Polska przed Pokojem Ryskim

PDF pageEmail pagePrint page

W Internecie można znaleźć wiele informacji na temat postanowień traktatu ryskiego, ale niewiele o tym, dlaczego został w ogóle zawarty. Należy najpierw przypomnieć, że był on kontynuacją wcześniejszych rokowań.

Polska opinia publiczna początkowo nie była niechętna rewolucji październikowej. Widziano w niej eksperyment społeczny, zmierzający, jak głosiły hasła, do poprawy doli rosyjskich chłopów i robotników. Zainteresowanie rewolucją łączyło się z kategorycznym sprzeciwem Polaków wobec jakiejkolwiek formy wtrącania się Rosji do spraw naszego kraju. Jednak Rosja negatywnie ustosunkowała się do odrodzenia niepodległej Polski, zgodnie ze stwierdzeniem Lenina, że „Interes socjalizmu stoi znacznie wyżej od zasady samostanowienia narodów”. Ponadto odradzająca się Polska stała się zaporą w rozszerzaniu rewolucji na Zachód. To doprowadziło do konfliktów zbrojnych miedzy Rosją i Polską. Równocześnie odrodzona Polska została zaatakowana przez wszystkie Państwa ościenne, dążące do powiększania swoich powojennych granic.

A. Na zachodzie: zaistniały trzy konflikty.

  • Pierwsze Powstanie Śląskie – 16/17 – 24.08.1919 roku nie przyniosło większych skutków, gdyż Polacy niezbyt dobrze się do niego przygotowali.
  • Drugie Powstanie Śląskie – 19/20 – 08.1920 roku było już dobrze zorganizowane. Jego siła i zasięg zaskoczyły zarówno Niemców jak i państwa sprzymierzone. Działania zbrojne były prowadzone na terenach od Odry na zachodzie po Małą Panew na północy. Celem powstania była samoobrona ludności polskiej, co zostało osiągnięte. Powstańcy mieli pod kontrolą większość obszaru plebiscytowego. Efektem było rozwiązanie niemieckiej policji przez Międzysojuszniczą Komisję i zastąpieniem policją plebiscytową, składającą się w połowie z Polaków.
  • Trzecie Powstanie Śląskie – 2/3.05.1921 było najkrwawsze i najlepiej przygotowane, co przyniosło największe skutki dla naszej strony. Polsce przyznano 29% terytorium plebiscytowego, łącznie z Katowicami i większością kopalni, hut oraz fabryk górnośląskiego okręgu przemysłowego, które przejęto w posiadanie maju 1922 roku.

B. Na południu: doszło do konfliktu polsko – czeskiego. W 1918 roku ustalono z władzami czeskimi, że tereny przygraniczne zamieszkałe w większości przez Polaków zostaną włączone do Polski, ale Czesi złamali to porozumienie. W 1919 roku, kiedy Polska zajęta była walką z Niemcami i Ukrainą, zajęli wschodnią część Śląska Cieszyńskiego do rzeki Olzy. 28.07.1920 roku mocarstwa koalicji przyznały Czechom: Zaolzie, Spisz i Orawę – tereny zamieszkałe w większości przez ludność polską i bogate w złoża mineralne. Polsce przyznano tylko niewielki skrawek tego terenu.

C. Na północnym wschodzie Litwa, w porozumieniu z bolszewikami, zajęła Wilno i okoliczne ziemie, zamieszkałe przez Polaków.

Chociaż widmo komunistycznej rewolucji robotniczej wisiało nad Europą, niemalże wszyscy alianci tego nie zauważali. Anglicy ze swoim wyspiarskim dystansem nie dawali się przekonać, iż Rosjanom chodzi nie o załatwienie spornej kwestii miedzy nami, a o inwazję na Europę. Taką a nie inną postawę Anglii należy upatrywać w postawie premiera Lloyda Georga. W tamtych okolicznościach politycznych blokował Winstona Churchilla, który dostrzegał widoczne gołym okiem zagrożenie dla Europy i chciał wspomóc siły polskie eskadrami RAF-u stacjonującymi w Kolonii. Także społeczeństwo angielskie było niechętne wzmocnienia Polski, jako potencjalnego sojusznika Francji, z którą od wieków Anglia toczyła spór o dominację w Europie. Jako nieliczni podzielali nasze obawy Francuzi i Węgrzy, którzy mimo szczerych chęci byli krępowani przez oszołomionych bolszewicką propagandą Czechów i upatrujących korzyści terytorialnych Niemców. W trakcie wojny polsko bolszewickiej dostawy wojskowe dla Polski sabotowane były przez sprzyjających bolszewikom dokerów i kolejarzy, a także przez Niemcy i Czechosłowację. Z pomocą przyszedł jednak rząd Węgier z premierem Palem Telekiem na czele, który podjął decyzję o przysłaniu do Polski transportów z amunicją.

