Rewolucja matergii*

PDF pageEmail pagePrint page

I.

O tym, że komórki jądrzaste (eukariota) nie powstały w wyniku ewolucyjnego udoskonalania komórek bezjądrzastych (prokariota) poprzez wyodrębnienie w cytoplazmie jądra i organelli komórkowych, po raz pierwszy usłyszałem, kiedy kończyłem studia. Hipoteza mówiła, że kiedyś komórka amebowata wchłonęła w procesie fagocytozy komórkę bakteryjną mającą zdolność oddychania tlenowego i jej nie strawiła. Bakteria zaczęła rozmnażać się wewnątrz gospodarza, stopniowo upraszczając swoją budowę i przekształcając w jego symbionta. Dziś są to mitochondria, organelle dostarczające swojemu gospodarzowi energię uzyskaną ze spalania tlenowego. W ten sam sposób komórka zielenicy przekształciły się w chloroplasty, mogące pobierać energię ze światła słonecznego.

Tak powstałe komórki jądrzaste bez chloroplastów to pierwotniaki, np. pantofelek ogoniasty, lub wyodrębnione ostatnio z Królestwa Roślin – grzyby, a komórki z chloroplastami to glony, np. euglena zielona.

Uznałem to wówczas za interesującą ciekawostkę.

Drugi raz spotkałem się z tą „ciekawostką” w książce Hoimara von Ditfurtha „Na początku był wodór”. Czytając historię naszego wszechświata od Wielkiego Wybuchu do człowieka, uświadomiłem sobie, że skoro komórki jądrzaste składają się z komórek bezjądrzastych, to jest to zjawisko, którego nie opisuje teoria ewolucji Darwina. Jeżeli przyjrzeć się temu problemowi bliżej, to organizmy wielokomórkowe (w tym człowiek) składają się z komórek jądrzastych, komórki jądrzaste z komórek bezjądrzastych, komórki bezjądrzaste ze związków chemicznych, związki chemiczne z atomów, atomy z protonów i neutronów i elektronów, te z kwarków, a one z licznych cząsteczek elementarnych. I tak aż do fotonu, neutrina, może Bozon Higgsa, a one, jak mówi wzór e=mc2, z fali elektromagnetycznej.

Oczywiście kolejność zmian, poczynając od Wielkiego Wybuchu, była dokładnie odwrotna:

  1. Na początku musiały powstać podstawowe cząsteczki elementarne, które stanowią bezpośrednią kumulację (zawirowanie, interferencję, anomalię czasową?) energii. Prawdopodobnie są nim fotony, które wykazują cechy materii (korpuskularność), jak i energii (fali). Być może są neutrina, które są tak małe, że mogą z łatwością przelatywać przez kulę ziemską, bozony Higgsa (chociaż ostatnio podejrzewa się, że są to cząsteczki większe, powstałe z połączenia cząsteczek mniejszych).
  2. Następnie niektóre podstawowe cząsteczki elementarne musiały się łączyć w kolejne cząsteczki elementarne na kolejnych poziomach. Odkryto już ponad 100 cząsteczek, ale uruchomienie Wielkiego Zderzacza Hadronów spowoduje zapewne szybkie odkrywanie nowych. Na razie naukowcy nie znaleźli metody ich uporządkowania.
  3. Pewne jest dopiero to, że kwarki mogą łączą się w:
  4. Cząsteczki plazmy (swobodnie poruszające się protony, neutrony i elektrony – z których zbudowane są gwiazdy), a te mogą łączą się w:
  5. Atomy, niektóre z nich mogą łączyć się w:
  6. Związki chemiczne nieorganiczne, niektóre z nich mogą łączyć się w:
  7. Związki organiczne, niektóre z nich mogą łączyć się w:
  8. Błony komórkowe lub cykle biochemiczne (mało popularna część biochemii, znana głównie lekarzom), niektóre z nich mogą łączyć się w:
  9. Komórki bezjądrzaste, niektóre z nich mogą łączyć się w:
  10. Komórki jądrzaste (jak opisałem to wcześniej), a niektóre z nich mogą łączą się w:
  11. Organizmy wielokomórkowe, w tym człowieka. Nie jest to bezpośrednie łączenie się pojedynczych komórek, ale pojawienie się w DNA dodatkowego zapisu o rozpoczęciu, kolejności, czasie i ilości następujących po sobie mutacji pojedynczej komórki, która doprowadza do wytworzenia różnorodnych tkanek współpracujących ze sobą i tworzących jednolity organizm (składający się z bardzo różnych komórek).

Uświadomiłem sobie wówczas, że materia ma wiele poziomów, a wszystkie jej elementy na każdym poziomie mogą powstać wyłącznie skokowo z połączenia elementów niższego rzędu. I dzieje się tak zgodnie z tym samym mechanizmem, powtarzającym proces na każdym z kolejnych poziomów, rozpoczynając od energii:

  1. Powstają nowe elementy wyższego rzędu z połączenia się elementów niższego rzędu.
  2. Elementy materii wyższego rzędu różnicują się.
  3. Powstają elementy materii mogące się ze sobą łączyć.
  4. Niektóre elementy materii łączą się ze sobą.
  5. Powstają elementy następnego rzędu.

W matematyce, wszystkie elementy na jednym poziomie nazywa się zbiorem.

Istotny wydał się fakt, że kolejne zbiory powstają skokowo w sposób powtarzalny, w wyniku tego samego wzoru. Jak podaje wikipedia „pojęcie oddające intuicję ponumerowania, czy też uporządkowania elementów zbioru” nazywa się ciągiem (łatwiej zrozumieć co to jest ciąg matematyczny, przypomnieć sobie najprostszy znany ze szkoły x = 2 + 2n). Reasumując, powyższy ciąg powstał w wyniku powtarzalnego uporządkowania elementów kolejnych zbiorów, co można uznać za ciąg matematyczny i nie ma znaczenia, że podany przeze mnie wzór nie jest zapisany językiem matematycznym (do czego przyzwyczajała nas szkoła), ale jest opisem. Ważne jest istnienie wzoru, a nie sposób jego zapisu (po chińsku wyglądałby jeszcze inaczej).

Świat nasz istnieje w systemie „krokowym”. Proporcje orbit gwiazd, powłoki elektronowe atomu, a nawet jak słyszałem – długość kroku w stosunku do wzrostu człowieka, ma te same proporcje. Lepiej byłoby znać długość „kroku”, o jaki przeskakuje materia z jednego poziomu na drugi, ale to znajdzie się zapewne w rękach fizyków atomowych za kilka, lub kilkanaście lat. Łatwiej znaleźć wzór matematyczny opisujący ciąg matematyczny na jego początku. Być może ułatwi to „Wielki Zderzacz Hadronów”.

Ciągi matematyczne mają jeszcze jedną cechę: mogą być skończone i nieskończone. Pozostaje więc pytanie, jaki jest ten ciąg?

