw mało

Mało twarzy na ulicy

W sklepach nie ma już „Soplicy”.

 

Szczep winogron spod Żagania

Cesarz Otton już się słania

Klęskę mocną mu zadali

Co na Helu fedrowali.

 

Białe tango, czarne włosy

Szurasz podeszwą legend bosych

Gmach tak krzepki jak zapałki

Trzyma się zapachem siarki.

 

Pije trzeźwy, pisze chory

Kto tam? – Znowu pomidory

Wiec wyborczy – program znany

W co my dzisiaj znowu gramy…

 

Kobiety Rubensa

(ściąga z Szymborskiej) 

Szaty wstydu rozrzucone na łożach

Góry ciał kipiących

Obłoki brzuchów i piersi

Kolumny nóg i ramion.

Okno pozwala światłu wejść i patrzeć do woli.

 

Piotr Bochenek  paleta barw

czerń zalewa mnie śmiertelnie
swym kolorem
biel w kontraście potrafi płynąć
czerwień krwią i sercem
okazuje strach
zieleń daje nadzieje
że świt nas nie zabije
tęczową barwą spojrzeń
błękit jak niebo
otwiera się czasami
na szmaragdowy
ocean wspomnień
i tak całą paletą barw czekam
na ostatni pociąg do nikąd
lub w przestrzeń pomarańczową
od wzruszeń.

 

***

Obudził mnie rano krzyk

To sąsiad siekierą pełną nienawiści zabijał drzewo

Krzyczało ono swoimi liśćmi i płakało żywicą

Próbowałem zagłuszyć swoje sumienie płacząc

Łzy leciały na nieczuły parapet

i zamiast myśli był huk

walczący z moim sumieniem

Drzewo umarło

 

Ružena Šípková  hojdám sa na stoličke

 keď píšem básničky

 

chválim rytmus

daný iba mne

 

je to detinsky

hriešny pohyb

môj súkromný

rock´n´roll

 

a potom mi kritici

vyčítajú

rozkolísanú

 

kvalitu torby

 

huśtam się na krześle

kiedy piszę wiersze

zachowuję rytm
dany tylko mnie

to taki dziecięcy
samowolny odruch
mój prywatny
rock’n’roll

a potem moi krytycy
skarżą się
na rozkojarzony

styl twórczości

 

oja okrúhla tvár

bledne a vráskavie

 

okrúhle narodeniny

človek neoklame

 

zaplatím okrúhlu sumu

za šťastnú ilúziu

a vykročím do

útržkovitej

úlomkovitej

hranatej

skutočnosti

 

moja okrągła twarz
blednie i kurczy się

w okrągłe urodziny
człowiek nie kłamie

zapłacę okrągła kwotę
za iluzję szczęścia
i wejdę do
zlepionej

z okruchów

ułudy
rzeczywistości

 

na zimu           

 

vždy záhradníci

ostrihajú ruže

 

pristrihnú im listy

ako krídla

aby im nenapadlo

letieť do teplých

krajín

 

pri tom by tŕňmi

potrhali mraky

 

v októbri sú už

nákupné centrá

plné vianočnej

výzdoby

 

a tak si vravím

ruža

je čas

 

dám si urobiť

krátky účes

a pristrihnúť

pýchu

 

na zimę

ogrodnicy zawsze

przycinają róże

obcinają  im liście
jak skrzydła
by nie chciały

polecieć do ciepłego
kraju

obcinają ciernie
by nie targały chmur

w październiku są już
kiermasze
pełen świątecznych

dekoracji

A przecież

różo
jeszcze czas

Zrobię sobie

krótką fryzurę
i przytnę

wygórowane Ja
Miroslav BúranBlúdim

plachými stenami
mojej mysli
v priestore
kde sa krčí
svetlo
cítiť strach

z pádu
z hĺbok
z rozlúčenia

náhly príval ticha
zalieva tieň

a cesta mizne
pod nánosmi
myšlienok

 

Bładzę

zażenowany  obrazami

w moich myślach

w przestrzeni

gdzie za ścianą

światła

czai się strach

 

upadam

w głębię

oddalenia

a nagły przypływ ciszy

zakrywa cień

 

i droga znika

pod natłokiem

wizji

 

Cesta späť

Spojení
kráčame cestou
(vzad)
temená hláv
sa na nás mračia
z reproduktorov
znejú slová
ktorým nerozumiem
pevnejšie sa ti
primknem
do úsmevu
ako vtedy
keď som preťal
plachú
hranicu

 

