Równość a ekonomia

PDF pageEmail pagePrint page

Bardzo dużo mówi się ostatnio o działaniach na rzecz równości społecznej, wymieniając coraz więcej grup, których te działania powinny dotyczyć.

 

Czym więc jest ta równość i kogo dotyczy? Może historia pozwoli wyciągnąć jakieś wnioski?

 

 

Równość po raz pierwszy pojawiła się w Atenach wraz z ateńską demokracją i kilkakrotnie została powtórzona w Rzymie. Dotyczyła tylko wolnych, wiązała się z tworzeniem prawa, świadomością wspólnego dobra i obowiązkami, np. płaceniem podatku (można było stracić to prawo zostając niewolnikiem). I były to państwa patriarchalne, a więc równość dotyczyła wyłącznie mężczyzn, choć w różnych okresach kobiety mogły mieć dużo do powiedzenia.

 

Po raz drugi równość pojawiła się w Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Wśród równych, czyli szlachty, nie było tytularnej hierarchii, jak w otaczających nas krajach. Naszą dumą było właśnie to, z czego naśmiewali się komuniści: „Szlachcic na zagrodzie, równy wojewodzie”. W kraju, który przez stulecia stał na granicy dwóch światów i był twierdzą obronną kultury katolickiej, za prawo do równości trzeba było płacić świadomością wspólnego dobra i gotowością do stawania w jego obronie. Dlatego honorowano tytuły innych narodów oraz można było zostać uszlachconym za zasługi dla państwa. Inne warstwy społeczne: mieszczanie, wolni chłopi, władycy, gilda żydowska też mieli swoje zapisane i niezbywalne prawa. Były mniejsze, ale i mniejsze obowiązki. Np. mieszczanie dużych miast nie stanowili prawa i nie wybierali króla, musieli tylko bronić własnego grodu, ale inne przepisy niemal takie same jak szlachta, plus prawo do handlu (za które szlachcić musiał rezygnować z tytułu), a ich głównym obowiązkiem było płacenie podatków. Swoje prawa zawsze miały też kobiety (zarówno szlachcianki, jak i chłopki). Nasza równość nie była oparta na jednakowości, dlatego przy dobrze rozwiniętej oświacie powszechnej mogła dotyczyć wielu grup społecznych i obu płci.

 

Kolejna równość pojawiła się wraz z rewolucjami: kapitalistyczną i socjalistyczną, w krajach o bardzo dużej nierównowadze społecznej i silnym patriarchacie. Rozwój techniki spowodował przeniesienie osiągania zysku do nieuprzywilejowanej grupy społecznej, wzrost jej oświaty i świadomości. Mieszczanie byli gotowi ponosić koszty równości, ale domagali się praw. Ponadto rewolucja przemysłowa potrzebowała taniej siły roboczej, czyli mobilności chłopów (w USA niewolników południa), ale wymuszała rozwój powszechnej nauki. A to powodowało zapotrzebowanie na równość coraz bardziej świadomej klasy robotniczej i dobrze wykształconych kobiet. Najdalej równość ta, oparta na jednakowości, została posunięta w Chinach Ludowych. Tam wszyscy mieli prawo zasłużenia sobie na talon na jednakowy dla wszystkich rower i na jednakową dla wszystkich kufajkę. Mniejsi musieli tylko zawijać rękawy, a wyżsi dorabiać je na drutach. Nie było tylko równości płci. Mężczyźni dostawali do kufajek wyłącznie spodnie, a kobiety spodnie i spódnice. I gospodarka chińska stała się najbardziej dynamiczną na świecie, gdy tylko zniesiono tę równość.

 

Już wiemy, że dawniej prawa tworzyli ludzie silniejsi: władcy, wielmoża, kapłani. Dziś prawa tworzą grupy silniejsze. O tym, że klasy społeczne nie są monolitem uczyliśmy się w szkole. Prekursorem tej wiedzy na świecie, jak wszyscy pamiętamy, był Polak z naszego regionu, za co otrzymał Nagrodę Nobla. Cudzoziemcom przypomnę, że nazywał się tak jak łódzkie lotnisko: Władysław Reymont.