Jesteśmy organizmami wielokomórkowymi obdarzonymi samoświadomością i najlepszą na świecie umiejętnością porozumiewania się między sobą, dlatego uważamy, że ewolucja zakończyła się na nas. W średniowieczu uważaliśmy nawet, że ludzie są namiestnikami boga na Ziemi, którym wszystko powinno służyć. Pomimo obalenia tego poglądu przez teorię heliocentryczną Kopernika i udowodnieniu przez teorię ewolucji Darwina, że jesteśmy elementem przyrody, wiele osób wciąż uważa, że wszystkie dobra na tym świecie im się należą i nie muszą się z niczym liczyć. W tej sytuacji niełatwo się zastanawiać, czy świat nie kończy się na nas, lub czy wyłącznie kończy się na nas nasza percepcja?

Nic, poza naszą chęcią bycia pępkiem świata, nie wskazuje na wyczerpanie się możliwości łączenia się ze sobą organizmach wielokomórkowych. Mechanizm tworzący ten ciąg działa dalej:

  1. Niektóre organizmy wielokomórkowe mogą łączyć się w rodziny, co jest zjawiskiem powszechnym w przyrodzie: dotyczy zarówno kręgowców, jak i organizmów bezkręgowych:
  2. Niektóre rodziny mogą łączyć się we wspólnoty, co na Ziemi można zaobserwować tylko u rodzin ludzi i mrówek społecznych:
  3. Niektóre wspólnoty mogą łączyć się w państwa, co na Ziemi potrafią tylko wspólnoty ludzi:
  4. Niektóre państwa mogą łączyć się w unie państw.

Zauważyłem, że powstanie elementów wyższego rzędu nie zatrzymuje ewolucji na niższych poziomach, choć uzależnia niższe poziomy od wyższych, np. wciąż powstają nowe rasy zwierząt i roślin hodowlanych lub nowe szczepy bakterii i wirusów w odpowiedzi na leki i herbicydy. W skład elementów wyższego rzędy mogą wchodzić nie tylko elementy rzędu bezpośrednio niższego, np. w skład związków chemicznych organicznych mogą wchodzić niektóre atomy jako koenzymy, a w skład organizmów wielokomórkowych związki chemiczne proste jako wzmacniający kości, zęby, muszle czy rafy – węglan wapnia.

Ponieważ zmiany są skokowe, uznałem, że w porównaniu do teorii Darwina jest to rewolucja, a skoro dotyczy zarówno materii, jak i energii, hipotezę nazwałem „rewolucją matergii” (jeżeli e = mc2, to materia i energia powinny mieć jedną nazwę, dla łatwiejszego zrozumienia zjawiska).

Czy ta hipoteza może mieć jakieś praktyczne znaczenie?

II.

Elementarne składniki materii po raz pierwszy nazwał atomami (od greckiego słowa άτομος, które znaczy „niepodzielny”) Demokryt, który wraz z Leukipposem w IV – V w. p.n.e. sformułował atomistyczną koncepcję materii. Idea istnienia niepodzielnych składników materii pojawiła się również w pismach starożytnych filozofów indyjskich. Po odkryciach pierwiastków, powrócili do niej również nowożytni chemicy i fizycy.

Obserwując publikacje dotyczące Wielkiego Wybuchu oraz budowy wszechświata mam wrażenie, że naukowcy zatrzymali na poziomie atomów, a istnienie energii i materii rozważają niezamiennie. Po Wielkim Wybuchu był wielki chaos do czasu pojawienia się atomów wodoru. Kiedy okazało się, że znana materia ma za małą masę, dodano czarną materię, a kiedy było jej jeszcze za mało – czarną energię. I z niezrozumiałych powodów czarna materia jest materią, a czarna energia jest energią. Nawet opisując słońce, podaje się że jest ono zbudowane z atomów wodoru, które łączą się w atomy helu, wydzielając olbrzymie ilości energii. Jeżeli mówi się, o plazmie, to wyłącznie, że atomy są w tej formie. Nigdy nie słyszałem, że w tej temperaturze nie istnieją atomy, a wyłącznie wolne jądra i elektrony krążące w plazmie niezależne od jąder. Nawet Wikipedia podając, że „z uwagi na dużą gęstość i wysoką temperaturę nie można mówić o obecności atomów lub jonów” nie wspomina, że jest to etap poprzedzający tworzenie atomów. Być może kolejne etapy materii pojawiają się w wyniku obniżania temperatury (lub kilka kolejnych). Umiemy już odwracać ten proces w spawarkach. Podwyższając temperaturę wytwarzamy plazmę w której rozpadają się atomy. Może w jeszcze wyższych temperaturach materia występowała w postaci kwarków, a nawet jeszcze mniejszych cząsteczek elementarnych.

Do dzisiaj udało się odkryć ponad 200 cząsteczek elementarnych, a uruchomienie Wielkiego Zderzacza Hadronów spowoduje szybkie poznawanie kolejnych. Tworzy się wciąż nowe hipotezy, co stało się po Wielkim Wybuchu, a nikt nie stara się ich uporządkować tych cząsteczek. Łączy się je w grupy mające podobne cechy ale np. inną masę. Być może przypisanie cząsteczek do poszczególnych poziomów materii, pozwoliłoby na ich uporządkowanie i ułożenie odpowiedniej dla nich tabeli.

Dużo mówi się o ekspansji wszechświata po wielkim wybuchu i o wielkiej jej szybkości w okresie początkowym. Wszyscy traktują to jak rozrzut odłamków po wybuchu. A przecież nasza materia jest pełna dziur, które powstają w wyniku łączenia się elementów niższego rzędu w wyższe. Np. atom ma 10-10 m, jądro 10-14 m, proton 10-15 m, kwark 10-18 m, czyli jest 10 000 razy większy niż jego jądro zbudowane z protonów (składających się z trzech kwarków: dwóch kwarków górnych „u” i jednego kwarku dolnego „d”) i neutronów (składających się z dwóch kwarków dolnych „d” i jednego górnego „u”). Gdyby jądro powiększyć do 1 cm i położyć na ziemi, to chmura elektronów pojawiłaby się dopiero w odległości stu metrów,  protony i neutrony miałaby około 1 mm, a kwarki po 1 mikronie. Zapewne kolejne cząsteczki elementarne też są tak zbudowane i zawierają dużo pustego miejsca.

Istnienie niewidocznej na razie dla nas ciemnej materii i ciemnej energii zostało już udowodnione w symulacjach komputerowych. Bez ich grawitacji rozpadłyby się nie tylko galaktyki, ale cały wszechświat. Na razie widoczne dla nas są tylko ich oddziaływania, ale nauka robi olbrzymie postępy, zwłaszcza w ostatnich latach. Kiedyś nie wiedzieliśmy o ultra- i infradźwiękach i nie zdawaliśmy sobie sprawy, że zwierzęta mogą widzieć w widmie ultrafioletowym lub podczerwieni, a dziś możemy te fale obserwować i wykorzystywać. Tak będzie też z matergią, z nazywaną obecnie czarna materia i czarna energia.