Droga powrotna

Zjednoczeni

idziemy  drogą

wracamy

morze głów

spogląda marszcząc brwi

z głośników

płyną słowa

których nie rozumiem

ważniejsze są te

przynoszące

radość

jak wtedy

gdy przekroczyłem

barierę

nieśmiałości

 

Cez sklo

Moje cudzie dieťa
rozpráva (cez sklo)
rukami
očami
úsmevom

chcem ho vdýchnuť
ako
čerstvé
novembrové ráno

nevládzem

slnko páli
(cez sklo)

zamáva perami
a odletí

 

Przez szybę

Moje  cudze dziecko

mówi do mnie (przez szybę)

rękami

oczami

uśmiechem

oczarowuje mnie

jak

w rześki

listopadowy poranek

niesamowicie

palące słońce

(przez szybę)

piekące nam wargi

i zachodzące szybko

 

Кихтенко Людмила Аркадьевна  СНЫ

 Я птицей полечу над быстрою рекой

И краешком крыла коснусь ее волны.

На горизонте где-то встречаюсь я с зарей,

Чтоб окунуться с нею в сказочные сны.

Вот я у дома, с юности родного,

Здесь сад цветущий, в огороде мать,

отец мне машет, братик у порога,

Как будто вышел он меня встречать.

И вдруг исчезли с прошлого картины,

Я окунулась в теплый океан.

Там рядом парусники, яхты и дельфины,

Танцуют вместе на больших волнах.

Вот где-то на лугу среди ромашек нежных.

На берегу морском я вижу чаек стаю,

По травам росным я бреду среди туманов белых

И как всегда, и снова просыпаюсь.

Развеял ветер грезы над водою

И наступила вновь реальность бытия.

исчезла птица над ночной рекою,

Крыла, которой в снах коснулась я.

 

Marzenia ( parafraza)

 Już lecę ptakiem  nad bystrą wodą

Krawędzią skrzydła dotykam fali

Na horyzoncie witam zorze

Wpływam w bajeczne sny z oddali

Jest sad kwitnący i matka moja

I ojciec i brat we drzwiach stoi

Jakby mi wyszli na spotkanie

I nagle nikną kochani moi…

Pełen żaglówek ciepły ocean,

Jachtów, delfinów do zabawy…

Tańczymy razem na dużych falach

Jak pośród rumianku i trawy.

Nad brzegiem stado jasnych mew

A ja po środku tych mgieł białych

Bryza ze snu wybudza mnie

Wiatr pełen kropli okazałych

I rzeczywistość powróciła

Zniknął nad rzeką nocny ptak

Zostało tylko muśnięcie skrzydła

Aż dziw, że wciąż realne tak

 

ТО ТЫ, ЭТО ТЫ…

В зимний вечер сижу я одна у окна.

Ветер злой за стеной, будто мне говорит.

-Ты одна, ты одна, ты одна навсегда

И поэтому часто грустишь от обид.

Отраженье в окне, то не Я, нет не Я!

Чьи морщинки я вижу на грустном лице?

На уставших глазах,- пелена, пелена…

Чья слезинка на бледной щеке?

-Это Ты, это Ты,-шепчет ветер в ответ.-

Не грусти и не плачь дорогая,

Надо жить, надо жить и удачи тебе,

То пора наступила такая.

Седина на висках, да грустинка в глазах,

И морщинки твои – украшенье,

А душа у тебя, как всегда молода

В этом нет никакого сомненья

 

TO TY, TO TY … (parafraza)

Zimowy wieczór, sama przy oknie.

Zza  ściany  wiatr złe myśli gna

Tyś sama – wyje – Na zawsze sama

Spoglądam w okno: To nie ja!

Nie chcę tych zmarszczek widzieć wcale

Oczu zmęczonych, smutnej  twarzy

Po której płyną słone łzy
A wiatr wyszepcze obolały

To jednak ty, to  jednak ty.

Nie płacz, i smutek nie pomoże

Taki czas , trzeba dale żyć

Los teraz każe duszy młodej

Za siwe skronie  radość skryć.

Te zmarszczki mogą być ozdobą

I smutków w oczach tez nie szkoda

Bo w głębi jesteś młoda. Młoda!

 

Осенняя рябина

Расцвели рябины гроздья зарёй алой

От дождя, склонившись ветви, бьют поклон.

С ней пришёл к нам запах осени багряной,

На пороге виден осени сезон.

В августе пестреет гроздьями рябина,

Яркой ягодой манит к себе и привлекает

Ей, рябине, радуется вся долина

Взгляд, при встрече с ней, как будто, замирает.