Negocjacje z Rosjanami toczyły się dwutorowo: z białymi, poczynając od generała Korniłowa i z czerwonymi. Sprostować należy tu popularny mit, iż Lenin i bolszewicy dali wolność Polsce. W założeniach bolszewickich i ich deklaracji przyznawali czasową niepodległość „Republice Polskiej” – małemu kadłubowemu państewku z władzami komunistycznymi na czele.

Także nie wszyscy dowódcy białych akceptowali powstanie Państwa Polskiego. Po śmierci Korniłowa tylko Kapel i Wrangel uznawali niepodległy byt Rzeczypospolitej, inni jak Kołczak, Denikin, czy Judenicz widzieli jedną niepodległą Rosję w granicach sprzed I Wojny Światowej, a Polskę jako część składową imperium, jedynie z pewną autonomią. Istotnym problemem negocjacji była granica wschodnia. Tak zwane: „Carstwo Polskie” miał mieć wschodnie granice zgodne z przebiegiem „kongresówki”, a zachodnie powiększone o Poznańskie, część górnego Śląska, tak zwane Wolne Miasto Kraków i część Galicji oraz rejon Torunia. Takie rozwiązanie było do nie przyjęcia przez stronę Polską.

Zachód, a zwłaszcza Anglia, proponował linię Curzona. Złożyło się na to wiele przyczyn, ale przede wszystkim podrzędny status państwa Polskiego, jako sygnatariusza traktatu w systemie wersalskim. Polska, w dużym stopniu z woli mocarstw zwycięskiej Ententy, była jednym z największych beneficjentów Wersalu, ale przez dwie dekady musiała się bronić przed próbami przedmiotowego traktowania jej interesów przez te mocarstwa. Powstawało swoiste sprzężenie zwrotne. Niechęć Polski do podporządkowywania się postanowieniom mocarstw Ententy (zapadającym często bez jej udziału), wzmacniała w Londynie, Paryżu, Rzymie i Waszyngtonie tendencje do postrzegania jej jako państwa o drugorzędnym znaczeniu w polityce europejskiej. Używając współczesnej terminologii studiów nad bezpieczeństwem, była traktowana jak konsument, a nie dostarczyciel bezpieczeństwa na kontynencie.

Polska, pomimo swojej politycznej aktywności, była przez mocarstwa Ententy uważana za półperyferyjnego uczestnika ukształtowanego po I wojnie światowej porządku europejskiego. W powersalskiej Europie, nieprzyzwyczajonej do swego nowego politycznego kształtu, odmawianie Polsce, podobnie jak i innym nowo powstałym środkowoeuropejskim państwom prawa do istnienia, było zjawiskiem dość częstym. To one były składa na ołtarzu ofiary jakiegoś większego pokoju światowego.

Naczelnik Państwa Józef Piłsudski chciał znać cenę sojuszu z białymi. Za pośrednictwem premiera Paderewskiego przedstawiono Entencie rachunek za sformowanie armii, która miała pójść na Moskwę. Było to 30 mln marek polskich dziennie. Zachodnie mocarstwa nie były skore do wystawienia takiej sumy, lecz jednocześnie niezręcznie im było zakazywać Polakom rozmów z bolszewikami, którzy proponowali Warszawie pokój.

Walczący z bolszewikami Józef Piłsudski bacznie obserwował Rosję. Dzięki czytającemu „białe”, „czerwone” i ukraińskie depesze polskiemu radiowywiadowi, wiedział o niej dużo. Liczył, że zwycięzca wojny domowej i tak wyjdzie z niej osłabiony. Na kogo jednak postawić? Gdy po tajnych negocjacjach okazało się, że „biali” chcieli uznać istnienie Rzeczypospolitej tylko w granicach etnicznych, podczas gdy trzymani za gardło bolszewicy zgadzali się na wszystko, Piłsudski podjął decyzję. Wybierając czasowo czerwonych pragmatyków, a nie zapatrzonych w „Niepodzielną” Rosję „białych”, zakazał we wrześniu działań przeciw Armii Czerwonej, o czym bolszewików powiadomiono przez dawne socjalistyczne kontakty. Przerzucone z polskiego frontu bolszewickie dywizje pomogły zatrzymać, a potem pobić Denikina. Jedenaście miesięcy później stały zaś pod Warszawą…