Skoro energia jest falą i tworzony przez nią ciąg materii ma charakter krokowy, to ta inna materia może być oparta na innej długości „kroku”, albo może znajdować się w naszej przestrzeni przesunięta w fazie. W naszej jest przecież tyle wolnej przestrzeni. Ale nawet jeżeli są to opisywane w powieści science-fiction światy równoległe, nie znajdziemy w nich siebie tylko trochę innego. Przy takim ciągu rewolucji i ewolucji materii opartym w znacznym stopniu na rachunku prawdopodobieństwa, niemożliwa jest równoległa zmiana materii i jej modyfikacja dopiero w ostatnich latach. Przypomnijmy sobie ewolucję dinozaurów i ekspansję ssaków po uderzeniu w Ziemię asteroidy.

Być może szybkie rozszerzanie się wszechświata po Wielkim Wybuchu było wyniku syntezy kolejnych poziomów materii, które wymuszały coraz większe oddalanie się od siebie jej elementów. Może to nie był Wielki Wybuch, ale Wielka Synteza. Najnowsze badania wykazały, że wszechświat nie tylko nadal się rozszerza, ale jeszcze przyspiesza. Każdy ruch jednostajnie przyspieszony wymaga stałego dopływu energii. Jedynym wytłumaczeniem ekspansji jest dalszy proces wysokoenergetyczny w którymś ze „światów równoległych”, bo nasz prawdopodobnie ten etap ma już chyba za sobą.

W czystej energii nie występują siły elektryczne, elektromagnetyczne, chemiczne mocne ani słabe (również pieniądze, inteligencja i świadomość), tak samo jak u cząsteczek elementarnych najniższego rzędu. Być może to na niektórych poziomach pojawiają się nowe rodzaje sił łączących materię. Są podejrzenia, że bozon Higgsa nie jest podstawową cząsteczką elementarną, jak uważają niektórzy uczeni, ale pojawił się na późniejszym poziomie materii.

Czarna dziura pochłania całą materię, jaka znajdzie się w pobliżu. Czarne dziury potrafią się pochłaniać na wzajem. Również na wzajem pochłaniają się superczarne dziury będące centrami galaktyk. W przyszłości grozi to nawet naszej, gdy dojdzie do kolizji Drogi Mlecznej ze zbliżającą się galaktyką Anromedy. Grawitacja przy bardzo dużych masach powoduje zmniejszanie objętości i wzrost temperatury. Jeżeli wzrost temperatury powoduje rozpadanie się cząsteczek materii na coraz mniejsze, to w momencie rozpadu bozonu Higgsa zniknie grawitacja, cała zebrana materia zacznie się rozpadać, a stygnąc wytwarzać kolejne elementy materii.

Kiedyś nasz świat kończył się na obrzeżach lasu, jak opisują to bajki braci Grimm. Potem był to brzeg morza, planeta Ziemia, Układ słoneczny, widoczne materia wszechświata, wszechświat powstały w wyniku Wielkiego Wybuchu. Czy to już koniec?

Niedawno rosyjscy astronomowie odkryli, że cały nasz wszechświat powoli obraca się wokół miejsca wielkiego wybuchu. Porównując to z obrotem galaktyki wokół superczarnej dziury, należy się zastanowić, czy nie ma tam gigamasywnej czarnej dziury, a nasz wszechświat nie jest jednym z wielu obracających się wokół niej w gigaświecie.

*

„Rewolucja matergii” nie zaprzecza istnieniu „Teorii ewolucji Darwina”, a nawet ją rozszerza. Twórca odniósł ją wyłącznie do świata ożywionego, a hipoteza rewolucji mówi, że teoria ewolucji jest prawdziwa na każdym poziomie materii. W widzialnym świecie i przy pomocy dostępnych obecnie przyrządów możemy obserwować, jak różna jest materia wszechświata na poziomie plazmy, atomów i związków chemicznych nieorganicznych, a nawet w niewielkim zakresie organicznych.

Jeżeli spojrzymy na Układ Słoneczny, zobaczymy efekty wielokierunkowego przebiegu  – ewolucja planet, księżyców, asteroid i komet. Czasami zatrzymała się na twardej skale, lub brudnej zamarzniętej wodzie, pozostawiającej ogon gdy przelatuje w pobliżu Słońca. Powstały też gazowe giganty. Nowsze badania pozwoliły ustalić przebieg tej ewolucji i wyznaczyć cechy ekosfery umożliwiającej życia na planetach innych gwiazd.

Jeżeli spojrzymy jeszcze dalej, zobaczymy materię ewoluującą w słońca o różnych rozmiarach i na różnych etapach dojrzałości (obłok pyłowy tworzącego się układu planetarnego, gwiazdy neutronowe, białe karły, czarne dziury) oraz krążące wokół nich planety, których odkrywamy coraz więcej. Zobaczymy bardzo różne galaktyki, tworzące bardzo różne, wciąż zmieniające się struktury. Oczywiście w czasie galaktycznym. Zderzają się, rozchodzą, wirują i wciąż zasilają swoją supermasywną czarną dziurę.

Darwin uzasadnił teorię ewolucji na poziomie organizmów żywych doborem naturalnym, uzupełnionym następnie o dobór płciowy. A co jest motorem rewolucji matergii? Może jest to entropia, może stygnięcie związane z rozszerzaniem się wszechświata? Na odpowiedź jest chyba jeszcze za wcześnie. Ciąg matematyczny tylko opisuje mechanizm, ale nie podaje, co go napędza, tak jak szkolny wzór x = 2 +2n mówił, jak przyrastają dwójki, a nie dlaczego.

*

Ostatnio wiele się dyskutuje nad tym, skąd wzięło się życie na Ziemi. Przyleciało z kosmosu w ogonie komety, powstało z błota przybrzeżnego morza, czy z pioruna uderzającego w gazy metanowej planety? Życie wiążemy się z wodą, a ta jest powszechna we wszechświecie, odkrywamy coraz mniejsze planety wielkością zbliżone do Ziemi i znajdujące się w ekosferze swojej gwiazdy. Robimy to, aby dopowiedzieć na pytanie: jesteśmy wyjątkiem w kosmosie, czy życie jest zjawiskiem powszechnym?

Hipoteza rewolucji matergii mówi, że powstanie życia na Ziemi było nieuchronnym etapem zmian zachodzących we Wszechświecie. Warunki, jakie panowały wówczas na naszej planecie musiały nieuchronnie doprowadzić na zasadach zwykłego prawdopodobieństwa, do łączenia się związków chemicznych prostych, zawierających węgiel, w długie łańcuchy. Te łańcuchy przyłączały inne związki chemiczne proste zawierające azot, fosfor itd. Tak powstały związki organiczne. Następnie pojawiły się takie, które mogły się powielać, lub produkować inne. Te związki organiczne zaczęły współdziałać ze sobą, łącząc się w cykle biochemiczne, a kolejne cykle odbierając substraty i przekazując produkty innym, wytworzyły bardzo skomplikowane układy wzajemnej zależności. Mapa cykli biochemicznych do złudzenia przypomina werk zegarka, z tą różnicą, że obracające się kółka nie są wykonane z metalu. Gdy pojawiły się łańcuchy fosfolipidowe, układające się w zamkniętą błonę komórkową, która otoczyła współpracujący ze sobą zespół cykli biochemicznych,  powstały pierwsze komórki bezjądrzaste, ewoluujące w bardziej stabilne, samoreplikujące się struktury.