Ты цвела весной, когда-то белым цветом,

Привлекала тонким ароматом пчёл.

В той весне осталось это – в прошлом, где-то

Месяц зрелости твоей уже пришёл.

Ты гори зарёй рябина красная,

Оживи природу красотой своей,

Ведь она по осени бывает разная

В ней, тебя сегодня нет милей.

 

Helena Breveníková  Strom života (1)

Mala som vtedy asi 2 roky. Je poobede. Mama ma práve zobudila, lebo majú prísť hostia. Mám totiž narodeniny. Celý týždeň som sa tešila a teraz som zvedavá, čo dostanem. Mama je tajnostkárka. Spoza postieľky  nenápadne vyťahuje  bielu škatuľu a z nej, ,Jéj, dreveného koníka. Takého som už  rok chcela a stále som s tým mamu otravovala. Vždy, keď sa deti v škôlke s nám hrali, ja som stála  neďaleko a pozorovala som ich. Tajne som dúfala, že mama ona mňa nezabudla. A teraz ho mám!´ Sedím si na ňom v pohodlnom domácom oblečení a uháňam do sveta. Len mi trochu vadí, že ma pri tom stále niekto fotí, a že mama to nechá tak. Ale ten koník je už môj a nikomu ho nedám!

 

Pod drzewem życia (1)

Mam około 2 lata. Jest popołudnie. Mama właśnie mnie  obudziła, bo przyjeżdżają goście. Mam urodziny. Z niecierpliwością czekałem  na nie cały tydzień, a teraz jestem ciekawy, co dostanę. Mama jest tajemnicza. Wyciąga po cichu,  zza łóżka białe pudełko i  wyjmuje z niego… Tak!  Drewnianego konika! Chciałem chyba od  roku i wiecznie  marudziłem mamie. Kiedy dzieci w szkole bawiły się  takim,  stawałem w miejscu, nie chciałem iść  dalej i patrzyłem na nich z zazdrością. W głębi duszy miałem chyba nadzieję, że mama o tym nie zapomni. A teraz mam go! „Siedzę na  jego wygodnych grzbiecie i w piżamie galopuję przez świat!  Trochę mnie to niepokoi, że ktoś cały czas robi mi zdjęcia i że moja mama na to pozwala. Ale koń jest już mój i nikomu go nie dam!

 

Strom života (2)

 

Viola bola už v rokoch, ale stále si spomínala na svoju starú lásku – Miroslava. Prežili spolu pekných 7 rokov, ale z ničoho nič, raz, keď prišla domov, Mira nebolo. ´Kam len mohol ísť?´ – pomyslela si. ´Asi niekam s kamošmi na pivo.´

Viola a Miro mali vtedy okolo 25 rokov, najlepšie roky ich života a plánovali spoločnú budúcnosť, ktorá zrazu nenávratne odplávala preč. Viola každý večer  chodila na ich obľúbené miesta a hľadala ho tam – no, nenašla.

Roky plynuli a zo stromu života postupne odpadávali listy. Jeden deň šla z práce domov cez park a tam ho uvidela – starého a opusteného. Hľadal čosi v odpadkoch. Prihovorila sa mu – „Pamätáš sa na mňa, Miro?“ Otočil sa  k nej a povedal len jedno – „Panička, nemáte 1 euro? Chýba mi práve 1 euro na palacinku.“

 

Pod drzewem życia (2)

Viola była już w latach, ale wspominała zawsze swoją wielka miłość – Mirosława. Przeżyli razem  pięknych siedem lat. Któregoś razu, gdy przyszła do domu, Mira nie było. „ Gdzie on mógł pójść” – pomyślała – „ Pewnie z kolegami na piwo”

Viola  i Miro mieli  chyba wtedy po dwadzieścia pięć lat i planowali wspólne wspaniałe życie a teraz wszystko mogło przepaść?  Viola co wieczór odwiedzała ich  ulubione miejsce  spotkań i czekała go tam – nie przychodził.

Lata płynęły, z drzewa życia odpadały kolejne liście. Któregoś dnia wracając z pracy, do domu przez park,  zobaczyła Miro – starego, opuszczonego. Szukał czegoś w śmietniczce. Zapytała: „Pamiętasz mnie Miro?”

Odwrócił się do niej i tylko zapytał: „ Ma może pani 1 euro?  Niech mi pani da na papierosy.

 

Your Offcanvas Sidebar area is currently empty. Go and add some widgets first.

Zmień wielkość liter
Kontrast