 W swych pamiętnikach generał z goryczą przypisuje zwycięstwo bolszewickiej rewolucji… Piłsudskiemu (marszałek też czasem żartem zwał się ojcem chrzestnym Sowietów), któremu nie darował „wiarołomstwa”. Naprawdę winien był jednak on sam – urodzony we Włocławku z matki Polki Anton Iwanowicz był bowiem tym, kim był naprawdę – synem urzędnika okupacyjnej władzy. I mimo całej sympatii do Polaków, nigdy nie patrzył na nasz kraj inaczej, niż jak na obszar rosyjskich interesów. Denikin żądał na przykład opuszczenia przez Wojsko Polskie Podola i Wołynia, i przekazania tych terenów jego armii (potrzebnych mu „dla wybrania rekruta i zboża”). Do Taranrogu, gdzie przebywał wówczas przywódca białych gen. Anton Denikin udał się gen. Aleksander Karnicki. Rosjanin postawił jednak twarde warunki sojuszu: Rosja mogła uznać niepodległość Polski jedynie w granicach Królestwa Kongresowego, a na ziemiach wschodnich Polacy mieli sprawować administrację wyłącznie w imieniu państwa rosyjskiego.

W obawie przed rozwojem bolszewickiej zarazy można było nowo powstałe państwa w tym Polskę  wtedy w kręgach politycznych ówczesnej Europy uważać za państwa sezonowe, tym bardziej że wrzenie rewolucyjne w 1919 r. ogarniało Niemcy i Węgry.

Generał uważał, że w układzie bolszewicy, biali Rosjanie i świeżo niepodległa Polska, przy rewolucyjnym wrzeniu, które w 1919 r. ogarniało Niemcy i Węgry, Ententa udzieli zawsze pomocy białym przeciw bolszewikom, a Polsce, jako mniejszej, każe się poddać Rosji. A jak nie, to zmusi do tego Polskę, tym bardziej, że w chwili ofensywy Denikina we wrześniu 1919 r., Polska miała już spore terytoria i linię frontu na wschodzie daleko na Białorusi i Ukrainie. A na domiar złego, Ententa przyjmując, że w Rosji bolszewicy przegrają, wyszła naprzeciw białemu generałowi, proponując granicę Polski na linii Curzona bez Wilna i Lwowa. W przypadku zwycięstwa Denikina, Zachód, mimo Traktatu Wersalskiego, ustąpiłby Denikinowi w obawie przed dalszym rozwojem bolszewizmu. W przekonaniu tym utwierdzali go Anglicy i Włosi, którzy oferowali nawet pomoc przeciwko Polsce w wojnie, jaka miała nastąpić po zwycięstwie białych. Stolica Polski byłaby prowincjonalnym miastem zachodniej Rosji. W tym stanie rzeczy Piłsudski musiał przestać traktować białych, jako potencjalnych sojuszników.

W październiku 1919 r. rozpoczęły się z kolei rozmowy w Mikaszewiczach między wysłannikiem bolszewików Julianem Marchlewskim (oficjalnie przedstawiciel Rosyjskiego Czerwonego Krzyża),  a delegatami polskimi: Stanisławem Kossakowskim i zaufanym Piłsudskiego kpt. Ignacym Boernerem. Sowietom właśnie wtedy najbardziej zależało na powstrzymaniu Rzeczpospolitej przed rozpoczęciem działań zbrojnych przeciwko nim. 3 listopada za pośrednictwem Boernera Naczelnik przedstawił swoje warunki układu. Zobowiązał się, że Polacy nie przekroczą linii Nowogród Wołyński -Zwiahel – Olewsk – rzeka Ptycz – Bobrujsk z przyczółkiem – Berezyna – Kanał Berezyński – Dźwina, jeśli bolszewicy cofną się o 10 km na wschód od niej. Ponadto Łotyszom miał zostać przyznany Dynenburg, a Ukraińcy Petlury mieli być nieatakowani przez czerwonych. W międzyczasie jednak sytuacja na rosyjskim froncie zaczęła się zmieniać. 20 października 1919 r. bolszewicy wkroczyli do Orła, a miesiąc później już do Kurska. Sowieci postanowi zatem propozycje Piłsudskiego negocjować. 23 listopada Marchlewski dał odpowiedź, która nie usatysfakcjonowała strony polskiej. Domagano się obustronnego wycofania z linii, a także jej korekty (Polacy mieli wycofać się na linie Curzona). Pomijano też kwestie łotewskie i ukraińskie. Naczelnik uznał, że czerwoni chcą go wciągnąć w długie negocjacje, po których po prostu wznowią konflikt. Rozmowy zerwano. Nie oznacza to jednak, że zamierzano pomagać Denikinowi. Piłsudski wychodził z założenia, że  czerwona Rosja będzie nie miej groźna od Rosji białej, lecz ta pierwsza byłaby izolowana i w razie ewentualnego konfliktu można było liczyć na wsparcie z Zachodu. Naczelnik dążył do stworzenia na obszarze dawnej I Rzeczpospolitej państw powiązanych z Polską, a takimi gestami chciał pozyskać przychylność Łotyszy i Ukraińców.

