Partycypacja – milowy krok

PDF pageEmail pagePrint page

Partycypacja jest niezwykle ważna w dialogu społeczeństwa z władzą i musimy wypracowywać jej najskuteczniejsze formy działania. Wiedzą na ten temat z przedstawicielami władz i organizacji pozarządowych podzieliła się Fundacja Miejsc i Ludzi Aktywnych na konferencji „Partycypacja – milowy krok do rozwoju lokalnego”, która odbyła się 12 – 13 stycznia br. w Krakowie.

Po powitaniu gości i przedstawieniu swoich współpracowników przez prezes Barbarę Kazior, spotkanie otworzył wicemarszałek Województwa Małopolskiego, opowiadając o partycypacji w Krakowie.

Następnie Anna Jarzębska zaprezentowała dotychczasowe osiągnięcia MiLI, zarówno w Polsce, jak i w Tunezji. Powiedziała o wielu szkoleniach, warsztatach i konsultacjach oraz działań wspierających tworzenie budżetów obywatelskich, Rad Młodzieżowych i aktywizacji seniorów, jakie z odbyły się w ciągu 5 lat ich działalności. Omówiła też stworzoną przez Fundację zakładkę internetową „Współdecydujemy” https://wspoldecydujemy.pl/ na stronie organizacji http://mila.org.pl/pl], dostępny dla samorządów i organizacji w całej Polsce. Dzięki niemu można dowiedzieć się, jak przeprowadzić całą procedurę związaną z Budżetem Obywatelskim i obniżyć koszty jego prowadzenia. Dziś partycypacja to kolejny krok, który musimy zrobić w kierunku demokracji. Jeden urzędnik nie da rady informować mieszkańców, promować działania publicznie i ogłaszać ich wyniki. Muszą być powoływane do wspólnych działań zespoły składające się z przedstawicieli administracji i społeczeństwa.

Seweryn Gutkowski – sekretarz Gminy Redlice zauważył, że Budżet Obywatelski nie ma końca umocowania prawnego i  działa na podstawie decyzji burmistrza. I to chyba dobrze, ponieważ umożliwia to dostosowanie go do miejscowych potrzeb. Zbyt precyzyjne opisanie mogłoby zepsuć jego społeczny charakter. Zapytany, czy jest on porównywany z funduszem sołeckim stwierdził, że jest to prawda, ale stosowanie obu pozwala na kompleksowość decyzji mieszkańców. Nie może on być jednak jakąś niesprecyzowaną ideą. Na początku musi być przygotowany regulamin,  a potem wizyty i warsztaty na ten temat, aby nie było uszczęśliwiania mieszkańców na siłę.

W jego gminie przeznaczono istotną sumę 1% budżetu, czyli 350 tys. zł, starali się bardzo uprościć formularz (do zgłoszenia min. 30 podpisów), a głosować można było od szesnastego roku życia. Dlatego mieszkańcy poczuli się podmiotowo. Tylko na spotkania Budżetu Obywatelskiego przychodziło 20-180 osób, a zgłoszono 14. wniosków, które później dopracowali urzędnicy. Dzięki  temu  żaden wniosek nie został odrzucony. Wykorzystali portal MiLA „współdecydujemy”, co uprościło całą procedurę głosowania i nie było kryzysu zaufania. Można było głosować przez Internet podając  pesel, który pozwalał na weryfikację, ale również każdy mógł widzieć, na kogo oddał głos. Głosowało 450 osób. Problemem okazało się to, że w gminie istnieją 3 ośrodki po 3 tys. mieszkańców i wiele mniejszych miejscowości. Dlatego w kolejnym roku będzie stawiana waga głosów, aby wyrównać szansę w głosowaniu.

Jarosław Sadowski – Z-ca Wójta Gmina Michałowice i Józef Talik z Urzędu Gminy stwierdzili, że dla nich najważniejsze są produkty lokalne, zabytki i szlaki turystyczne. Jednak w ciągu ostatnich 10 lat przeżywają największą migrację ludności. Stali się sypialnią Krakowa, ale nowi mieszkańcy nie integrują się ze starymi. Mieszkają w Michałowicach, ale życie prowadzą nadal w Krakowie. Tam pracują, robią zakupy, zawożą dzieci do szkoły. Starzy mieszkańcy też jeżdżą do Krakowa, sprzedawać na targowiskach swoje produkty. I często okazywało się, że mieszkają w jednej wsi i nic o sobie nie wiedzą. Współpraca między przedsiębiorcami rozwija się i jak zauważyli, coraz więcej osób kupuje rzeczy lepsze, a nie tańsze. Dlatego otworzyli u siebie plac targowy z dużym placem manewrowym, aby dało się dojechać z towarem (większość handluje z samochodu).