W tej sposób pojawiło się życie na Ziemi. Był to proces tak automatyczny, jak pojawienie się atomów, gdy połączyły się protony i neutrony z elektronami. A jeżeli był to proces automatyczny, to życie mogło pojawić się wszędzie, w każdym sprzyjającym temu miejscu. Jaka to będzie komórka i jak jej ewolucja może się dalej potoczyć, to już odrębne zagadnienie. Ale bardzo prawdopodobne jest to, że mechanizm będzie się rozwijał dalej, i kiedy znajdziemy planetę umożliwiającą życie człowiekowi, to może tam będzie życie, lub nawet już inteligentna cywilizacja.

*

Jak bardzo różne może być życie na innych planetach możemy sobie wyobrazić, obserwując ewolucję organizmów żywych na naszej planecie w ciągu ostatnich kilkuset milionów lat. Jedne gatunki pojawiały się, inne znikały zgodnie z teorią odkrytą przez Darwina i w odpowiedzi na  11 wielkich masowych wymierań, spowodowanych globalnymi katastrofami  (ruchy skorupy ziemskiej, mega glacjał. wulkanizm, regresja morska, katastrofy kosmiczne).

Po każdej wielkiej katastrofie i masowym wymieraniu pojawiały się nowe typy zwierząt, który przejmowały dominację na ziemi. Najbardziej spektakularna zmiana zaszła prawdopodobnie po upadku asteroidy na Jukatan, po którym nie odrodziły się już gigantyczne dinozaury, które przez wiele milionów lat rządziły Ziemią. Wyewoluowały w ptaki, ale w eocenie dominację przejęły ssaki.

W naszym, bardzo krótkim w pojęciu geologicznym życiu, również możemy zaobserwować zmiany ewolucyjne. Najbardziej odczuwamy zachodzące na poziomie komórek bezjądrzastych. Bakterie rozmnażają się co 20 minut (człowiek co 20 lat) i mają DNA koliste, częściej mutujące niż helisa DNA obecna w komórkach jądrzastych (i komórkach organizmów wielokomórkowych) . Dlatego zmiany genetyczne zachodzą w nich szybciej i z łatwością ich odporność ściga się z farmaceutami wymyślającymi nowe antybiotyki.

Rolnicy i działkowcy również mogą obserwować zmiany zachodzące u szkodliwych owadów i chwastów. W tak krótkim czasie nie zmienia się ich wygląd, ale wyraźnie rośnie ich odporność na insektozole i herbicydy, np. na Randap, stosowany do oprysku kukurydzy GMO. Środki te stosuje się w coraz większych ilościach, z coraz mniejszym skutkiem.

III.

Człowiek jest wzrokowcem i najłatwiej mu obserwować organizmy wielokomórkowe. Jeżeli jednak przyjrzymy się różnym formom rodzin w świecie zwierząt, można zauważyć olbrzymie zmiany ewolucyjne jakie zaszły w ciągu milionów lat życia na Ziemi również na tym poziomie. Najprostsze formy przyjęły u ptaków i ssaków, istniejących najkrócej w czasie geologicznym. Są rodziny monogamiczne: jednosezonowe nastawione wyłącznie na wychowanie młodych (dominujące wśród ptaków) oraz tworzone na całe życie, nawet u ptaków migrujących (np. gęsi gęgawej, przodka domowej), które co roku łączą się w te same pary, a w razie utraty partnera pozostają samotne do końca życia. Do monogamicznych można też zaliczyć rodziny ssaków składające się z wielu osobników, takie jak rodziny wilków, surykatek czy golców. Składające się wprawdzie z wielu osobników, ale tylko para dominująca może się rozmnażać. Istnieją też rodziny poligamiczne, np. często pokazywane rodziny lwów, gdzie wychowaniem młodych zajmują się samice i samce. Również swój stary harem mają hipopotamy, chociaż samiec jest mało zaangażowany w sam proces wychowania (w przeciwieństwie do haremów tworzonych tylko na czas kopulacji np. przez jeleniowate). Istnieją też rodziny składające się z samych samic, np. słoni, do których samce podchodzą na krótko wyłącznie do samicy w rui. Istnieją też rodziny poligamiczne, np. u małp, gdzie samce pilnuję rodziny tylko przed obcymi samcami, a samica sama wybiera samca (lub kilku) na chwilowego partnera.

W rodzinach ptaków i ssaków może istnieć dymorfizm płciowy, ale najdalej został on rozwinięty w rodzinach owadów, które znacznie dłużej istnieją na Ziemi, zwłaszcza u pszczół, mrówek i termitów. Budowa anatomiczna samic zaraz po urodzeniu jest dostosowywana do funkcji, jaką w przyszłości będą pełniły w rodzinie. Budowa robotnic urodzonych z takich samych zygot jak królowa, jest modyfikowana rodzajem pożywienia i niewielkimi różnicami temperatury, w jakiej są wychowywane larwy.

Chociaż wszystkie osobniki mają bardzo prostą budowę, to rodzina owadzia jako całość wykazuje się inteligentnym, innowacyjnym i skutecznym myśleniem. Doszło w niej również do zmian fizjologicznych, np. pszczoły zmiennocieplne jak wszystkie owady, wytworzyły skomplikowany system termoregulacji całego roju, który stał się organizmem stałocieplnym.

Pszczoły strefy umiarkowanej drżeniem mięśni wytwarzają ciepło zimą, ogrzewając cały rój, a przemieszczając się w mim, zapobiegają zamarznięciu osobników zewnętrznych. W ten sposób są w stanie przetrwać okresy zimna w stałej temperaturze, tak jak to robią ssaki i ptaki. Nie tylko produkuję ciepło zimą. Równie skutecznie potrafią obniżać temperaturę w czasie letnich upałów, co jest niezbędne do właściwego wychowu larw. Ostatnie badania wykazały, że w różnych miejscach samego matecznika opiekunki utrzymują różną temperaturę (dochodzącą do 1,50C), gdyż od niej zależą cechy osobników dorosłych. Uzyskują to, wachlując plastry skrzydełkami.

Pszczoły japońskie produkcją ciepła potrafią walczyć z jednym ze swoich najgroźniejszych wrogów, szerszeniem. Ponieważ są zbyt słabe fizycznie, aby walczyć „klasycznie”  z szerszeniem-zwiadowcą, który odnalazł rój i wszedł do ula, na sygnał wszystkie rzucają się na niego, unieruchamiają i drżeniem mięśni wytwarzają ciepło. Ponieważ pszczoły wytrzymują temperaturą o 10 C wyższą niż szerszeń, tym punktowym grzaniem „ugotowują” wroga.