W styczniu 1920 r. Polacy wzięli udział w zdobywaniu Dynenburga, który natychmiast przekazano Łotwie. Kolejnym krokiem było na wiosnę 1920 r. wkroczenie na naddnieprzańską Ukrainę i zainstalowanie tam rządu Petlury. Wiązało się to z tym, że do wojny parli również bolszewicy, którzy na front z Polską ściągali już od dłuższego czasu swoje siły. Włodzimierz Lenin uważał, że Polska jest państwem niepotrzebnym, oddzielającym Rosję od Niemiec – ojczyzny marksizmu, kraju wielkiego przemysłu, a przez to wielkich możliwości dla rewolucji, która mogła podążyć potem w dalszy pochód. Bolszewicy pragnęli uderzyć na Polskę, póki tliła się jeszcze w Niemczech rewolucja. Piłsudski musiał wyprzedzić ten atak.

W lipcu 1920 roku wysłannicy Lwa Trockiego i Włodzimierza Lenina podjęli z inicjatywy ministra spraw zagranicznych Rzeszy, Waltera Simonsa, rokowania w Berlinie, zapewniając władze niemieckie, że po rozgromieniu Wojska Polskiego Armia Czerwona nie przekroczy granicy niemieckiej z 1914 roku. W wyniku tych rozmów 2 sierpnia uzgodniono przydzielenie reprezentanta rządu niemieckiego do radzieckiej IV Armii Jewgienija Siergiejewa, aby mógł monitorować rozwój wypadków podczas posuwania się bolszewików w głąb Polski. W dniu 13 sierpnia sowiecki dowódca IV Armii przekazał Reichswerze miasto Działdowo, zdobyte przez kawalerię Gaja-Chana, a dzień później gazeta „Prawda” zapowiedziała zwrot Rzeszy niemieckiej utraconych w wyniku I wojny światowej ziem. Z kolei generał niemiecki Erich Ludendorff zaproponował aliantom wystawienie armii, wymierzonej przeciw bolszewikom, ale w zamian za zwrócenie Niemcom przez Polskę Wielkopolski i Pomorza.

Na północy z kolei Armia Czerwona rozpoczęła przygotowania do generalnej ofensywy, nie czekając na zakończenie wojny domowej. Po pobiciu Denikina walczyły jeszcze oddziały gen. Wrangla i Japoński Korpus Interwencyjny na wschodzie. Na nieracjonalność takiego rozwiązania wskazywał m.in. Józef Stalin. Opowiadał się on za opanowaniem najpierw sytuacji wewnątrz kraju, a ruszeniem dopiero w następnej kolejności na zachód. Jego argumenty wzmacniał ponadto fakt, że po zajęciu Ukrainy Polacy i Ukraińcy nie kontynuowali ofensywy. Nie ma co się łudzić, wojna z bolszewikami była nieunikniona, ale w tej całej historii ważny był czas.

Wbrew rozpowszechnionej opinii Semen Petlura i Ukraińcy wcale nie zawiedli po zdobyciu Kijowa, gdyż nie mieli do tego okazji. Polacy zaczęli przekazywać im administrację nad zajętymi obszarami dopiero 29 maja 1920 r. Bolszewicka ofensywa ruszyła na początku czerwca, a szacowano, że na stworzenie ukraińskiej armii potrzeba co najmniej 12 tygodni. Zresztą i tak do połowy czerwca Ukraińcom udało się podwoić swój stan z 10 do 20 tys. żołnierzy.