Urszula Baczyńska – Śleziak z Urzędu Gminy Kęty opowiedziała, że tworzenie marki miejsca rozpoczęli od ankiety „współdecydujemy” internetowa i papierowa. Otrzymali 200 odpowiedzi, które przemyślano i rozwinięto podczas warsztatów, na których wypracowano oferty dla: klientów indywidualnych i grup – biznesowe, pielgrzymkowe, młodzieży związanej ze sportem. Wnioski z raportu na stronie MiLA.

Po krótkiej przerwie Wojciech Wróblewski z Departamentu EFS Ministerstwa Rozwoju omówił partycypację w procesie tworzenia miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Podkreślił,  że partycypacja jest skuteczna, gdy dotyczy spraw przyziemnych, choć wydawałoby się, że programy strategiczne powinny interesować wszystkich, tak nie jest. Są zbyt odległe, aby interesowały mieszkańców, a plany przestrzenne są napisane strasznie stechnicyzowanym językiem, źle wyłożone, brak informacji o nich, następuje przeciąganie planowania i brak umów o nanoszeniu zmian przez firmy zewnętrzne. Bardzo często dyskusje publiczne są organizowane już po uzgodnieniu wszystkiego. Konsultacje są nierealistyczne, często fasadowe.

Poprzedni  minister planował zmiany zwiększające kontrolę społeczną, ale w wyniku wyborów  Rząd upadł.

O wstępnych badaniach małopolskich budżetów partycypacyjnych opowiedziały Kinga Krasoń-Pilch i Karolina Fiut z  Małopolskiego Obserwatorium Rozwoju Regionalnego UM woj. małopolskiego. Badania były robione dla Komisji Europejskiej, administracji rządowej oraz decydentów  regionalnych i lokalnych,  np. z gmin, które nie realizowały budżetu obywatelskiego: 99 nie planuje go u siebie, a 19 zamierza go realizować. Obserwatorium przebadało przyczyny, dla których budżetu nie zastosowano oraz porównano go z budżetem sołeckim, z podziałem na gminy wiejskie i wiejsko-miejskie. Te gminy, które realizowały Budżet Obywatelski nie miały z nim kłopotów i będą robiły to  dalej.
Kolejnym punktem konferencji był panel dyskusyjny „czy partycypację można zatrzymać” w którym wzięli udział:

  • Inga Janikowska-Lipszyc z Fundacji im. S. Batorego;
  • Joao Guerreiro z Norcic Institute of Training and International Networking;
  • Mateusz Płaskonka z Urzędu Miasta Krakowa;
  • Krzysztof Jan Klęczar, burmistrz Gminy Kęty;
  • Iwona Bilska, burmistrz Gminy Jordanów.

I moderatorem Barbarą Kazin z Fundacji  Milo.

Rozpoczął Burmistrz Klęczar, stwierdzając, że partycypacja zależy od zrozumienia się Urzędu Gminy i radnych, bo trzeba ją przygotować, a potem realizować. Dużo wymagała Miejska Rada Seniorów i radni mogli się od nich uczyć.  W małej gminie (30 tys. osób) decyduje otwartość. Ludzie wszędzie rozmawiają ze sobą: w sklepie, przychodni, po wyjściu z  kościoła. Problemy?  „Można zatrzymać partycypację, ale po co?”

Burmistrz Bilska dodała, że działalność MiLA, to dziecko przedwyborcze Budżetu Obywatelskiego. Dzięki ich pracy wprowadzanie go, to było łatwizna, bo wszyscy byli przekonani i gmina licząca 5300 mieszkańców przeznaczyła na ten cel 5,3mln zł. ze swojego budżetu. Zgłoszono 11 projektów, głosowało 1200 osób na 3500 uprawionych. Wygrało OSP na orkiestrę funkcjonującą 60 lat (instrumenty, mundury, kapelmistrz. 2 urzędników wypracowało projekty, a oceniali radni, NGO, mieszkańcy niezrzeszeni.