Przyglądają się historii naszej, ludzkiej cywilizacji też można zauważyć różne formy rodziny. Od monogamicznych, dominujących w kulturze europejskiej, poprzez poligamiczne do 4 żon, dominujących w wielu krajach arabskich, do haremów liczących po kilkadziesiąt, a nawet kilkaset żon. Do jednolitego wzorca jeszcze bardzo daleko i forma rodziny wciąż ewoluuje, a nawet ostatnio pojawiły się jej nowe formy.

Jeżeli rodziny wykazują się samodzielnością, to czy istnieją choroby, z którymi nie możemy sobie poradzić, ponieważ dotyczą rodzin a nie jednostki? Np. czy narkomania jest chorobą ludzi, czy rodziny i kogo należy leczyć? To przecież głównie problemy rodzinne skłaniają ludzi, zwłaszcza młodych, do brania narkotyków. Może w razie zagrożenia kogoś narkomanią, należy skierować do leczenia całą jego rodzinę i wyeliminować przyczynę choroby, a nie jej objawy, czyli narkomana? W USA próbowano kiedyś stworzyć dla narkomanów miasteczko, aby byli odizolowani od środowiska, które wciągnęło ich w nałóg. Początkowo leczenie odnosiło wspaniałe sukcesy, ale gdy miasteczko tak się rozrosło, że trzeba było wprowadzić rygory administracyjne i dyscyplinę – narkomania wróciła i miasteczko rozwiązano. W Polsce od lat bezskutecznie leczymy alkoholików w oderwaniu od rodziny, choć wiadomo, że nie tylko alkoholik działa destrukcyjnie na innych, ale również rodzina wpływa na jego zachowanie. Może to też jest choroba rodzinna, zwłaszcza we wstępnej fazie i leczeniem należy objąć wszystkich jej członków

*

Lem, wielki Polak znacznie wyprzedzający wyobraźnią  swoje czasy, pisał że nie jesteśmy w stanie zobaczyć zbyt małych i zbyt dużych cywilizacji. Dlatego z trudem akceptujemy rodzinę, jako jednostkę samodzielną (choć wspomina o tym nawet nasza konstytucja), ale już nie akceptujemy autonomicznego powstania wspólnot i państw. Wiemy, że istnieją, ale ich nie widzimy. Dlatego wciąż uważamy, że jesteśmy ostatnim elementem ewolucji i to co powstało później, stworzył człowiek.

Rewolucja matergii mówi, że wspólnoty również powstały w sposób autonomiczny, ale do ich wytworzenia nie wystarczył rozwój spokrewnionych ze sobą rodzin. Potrzebne było jeszcze wypracowanie wysokiego stopnia komunikacji i tolerancji dla innych rodzin. Dlatego w całym świecie ożywionym wspólnoty wytworzyli tylko ludzie i mrówki społeczne, budujące wielohektarowe systemy połączonych ze sobą mrowisk, po którym mogą się bezpiecznie poruszać wszystkie mrówki, ale wyłącznie należące do któregoś ze spokrewnionych ze sobą mrowisk sieci.

*

Nasze plemiona, też się rozrastały, stopniowo zajmując całą Ziemię. Przyczynił się do tego rozwój rolnictwa, rzemiosła i handlu. Rozrastały się i komunikowały ze sobą. Rewolucja matergii też wymusiła ich łączenie, ale wiązało się to z wypracowaniem nowej organizacji państwa: nowej struktury, zarządzania i komunikacji oraz umiejętności podejmowania decyzji przez konsensus lub głosowanie (bez korupcyjnej i plemiennej rywalizacji).

Nie wszystkim plemionom udało się wejść do struktury nowo powstałych państw. Przykładem przegapienia zmian swojego czasu mogą być Jaćwingowie. Najbitniejsze plemię Europy, zamieszkujące tereny późniejszej Rzeczpospolitej Obojga Narodów, poszło w rozsypkę, gdy ze wszystkich stron otoczyły ich karne wojskowe struktury państwowe. Skutecznie bronili się przed przeważającym technicznie i liczebnie rycerstwem Królestwa Polskiego i najnowocześniejszą w Europie armią krzyżacką, tocząc jednocześnie przygraniczne walki z sąsiadującymi plemionami Litwinów i Rusinów. Kiedy jednak książę Mendog doprowadził do zjednoczenia litewskich księstw plemiennych i stworzenia struktury państwowej, nie wytrzymali wojny na trzy fronty.

Albo Indianie Wielkich Równin mający najlepszą lekką jazdę XVII – XIX wieku ulegli naporowi tłumu farmerów, mających za sobą wsparcie państwa, przemysłu i zawodowej armii. Nie pomogła im znajomość terenu i wyszkolenie. Nie umieli współpracować ze sobą, a często nawet przeciwko sobie występowali.

Zmiana struktur we wspólne państwo nie jest łatwa. Wspólnoty w różny sposób mogą przyłączać się do współtworzonej nowej organizacji. W stabilnych, obecnie istniejących państwach obserwujemy oprócz dominujących układów symbiotycznych (współpracujących ze sobą i władzą), saprofitycznych (nieszkodzących, ale i nie współpracujących, jak Cyganie, czy kwakrowie) również pasożytnicze (mafie, zorganizowane struktury korupcyjne). W nowotworzonych znajdują się jeszcze drapieżne (starające się przejąć władzę nad państwem i innymi plemionami na kontrolowanym przez siebie terenie). Drapieżne wspólnoty mogą pojawiać się również w ukształtowanych już państwach,  kiedy dochodzi do gwałtownych ruchów społecznych związanych ze zmianą ustroju.

Jak uczy historia, same państwa również ewoluowały, wielokrotnie zmieniając swoich władców, lub przechodząc od monarchii do demokracji i odwrotnie. Ponadto w wielu rejonach świata najeźdźcy narzucali podbitym ludom sztuczne granice i swój aparat administracyjny. My również znamy to doskonale. Od rozbiorów Rzeczpospolita Obojga Narodów jest wciąż dzielona przez aktualne „mocarstwa” w sposób korzystny dla ich gospodarki, żyjące na jej obszarze narody skłócane, a tereny przehandlowywane.

Na największą skalę na Ziemi ten proceder odbywał się w okresie kolonializmu. Koloniści celowo tworzyli „państwa zależne” w poprzek naturalnych struktur plemiennych, aby faworyzowane plemiona militarnie kontrolowały pozostałe. Kiedy ruchy narodowo-wyzwoleńcze spowodowały odzyskanie niepodległości, brak struktury państwowej skonfliktował plemiona zamieszkujące w sztucznie narzuconych granicach. Np. w Afryce Środkowej trwa nieustanna wojna między plemionami Tutsi i Hutu.