Im dłuższy konflikt, tym gorsza sytuacja Sowietów. Pojawiały się bunty i dezercje. W końcu Józef Piłsudski, który dzięki raportom polskiego radiowywiadu zdawał sobie sprawę z tego, co się dzieję w szeregach przeciwnika, decyduje się na przeprowadzenie kontrofensywy: Bitwa Warszawska i Operacja Niemeńska.

26 września 1920 r. znad Prypeci i Sanu ruszają polskie wojska, z kolei znad Bohu siły atamana Petlury. Już po kilku dniach na Ukrainie 6. Siczowa Dywizja Strzelców przebija się przez front. Niedługo później podobnie uczyniły to pozostałe siły polskie. Wśród bolszewików powoduje to popłoch. Polakom i Ukraińcom poddają się całe oddziały. Doskonałym tego przykładem był rajd na Kowel oraz rajd na Korosteń, gdzie siły polskie (około 20 tysięcy ludzi) doszczętnie rozbiły 7 DS. i 17 BS, (68 tysięcy ludzi) i zniszczono w Korosteniu ważny dla Rosjan węzeł kolejowy. W ciągu pięciu dni kawaleria przebyła 250 km, walcząc z nieprzyjacielem. W wyniku manewru 12 Armia utraciła zdolność do prowadzenia obrony. Wzięto do niewoli 4 tys. jeńców, zdobyto 14 dział, 60 ckm, zniszczono 3 pociągi pancerne, składy żywności, amunicji, 433 działa, 1300 cekaemów i wiele ton sprzętu wojskowego.

Pomimo takiego układu sił strona bolszewicka nie miała zamiaru kapitulować i przedłużała rokowania.  Wspierali ją Anglicy, Włosi i Niemcy, od początku rokowań naciskając na ustępstwa ze strony polskiej.

W Warszawie nie było zrozumienia dla kolejnej „wyprawy na Moskwę”. Pod naciskiem sejmu Piłsudski wstrzymuje ofensywę, tym bardziej, że Sowieci zgadzają się na wszystkie warunki (wojnę chcieli kontynuować Ukraińcy, którzy pragną osiągnąć wybrzeże Morza Czarnego). Również endecja i lewica izolowała Piłsudskiego – znamienna jest wypowiedź Sikorskiego „skupmy się na sprawach wewnętrznych, Ukraina nie jest nam potrzebna, gdyż tylko umocni Piłsudskiego”. Waga rokowań pokojowych z Sowietami nie znalazła swego odzwierciedlenia w instrukcji dla polskiej delegacji. Czytamy w niej, iż celem jest „zakończenie walki miedzy Polską a Rosją o sporne miedzy nimi tereny i stworzenie podstaw dobrego sąsiedzkiego współżycia”. O granicy stwierdzono jedynie, że „będzie ustalona nie na podstawie historycznych rewindykacji, lecz na podstawie sprawiedliwego pogodzenia żywotnych interesów stron rokujących”, a „rozwiązanie spornych spraw narodowych na rzeczonym terytorium nastąpi w myśl zasad demokratycznych”. Powyższe slogany oznaczały złożenie wszelkich decyzji w ręce polskiej delegacji. Przewodniczącym jej został Jan Dąbski, aktualny wiceminister spraw zagranicznych, nieposiadający żadnego doświadczenia dyplomatycznego. Toteż w rzeczywistości główną osobą był prof. Stanisław Grabski, poseł z ramienia endecji, bliski współpracownik Romana Dmowskiego. Zdumiewającym aspektem ryskich rokowań był fakt, iż kreator dwuletnich zmagań na wschodzie, Naczelny Wódz Józef Piłsudski, oddał kwestię ustalenia warunków pokoju w ręce wrogiej mu orientacji. W przeciwieństwie do delegacji sowieckiej, której prace zależały od jednego ośrodka dyspozycyjnego, w łonie delegacji polskiej ścierały się aż trzy poglądy związane ze sprawą pokoju i zagadnieniem terytorialnym. Były one odbiciem układu sił politycznych w Polsce. Nurt reprezentowany przez Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego stał na stanowisku federacyjnym. W łonie delegacji i wśród jej doradców jego głównymi zwolennikami byli ppłk. Ignacy Matuszewski, Karol Polakiewicz, Leon Wasilewski, oraz niektórzy eksperci z Wydziału Wschodniego MSZ, jak Marian Szulakowski oraz Roman Knoll.