Mateusz Płaskonka powiedział, że rok 2013 był w Krakowie pilotażowy.  Miejscy decydenci uznali 4,5mln zł w pierwszym okresie. Za przygotowanie odpowiadała Rada Programowa Budżetu Obywatelskiego (26 osób: aktywiści, radni, urzędnicy). Przygotowała regulamin i przekształciła  się w Radę Budżetu Obywatelskiego, a realizację powierzono 6 urzędnikom (powstało biuro). Pierwsza edycja miała 1 budżet, ale w nowym statucie uwzględniono to, że Kraków ma 18 dzielnic i powołano Budżety Dzielnicowe. Dziś jest 19 Budżetów (1 miejski i 18 dzielnicowych) i przeszli na całkowicie elektroniczną formę głosowania. Dodał jeszcze, że na szczęście Budżet Obywatelski nie został dokładnie opisany ustawą i dzięki temu można dopracować go do lokalnych potrzeb.

Barbarą Kazin przypomniała, że narzędzie elektroniczne do promowania, przyjmowania, głosowania i sprawdzania swoich głosów oraz informowania o wynikach jest drogie i dlatego w całej Polsce można korzystać z programu MiLO.

Barbarą Kazin uważa,  że jest już jest środowisko, które stworzyło  Forum Praktyków Partycypacji, które będzie się zbierać raz w roku w maju.  A niebezpieczeństwo to  zaczynanie od bardzo dużego i skomplikowanego projektu, kiedy lepiej rozpocząć od małego np. plac zabaw, uporządkowanie terenu.

Joao Guerreiro rozpoczął od przedstawienia się. Powiedział, że jest Portugalczykiem i od 5 lat mieszka na  Zachodnim Wybrzeżu. W Stavanger 20-25% stanowią ludzie z innych stron świata, ze 180 krajów.
Miasto ma wieloletnią tradycję partycypacji. Nie ulega kwestii, pieniądz się liczy, ale najważniejsza jest aktywność społeczna. Jest to najważniejszy czynnik partycypacji. Mieszkańcy  Stavanger pracują w czasie wolnym i zaangażowane w prace są kolektywy.  Nie ma tak, żeby mieszkańcy  jakiegoś osiedla nie zebrali się raz w miesiącu,  żeby popracować w parku. Jeżeli chodzi o struktury są takie jak Rada Młodzieży, Rada Seniorów, Rada ds. Imigrantów. Najistotniejsze jest zaangażowanie osobiste, chociaż wsparcie organizacji  jest potrzebne.

Z sali zwrócono uwagę, że nie można się ograniczać się do Internetu, bo są  osoby, które nie mają do niego dostępu. Może być tylko formą dominującą. Budżet Obywatelski to początek, ale trzeba pamiętać również o innych formach.

W Krakowie do osób nie mających dostępu, zwłaszcza do seniorów, dociera się z asystentem. Brakuje nam bezpośredniej  aktywności  społecznej. Łatwiej napisać aby zrobił Urząd, niż samemu. Nie ma wniosków na inicjatywę lokalną. Nie wpłynął żaden wniosek.

Barbarę Kazior dodała, że można szukać innych środków np. fundusz oświatowy, największy w gminie, bo to jest nauka ekonomii  wśród mieszkańców.

Krzysztof Jan Klęczar zauważył, że mieszkańcy patrzą również na inne elementy budżetu. Nieprawdą jest również, że gmina nie ma środków na Budżet Obywatelski, bo to część budżetu inwestycyjnego gminy. Tylko, że mieszkańcy o tym decydują ,a nie urzędnik. Gdy to zgłaszają radni  lub jednostki podrzędne nie jest głosem obywateli?  Największym zagrożeniem  jest demokracja pośrednia,  gdyż trzeba wybrać  burmistrza, a on może mieć inne rozwiązanie niż mieszkańcy w tym konkretnym przypadku.  Nie można zabrać uprawnień burmistrzowi.