Obecnie najpoważniejszą strefą wojny są państwa arabskie. Rozpoczęło się od wybuchających, jedna po drugiej, rewolucji w północnej Afryki, gdyż znajdujące się na tych terenach struktury terytorialne nie wykazują cech państwa. To są wciąż istniejące w oderwaniu od siebie wspólnoty, rywalizujące o dominację na wyznaczonym sztucznymi granicami terenie. Jeszcze nie są na etapie wzajemnego poszanowania swojej indywidualności i łączenia się poprzez ustalanie wspólnych celów przy pomocy wyborów.

Nauka organizacji na poziomie państwa nie będzie łatwa, ale nie musi być taka krwawa. Co można zyskać, wysadzając bomby na rynkach swoich krajów?

Tolerancji można się nauczyć. Po najcięższych wojnach na świecie, jej metod dopracowały się kraje europejskie tworzące Unię Europejską. Pochłania ona kolejne kraje za ich akceptacją i zgodą, chociaż wciąż toczą się spory nad akceptowalną dominacją Unii nad państwami i przejmowaniu w niej władzy przez państwa najbogatsze.

Może poznając mechanizm rządzący prawami przyrody uda nam się zrozumieć, jak działa państwo. Może właśnie tam można hipotezę rewolucji matergii najszybciej wykorzystać w praktyce.

Narzucanie struktury państwa, wypracowanej przez kraje kultury śródziemnomorskiej i zmodyfikowanej w Stanach Zjednoczonych Ameryki, nie przyspiesza tego procesu, zwłaszcza, że cele są modyfikowane przez finanse wielkich koncernów. Może należy stworzyć inny system oparty na integracji silnych tam wspólnot,  a nie na wyłącznych prawach jednostki, na których, nie posiadające w swojej historii wspólnot USA, oparło swój agresywny model rozwoju. Może bliższa im jest federacja demokratyczna oraz parlamentarna, jaka sprawdziła się w Szwajcarii? Po pewnym czasie struktura państwa sama doprowadzi do zwiększenia tolerancji dla innych wspólnot oraz wzmocnienia roli jednostki, np. zwiększenia praw kobiet.

*

Ręka, pomimo że jest żywa oraz posiada znaczną autonomię i możliwość ruchu, nie jest organizmem żywym. Jest zależna od mózgu i serca, a te od płuc, wątroby, nerek itd. Czyli jest elementem całego organizmu, zależnym od niego.

Skoro zgodnie z rewolucją matergii człowiek nie jest ani ostatnim etapem rozwoju wszechświata, ani nasza droga przemian nie jest jedyna, nie dziwi, że zgodnie z biologiczną definicją życia również nie jesteśmy organizmami żywymi, (http://zielp.pl/index.php/dzialania-ekologiczne/poza-percepcja/zywe-i-martwe-cz-1). To państwo, którego jesteśmy elementami, wykazuje wszystkie cechy życia.

Gdyby ludzie, przekazując sobie informacje, działali jak kilka milionów prostych bramek informatycznych, państwo już wykazywałoby się samodzielnym myśleniem. Widać to, obserwując rodziny pszczół, mrówek i termitów, w których stosunkowo proste organizmy przekazując sobie proste informacje, działają w sposób racjonalny, innowacyjny i inteligentny. Ale informatyka testowała inne, dynamiczniejsze rozwiązanie: komputery połączono sieć, w której wszystkie mogą ze sobą współpracować. Okazało się, że taka sieć ma większą moc obliczeniową, niż suma komputerów w sieci. I tak potrafi myśleć państwo. Obecnie ten system jest coraz bardziej wzmacniany nowoczesnymi narzędziami obliczeniowymi i do przekazywania informacji (media, powszechna telefonia, Internet).

Pytaniem nie jest już to, czy państwo potrafi myśleć, ale czy ma świadomość i dlaczego nie potrafimy tego zrozumieć?

Jeżeli przyjrzymy się dokładnie efektom działania państw, widzimy wyraźnie, że potrafi myśleć samodzielnie, ale nie zawsze to, co my jesteśmy w stanie zrozumieć, np. dlaczego Turcja, Irak i Iran prowadzą wojnę wewnętrzną z Kurdystanem, a Chiny zajęły Tybet i dopłacają do ich okupacji? Lub dlaczego decyzje urzędów i wyroki sądowe w Polsce są oparte na przedkładaniu przepisów nad logikę? Oraz dlaczego w krajach starej Unii decyzje oparte na podobnych przepisach są korzystne dla ich społeczeństwa?

Skoro na podstawie tych samych informacji ludzie dochodzą do zupełnie innych wniosków niż państwo, to wskazuje, że wykorzystujemy zupełnie inny mechanizm analizowania danych. My myślimy abstrakcyjnie, a państwo metodą „bodziec – reakcja”. Obie metody, różnicę między nimi, ich zalety i wady opisałem w artykule Psia inteligencja. http://zielp.pl/index.php/archiwum/2014/2-2014/389-psia-inteligencja.

Jednak są kraje, w których decyzje władz są bardziej logiczne, ekonomiczne i prospołeczne. Jak to się dzieje?

Ludzki mózg, który odpowiada za nasze myślenie, choć na pierwszy rzut oka wygląda na jednolitą ciemną masą, zbudowany jest z wielu funkcjonalnych skupisk nazywanych jądrami (zwojami) podstawowymi, z których każde składa się z kilka struktur (jąder) podkorowych.

Jak wykazują badania socjologiczne, 15% osób w każdym społeczeństwie wykazuje się większą aktywnością niż inni. Ta grupa naturalnych przywódców nie tylko potrafi kierować aktywnością pozostałych, ale również utrzymywać kontakty z innymi grupami, analogicznie do jąder (zwojów mózgowych). W prawidłowo funkcjonującym społeczeństwie stoją na czele wspólnot, które desygnują część z nich do kierowania krajem.

W różnych okresach byli oni różnie nazywani: patrycjatem, szlachtą, burżuazją, inteligencją, warstwą średnią i różnie traktowani przez władzę państwową. Im władza była  w rzeczywistości bardziej demokratyczna, a nie tylko się taką nazywała, tym ich wpływ na państwo był większy. Rozwijało się  rzemiosło, handel, szkolnictwo i nauka. Ale rządzący krajem zawsze mieli skłonność do monopolizowania władzy. Dyktatura upraszczała i przyspieszała procesy decyzyjne oraz ograniczała kontrolę. Powstawały monarchie absolutne, republiki bananowe i państwa dyktatury proletariatu, ale władza pozbawione kontroli korumpuje, lub deprawuje, czego na dłuższą metę nie wytrzymywało żadne społeczeństwo. Wybuchały rewolucje, powracała demokracja i proces rozpoczynał się od nowa.