Kierunek inkorporacyjny wspierany przez obóz narodowy reprezentował Stanisław Grabski. Program tego nurtu przewidywał podział Białorusi i Ukrainy. Trzeci wreszcie kierunek – reprezentował szef polskiej delegacji Jan Dąbski, który pragnął zawarcia szybkiego, kompromisowego układu z Moskwą.

Stanisław Grabski w Rydze pozyskał wsparcie Norberta Balickiego z PPS oraz Władysława Kiernika z PSL „Piast”. Jak wspomina Grabski: „współpraca nasza zacieśniła się, przemieniając się wkrótce w szczerą osobistą i polityczną przyjaźń. A że we trzech reprezentowaliśmy stanowczą większość Sejmu złożoną z jego centrum („Piast”) i dwóch jego skrajnych skrzydeł, lewego (PPS) i prawego (Związek Ludowo-Narodowy), więc ta nasza przyjaźń była najlepszą gwarancją zgodnej pracy polskiej delegacji i doprowadziła przez nią do zawarcia pokoju”.

Większość reprezentowana przez Grabskiego – wspierana przez Dąbskiego – uważała, iż należy doprowadzić do zawarcia szybkiego pokoju, w przeciwnym razie „gdyby wojna przeciągała się na rok 1921, Związek Sowiecki podczas zacisza zimowego mógł sformować nową armię, znacznie liczebniejszą od tej, którą my byśmy byli w czasie zorganizować”. Zwolennicy tej opcji nie uwzględniali faktu, iż na południu nadal działała armia białego generała Wrangla, Związek Sowiecki był bankrutem gospodarczym, a ludność dotknęła wielka klęska głodu.

Grabski uważał, iż należy „w równej mierze uwzględnić żywotne interesy obu stron rokujących”, dlatego podzielał zdanie sowieckie, że „najważniejszym dla Rosji było zabezpieczenie się przed separatyzmem ukraińskim, który groził jej pozbawieniem właściwego jej spichlerza”. Zaproponował więc podział ziem oderwanych przez Rosje od Polski w XVII wieku, tak aby do Polski wróciły ziemie trzeciego zaboru oraz te ziemie drugiego, w której przeważały wpływy polskie i katolickie. W przypadku ziem ukraińskich granica miała przebiegać na Zbruczu, natomiast na północy Rosjanie gotowi byli oddać całą Białoruś. Jednak jak wspominał Dąbski: „próby postawienia tej sprawy w Rydze natrafiły na zdecydowany opór ze strony polskiej”. Tak więc w poufnych rozmowach Sowieci zgłaszali gotowość rezygnacji na rzecz Polski z całej Białorusi, podczas gdy większość członków polskiej delegacji z Grabskim na czele stanowczo się temu przeciwstawiała! Grabski obawiał się bowiem, iż przyłączenie całej Białorusi umożliwi Piłsudskiemu częściową realizacje programu federacyjnego, poprzez utworzenie z Białorusi państwa buforowego i sfederowanego z Polską. Na to zaś przedstawiciel endecji nie mógł pozwolić. Skłonił więc większość polskiej delegacji do podziału Białorusi, tak aby jej zachodnia, bardziej katolicka część wróciła do Polski, a wschodnia pozostała przy Związku Sowieckim. Szef delegacji sowieckiej Adolf Joffe, idąc na ustępstwa terytorialne, pragnął uzyskać bardziej kompromisowe załatwienie roszczeń finansowych ze strony polskiej, związanych z wydaniem Polsce pewnej części zapasu złota dawnego skarbu państwa rosyjskiego z tytułu aktywnego bilansu handlowego Królestwa Polskiego. Chciał również kompromisowo załatwić zwrot dzieł sztuki, archiwów i bibliotek. Zadanie miał o tyle ułatwione, że Dąbski koncentrował się głównie na pomyślnym załatwieniu granic, Grabskiemu natomiast zależało na uzyskaniu „dobrych tytułów prawnych” na przyszłość, bez nacisku na czas teraźniejszy w sprawach rozrachunków finansowych.

 

Your Offcanvas Sidebar area is currently empty. Go and add some widgets first.

Zmień wielkość liter
Kontrast