Przedstawiciel Podlasia zapytał, jak wciągnąć nieprzekonanych w gminach (burmistrzów, prezydentów, urzędników), ponieważ partycypację mogą zatrzymywać tylko ludzie?

Iwona Bilska powiedziała, że w Jordanowie odbyło się szkolenie radnych. Zwycięskiemu projektowi wręczono symboliczny czek (choć wpłata była przez przelew). Radni nie potraktowali tego jak odebranie uprawień, ale sami brali udział, zachęcali mieszkańców i sami wyliczali, jak to osiągnąć małymi środkami. Radni spotykali się z wyborcami i sprawdzali, czy się nie oderwali od wyborców.

Inga Janikowska-Lipszyc  dodała, że trzeba  się spotkać z ludźmi rożnych grup i uczyć wyliczania kosztów, a Barbara Kazior uzupełniła, że gdy urzędnik niechętny, to miłością musi zapłacić jego szef, aby zrozumiał szef to miłością musi zapłacić burmistrz, lub  radny, jak się zorientują  wyborcy czego chcą.

W Krakowie zauważono, że Budżet bardzo ogranicza małe inicjatywy. Ludzie angażują się w duże sieci, np. osoby starsze chcą być aktywne, tworzą coraz więcej inicjatyw  w Uniwersytetach III wieku i problem z głosowaniem młodych. Zachodzi też zmiana w postawie radnych i urzędników, ponieważ widzą, co jest potrzebne mieszkańcom.

 

Po obiedzie nastąpiło uroczyste wręczenie nagród „Aktywny Samorząd”

Kolejnymi zajęciami były warsztaty w trzech blokach tematycznych:

  1. Budżet Obywatelski na obszarach wiejskich i małych miastach – prowadzili Anna Jarzębska z MiLO i Seweryn Gutkowski, sekretarz Gminy Ryglice;
  2. Młodzieżowe Rady Gmin – jak zagwarantować ciągłość działania? – prowadzili Barbara Kazior i Krzysztof Florys z MiLO;
  3. Projektowanie przestrzeni publicznej wspólnie z mieszkańcami – prowadzili dr Tomasz Jeleński, urbanista Politechniki Krakowskiej. INTBAU, Międzynarodowego Centrum Kształcenia i Olga Gałek z MiLO.

W planowaniu przestrzeni publicznej chodzi o nieograniczony dostęp mieszkańców, a nie są to kontrolowane galerie. W Polsce jest ich bardzo mało, gdyż place przejęły samochody. Teraz są odzyskiwane dla ludzi, rowerzystów i pieszych. U nas reagujemy na kryzys, miejsce nie działa, źle funkcjonuje, to uspokojenie ruchu, oddanie ludziom, wzmocnienie ich kapitału. Ale gdy niedostatek przestrzeni  publicznej występuje w miejscach, które nie mają charakteru centralnego, wymaga zainicjowania oddolnego.

Przestrzeni publicznej nie tworzy się z dnia na dzień. W norweskim miasteczku górniczym koło Oslo opracowali projekt na 20 lat, realizowany w trzech etapach.

W miejscach centralnych przywracamy im funkcje, a najważniejszą zawsze był handel; rynek grecki, rynek rzymski, agory, rynki średniowieczne. Spotykanie się  tam jednoczy ludność.

Druga funkcja – rekreacja, tereny zielone nawet na wsi, gdzie wokół jest zieleń. Ludzie chcą  mieć zieleń w miejscach przestrzeni publicznej dobrze urządzonej.

W przestrzeni publicznej ludzie stają się tacy, jacy są normalnie. Potrzebna jest różnorodność: handel + park. Priorytety zależą od miejsca tej przestrzeni. Zwłaszcza, że jesteśmy w erze postsamochodowej i wracamy do przestrzeni przedsamochodowej.

Urbanistyka to przestrzeń publiczna +architektura. Mówi, jak budynki łączą się z miastem. Piękny budynek może zupełnie nie działać na przestrzeń. Np. wejście było kiedyś ważne, ludzie się tam spotykali. Wejście nie może być dziurą w ścianie. Musi się prezentować i skupiać na sobie uwagę.

Przestrzeń miasta urządzamy tak, żeby znalazła się na niej reklama, np. prywatny kapitał zaangażował przestrzeń.