 

Potrzebę równości rodzi świadomość, która domaga się praw, ale wiąże z ponoszeniem kosztów bycia równym. Świadomość społeczna rośnie wraz z oświatą i dlatego wymienia się coraz więcej grup, którym ta równość się należy. I tu można zacząć wymieniać: osoby niepełnosprawne, ofiary przemocy lub wypadków, odmienności narodowe lub seksualne, wykluczone społecznie lub terytorialnie, alkoholicy, narkomani, byli więźniowie, ludzie starsi, samotni rodzice itd., itd., itd. Do tego dochodzą coraz częściej odmienni kulturowo cudzoziemcy, zarówno obywatele Unii, jak i imigranci z innych regionów.

 

Jaką mają cechę wspólną?

 

Tylko tę, że trzeba im pomóc. Każdemu inaczej. Bo nawet osoby wrzucane przez społeczeństwo do jednego worka, jak niepełnosprawni, potrzebują różnej pomocy. Czego innego osoby niewidome, niesłyszące, na wózkach, z niedorozwojem umysłowym.

 

Chociaż jedna rzecz jest chyba wspólna. Wszystkie te osoby potrzebują wysłuchania, zrozumienia i informacji, gdzie można uzyskać pomoc, w tym znaleźć dla siebie grupę wsparcia. Tylko czy my wszyscy tego nie potrzebujemy?

 

Działania na rzecz równości wymagają dużych nakładów finansowych. Dlaczego MY, SPOŁECZEŃSTWO, mamy ponosić takie koszty?

 

Może to zabrzmi okrutnie, ale jeszcze nigdy nie zniesiono niewolnictwa, czy pańszczyzny z powodów humanitarnych. Zawsze z powodów ekonomicznych. Czyli DLA KASY!

 

Dynamiczne i nowoczesne państwo ponosi pewne koszty (z podatków, lub składek), które przynoszą mu korzyści, a byłyby trudno dostępne dla całego społeczeństwa, np. oświata, kultura, bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne, emerytury, służba zdrowia, renty. Ponieważ obecna równość jest oparta na jednakowości wobec prawa, wymaga zajmowania się osobami potrzebującymi pomocy, a to kosztuje. W krajach zachodnich, które miały pieniądze na eksperymenty, okazało się, że aktywizacja osób wykluczonych kosztuje mniej, niż finansowanie ich biedy. Dlatego nasza pomoc nie tylko ma przynieść szczęście i poczucie wartości osobom potrzebującym, ale również ewidentne korzyści państwu. Korzyści ze zmniejszenia dopłat socjalnych, zmniejszenia biedy strukturalnej, zagrożeń i działań destrukcyjnych pewnych grup na całe społeczeństwo, wzrostu podatków i PKB od osób zaktywizowanych.

 

W pogoni za zyskiem nie zapominajmy jednak, że zawsze będą ludzie, którym możemy udzielić wyłącznie wsparcia. Z drugiej strony krzywej Gausa też jest grupa, której wprowadzanie równości może się dla nas źle skończyć. Geniusz nie jest normą w żadnym systemie. Nauczmy się ich rozróżniać i im pomagać, a wydatki na równość racjonalizować. Nie popełnijmy tego błędu, który robi zespół przygotowujący strategię dla Łodzi i dla województwa. To BYT kształtuje świadomość, a nie KAPITAŁ. Czynnik ludzki jest niezwykle ważny. Pamiętajmy o kapitale wiedzy ludzi zajmujących się tymi problemami i o kapitale wiedzy osób, które zaktywizujemy. Decyzyjność i wydatki im niżej, tym są rentowniejsze. Jeżeli te zadania publiczne, zamiast instytucjom, przekażemy organizacjom społecznym, pomnożymy je jeszcze o zaangażowanie społeczników i wciąganie wolontariuszy. A społecznicy, w przeciwieństwie do przepisów, wiedzą, że nigdy nie zbudujemy równości dając wszystkim równo.

 

Pamiętajmy o sukcesach naszych przodków i chińskich kufajkach!

Your Offcanvas Sidebar area is currently empty. Go and add some widgets first.

Accessibility
Zamknij