Na etapie przejściowym, jaki mamy obecnie w Polsce, można się lepiej przyjrzeć mechanizmom myślenia państwa. Po obaleniu komunizmu, nowa struktura zarządzania krajem przyszła do nas z zewnątrz, z krajów Europu zachodniej i była wprowadzana od góry przez Solidarność. http://zielp.pl/index.php/lodz-aktywnych/oligarchiczna-demokracja Posłowie, którzy po obaleniu komunizmu weszli do nowego Sejmu (bo oprócz trudnej i niebezpiecznej walki podziemnej dostali na to pieniądze z zagranicy) byli przekonani, że to oni powinni dalej zmieniać Polskę. Nie mogli zrozumieć, dlaczego w Urzędach Marszałkowskich, a nawet w Gminach ludzie mieliby podejmować decyzje, skoro Polacy ich wybrali do podejmowania decyzji, jak wspominał prezydent Komorowski w czasie wizyty w Łodzi. Zapomnieli, że kiedyś Solidarność była ruch masowy (na 40 mln Polaków w 1979 roku należało do niej 10 mln) i sukces osiągnęli dzięki masowemu poparciu.

Pod naciskiem grupy zwolenników samorządności i demokratycznych wymogów Unii Europejskiej zaczęli powoli przekazywać coraz więcej decyzji i środków na ich realizację do niższych szczebli administracji. Nakazali nawet demokrację na szczeblu wojewódzkim i gminnym. Powstała ustawa wymuszająca tworzenie organów konsultacyjnych składających się z przedstawicieli różnych grup społecznych. Wójtowie, Prezydenci i Marszałkowie zaczęli masowo powoływać swoich pełnomocników.

Zanim demokracja zeszła na dół, zaczęło przychodzić unijne wsparcie integracyjne i elity szybko zorientowały się, jak olbrzymie pieniądze można przekazywać swoim. Partie parlamentarne natychmiast zapomniały o demokracji i rozpoczęły bezpardonową walkę o unijne pieniądze.

Na to nałożył się jeszcze jeden kryzys polityczny. Lewica, która powinna być alternatywą dla partii prawicowych, po przegraniu wyborów tak zabetonowała swoich członków, że jej funkcję przejęły związki zawodowe (Miłość i polityka; Dwie podkowy http://zielp.pl/index.php/archiwum/2013/1-2013/dwie-podkowy), dalekie od zarządzania budżetem państwa. O władzę i związane z nią unijne środki walczą sejmowe partie i chodzi tu o metodę sterowania państwem – system automatyczny (liberalizm i pełne otwarcie granic) lub ręczny (model francuski silnie fiskalizujacy i wspierający jedynie grupy popierające władze).

Efektem walki o władzę oderwanych od społeczeństwa, ale zależnych od wyborów  partii jest polityka kadencyjna (w Polsce 4 lata). Tak krótka perspektywa pozwala inwestować środki przede wszystkim w rodzinę i znajomych, a nie w dalekowzroczne programy rozwojowe. Wzmacnianie struktur społecznych bardzo by im to tylko utrudniały.

Czy my, istoty rozumne i świadome, możemy mieć jakiś wpływ na procesy myślowe państwa?

Polacy przez kilka wieków strzegli granicy dwóch kultur i religii oraz kilkakrotnie byli pod okupacją. Mieli od góry narzuconą strukturę administracyjną i ekonomiczną państwa. Pomimo tego udawało nam się odrzucać tę sztuczną dla nas „czapę”. Niestety takie oddolne i konkurencyjnej sieci informacyjne rosną długo, zanim obejmą cały naród, np. obalenie komunizmu wymagało trzech pokoleń. Ale kiedy powstaną, są dosyć trwałe i czekają na sprzyjające warunki zewnętrzne.

Ale dzięki współczesnej nauce świat bardzo szybko idzie do przodu. Czy nowoczesna technika pozwoli Polsce szybciej powstrzymać współczesny odpływ młodzieży i kapitału? A może przyspieszy odpływ młodych, wykształconych ludzi do większej struktury i upadek Państwa Polskiego?

*

Systemy państwowe zawsze miały tendencję do powiększania się. Większe dysponowały z reguły większą armią, tańszą, bo masową produkcją i sprawniejszym handlem. Poza podbojami sąsiednich krajów, dochodziło do prób łączenia ich wspólną władzą. Unia rosła w siłę beż kosztów podboju i tworzenia nowej administracji. Ponad 2 tysiące lat w starożytnym Egipcie istniały dwa królestwa mające jednego władcę, zanim doszło do ich połączenia. Również w starożytnej Grecji dochodziło do tworzenia doraźnych unii państw-miast, które jednak nigdy nie doprowadziły do stworzenia trwałego systemu zarządzania. Pierwszą, w pełni funkcjonującą unią na Ziemi, była dopiero Rzeczpospolita Obojga Narodów. Dzięki wypracowaniu drugiego na świecie, nie wzorowanego na greckim, systemu demokratycznego, mogły powstać obowiązujące wszystkich zasady wartości i struktury zarządzania. Demokracja i różne systemy prawne dostosowane do przyjętych na siebie zobowiązań grup społecznych na rzecz dobra wspólnego, stanowiły spoiwo Unii dwóch wielonarodowych państw.

Współcześnie możemy obserwować różne formy współpracy politycznej, gospodarczej, lub militarnej państw: Liga Narodów, Międzynarodówka Komunistyczna, ONZ, RWPG, NATO, ANZUS. Integracja jest korzystna  dla wchodzących w ich skład państwach, ale formy współpracy i zacieśnianie więzów są różne. Od paktu do unii państw droga jest jeszcze daleka, ale każda współdziałanie do tego przybliża.

 Najdłużej istniejącą współcześnie i najlepiej zintegrowaną unią są Stany Zjednoczone Ameryki, które powstały w XVIII w. Wchodzące w ich skład państwa powstawały w wyniku podbijania nowych tereny Ameryki Północnej przez jednolitą grupę najeźdźców. Jednolita grupa, brak tradycji narodowych i obrona przed angielskimi podatkami ułatwiła tworzenie unii, a kilkaset lat i jedna wojna domowa pozwoliły dopracować się sprawnej administracji.

Dużo większe kłopoty ma istniejąca od niedawna Unia Europejska. Bogate kraje zachodniego cypla Europy pod koniec II Wojny Światowej sprzedały Związkowi Radzieckiemu kraje Europy środkowej za pomoc w wojnie z Japonią. Ale szybki rozwój przemysły, zwłaszcza w USA i dalekowschodniej Azji, wymusił obniżanie kosztów produkcją masową, a ta wymaga dużego rynku dla zbytu. Sama likwidacja cła między najbogatszymi krajami zachodu nie wystarczyła.  Włączyli biedniejsze kraje zachodniej Europy i wsparli ruchy niepodległościowe krajów Europy Środkowej, którym następnie zaproponowali wstąpienie do Unii.

W niestabilnym okresie stałego rozwoju najlepiej widać tworzone mechanizmy zarządzania. Zwłaszcza, że w Unii Europejskiej powstają one metodą prób i błędów, na które pozwalają konflikty gospodarcze między poszczególnymi państwami. Łatwo obserwować problemy na jakie napotyka ten nowy twór, zwłaszcza związane z niedopracowanym systemem kontroli finansowej poszczególnych jej członków i długotrwałymi procedury podejmowania decyzji doprowadzającymi do blokady decyzyjnej. Do tego nie ma wspólnej polityki zagranicznej, co doprowadza do chęci ugrania czegoś dla siebie kosztem innych krajów Unii. Widoczne jest zwłaszcza ostatnio, przy fizycznym zagrożeniu istnienia Unii.

*

Jeżeli na każdym poziomie elementy materii łączą się ze sobą, to ich ilość systematycznie się zmniejsza. Tworzy się typowa pionowa piramida, np. 7 185 970 000 ludzi na Ziemi (1 stycznia 2013 roku) utworzyło niecały miliard rodzin, kilkadziesiąt tysięcy wspólnot, kilkaset państw i kilka unii państw.

Niebezpieczeństwem zagrażającym państwom jest pojawiający się co jakiś czas i w różnej formie wirus społeczny. Charakteryzuje się tym, że przyjmuje formę powszechnie znanej z ekonomii „piramidki szczęścia”. Przy pomocy bardzo nośnych i prostych haseł stara się rozprzestrzeniać w społeczeństwie w nienaturalny „poziomy” sposób, łącząc ludzi poprzez niszczenie naturalnych struktur (państwa, wspólnoty i rodziny), lub wchłaniając te struktury. Przykładem takich „piramidek szczęścia” są wojny religijne (które Europa ma już za sobą, ale obecnie mają z nimi problem kraje arabskie), komunizm, kolonializm zmodyfikowany po II Wojnie Światowej w USA w monetaryzm http://zielp.pl/index.php/archiwum/2014/3-2014/437-monetarystyczna-piramidka-szczescia, agresywnie opanowujący obecnie świat. Niebezpieczeństwem każdej tego typu piramidki jest ssanie dochodu z podstawy do jego szczytu, do wąskiego grona zarządzającego. W czasie europejskich wojen religijnych szczyt piramidki znajdował się w Rzymie, kolonialny w Londynie, komunistyczny w Moskwie, Monetarystyczny w Banku Światowym i pokrewnych rozkwitających na Wall Street. Każda „piramidka szczęścia” musi się rozwijać, ponieważ przestaje istnieć, gdy podstawy się buntuje i przestają płynąć dochody z dołu. Im większa piramida, tym wyraźniejsze różnice w dochodach.  Dlatego zarządzający na szczycie dużymi środkami (ekonomicznymi i militarnymi) nie szczędzą kosztów, na przekonywanie dołów do finansowania piramidki. Np. rząd USA pozwolił na niekontrolowaną emisję pieniędzy (elektronicznych) przez banki, aby one mogły udzielać nieograniczone pożyczki biednym krajom, uzależniając je od siebie koniecznością spłacania kredytów oraz zmuszając do wyprzedaży własnych dóbr wielkim korporacjom ze szczytu piramidy, które mają łatwiejszy dostęp do kredytów i większą możliwość manipulowania kosztami i cenami. A one inwestują w wykupywanie mediów, które pokazują dobrobyt elit monetarystycznych i ich konsumpcyjny styl życia oraz wmawiają biednym, że powinni marzyć o takim życiu, bo wszystkie osiągnięcia ich narodu są złe.

Ale inwestycje nie zawsze przynoszą zyski. Amerykanie, pomimo swojego potencjału ekonomicznego oraz militarnego i próby wdrażania na całym świecie ich monetaryzmu, nie osiągnęli zamierzonych sukcesów w Wietnamie, Iraku i Afganistanie. A niekontrolowane przejadanie kredytów przez najbogatszych prowadzi do cyklicznych światowych kryzysów finansowych, grożących bankructwem banków lub państw, co może doprowadzić do upadku piramidki.

Sytuacja jest wciąż bardzo dynamiczna. Coraz dalej przenoszona jest też produkcja i związane z tym kredytowanie, aby powiększać podstawę piramidki. Upadłaby ona bez przyrostu dołów, z których najwięcej środków można wysyłać do szczytu, np. coraz więcej zakładów produkcyjnych przenosi się z Europy do krajów najbiedniejszych, chociaż całkowite koszty produkcji jest niewiele niższy od europejskich. Oprócz płac za najprostsze prace trzeba inwestować w infrastrukturę przemysłową, drogową, transportową, energetyczną, społeczną oraz naukę. Europa to już ma, ale nowy kraj to nowe kredyty i rynki zbytu.

Bogaci wymyślają nowe metody aneksji nowych państw, np. skuteczna okazała się metoda chilijska, zastosowana w krajach Europy Środkowej, a państwa zależne zaczynają się bronić, np. wsadzając do więzienia bankierów, jak zrobiła to Islandia.

*

Czym się ta rywalizacja skończy?

Według hipotezy rewolucji matergii piramida, której szczytem są organizmy wielokomórkowe –> wspólnoty –> państwa –> unie państw jest tworem naturalnym, opartym na naturalnych prawach przyrody. Jak uczy historia piramidek szczęścia istnieją one tyle czasu, ile przyrastają ich podstawy. Duże czy małe, kiedyś się rozpadają.

Czy wszystkie państwa połączą się w jedną wspólną dla całej kuli ziemskiej unię?

Też raczej nie. Monopol jest antyinnowacyjny, a na dłuższą metę destrukcyjny i dążący do przejęcia władzy przez jego kierownictwo. Dlatego we wszystkich krajach istnieją przepisy antymonopolowe. Każda struktura ma swoją optymalną wielkość, np. kropelki oleju rozrzucone na wodzie zaczynają się łączyć, ale po przekroczeniu określonej wielkości, dzielą się na pół. Połówki dalej przyciągają drobne kropelki, dopóki nie osiągną wielkości zmuszającej do podziału. Przekonałem się wielokrotnie, że  jeżeli jakieś prawo dzieła w której dziedzinie nauki, to działa wszędzie.

Najtrwalszą strukturą w przyrodzie jest trójkąt, zarówno w budownictwie, jak i w polityce. Jednej unii będzie bardzo trudno zdominować dwie, które łącząc się dla obrony będą zawsze silniejsze. To byłaby najstabilniejsza forma zarządzania Ziemią, jeżeli nie okaże się, że takie duże struktury będą się wcześniej rozpadały w naturalny sposób, jak krople oleju na wodzie.

Ilość elementów na Ziemi jest zbiorem skończonym, a więc gdyby ciąg matematyczny dotyczył tylko Ziemi, też byłby skończony. Pozostaje więc ostatnie pytanie, czy na pewno unie państw będą ostatnim elementem zbioru? A może rozwój nauki pozwoli nam skontaktować z innymi inteligentnymi strukturami w kosmosie i jak to opisuje literatura science fiction będziemy tworzyli z nimi dalsze struktury.

* jeżeli e = mc2, to powinno mieć jedną nazwę, matergia = materia + energia

Jerzy Dauksza

Your Offcanvas Sidebar area is currently empty. Go and add some widgets first.

Accessibility
Zamknij