Przestrzenie mają często wąsko wyznaczone cele. Inwestor zleca architektowi wykonanie projektu, ,a on często nie zna miejsca. Musi być wyłożenie, ale wówczas może być niewidome lub za późno.

W miarę możliwości inwestycje powinno się etapować. Partycypacja powinna się pojawić na projektach pierwszej wizy i powinna ją etapować. W USA i Wielkiej Brytanii uważają, że za każdym razem wszystko należy zaczynać od początku, prowadzić warsztaty trwające 4-5 dni i działania planować na kilka lat, gdyż bardzo łatwo doprowadzić do wypalenia się. Przy każdym projekcie trzeba pamiętać, że dla władzy ważne są koszty. Oni mają duże doświadczenie w tych realizacjach, a my się  dopiero tego uczymy.

Jak to wyglądało w Norwegii?

Evje malutka miejscowość licząca 7 tys. mieszkańców, jak np. Siewierz-Jeziorna. Na pierwszym spotkaniu przedstawiono się i odbyła się ogólna dyskusja. Po 2-3 dniach drugie spotkanie z przygotowanym wstępnie projektem i rozmowa o projekcie przy rożnych stolikach i z rożnymi grupami, które mają inne potrzeby. Po 5 – 6 spotkaniach ogólnie zebranie i przedstawienie zmian oraz wyjaśnienie, dlaczego czegoś nie można zrealizować, czasami głosowaniem nad wyborem rozwiązania.

Ile kosztuje taki proces? Rynek targowy w kosztach przeciętnego projektu, ale wykonany bardziej kompleksowo.

Drugi przykład z Norwegii. Stavanger jest stolicą norweskiego przemysłu naftowego, a w najstarszej jego części znajduje się Muzeum Konserw – wspomnienie poprzedniej działalności mieszkańców. Centrum, związane z charakterem miasta, 10 lat temu chcieli odświeżyć. Wydano ogromne pieniądze i z estetycznego punktu widzenia jest ładnie, dla mieszkańcom nie służy. Był park, gdzie rolnicy sprzedawali towary, a teraz nikomu się nie podoba, nawet turystom. Są miejsca mniej centralne, które poddano partycypacji. Służą mieszkańcom i przyciągają turystów. Warto poświęcić dużo czasu społecznemu rozwojowi. Nie chodzi  o wielką zmianę modernistyczną.

Co zrobić ze źle przeprowadzoną przebudową, za ciężkie pieniądze, wyremontowano rynek, a ludzie nie chcą wrócić.

Dramat polega na tym, że weszły pieniądze z Unii lub bogaty kupuje dużą część brzegową, lub Gminy budują wielkie szkoły dla kilku wsi, a małe szkoły, wybudowane przez mieszkańców, zostają zabite. Kiedyś wieś czy miasteczko było budowane na jakiś funkcjach. Na placu np. przyjrzeć się ścianom placu, aby przywrócić placowi funkcję.

Kiedyś Kazimierz był miejscem niebezpiecznym, ale zaczęto inwestować w kawiarenki i restauracje, a teraz mieszkańcy zostają wypychani przez biznes.

Jest opór  przed innowacjami. W Częstochowie był bunt, że wycieli stare drzewa, a teraz są nowe, które rosną i cieszą. Czy młode pokolenie doceni kiedyś likwidację małych szkół? Jeżeli likwidowana jest szkoła, to niech pełni inną funkcję dla mieszkańców. W Hiszpanii 20 lat temu zlikwidowali na wsiach małe szkoły i teraz wsie, w których nie ma szkół, są wymarłe.

W Norwegi na niewielkiej wyspie 15 tys. mieszkańców jest 8 szkół i po południu służą one za Domy Kultury.

W przestrzeni publicznej należy zbliżać elementy np. plac zabaw przy bibliotece, przystanek – pojawia się apteka – dla miasta płyną  podatki itd. Inwestycje można prowadzić dwoma sposobami:

  • REALIZACJA PROJEKTÓW (metoda standardowa): inwestycje realizuje się z pobudek biznesowych lub politycznych; cele są wąsko zdefiniowane; projekt opiera się na profesjonalistach i „ekspertach”, którym najczęściej brak pogłębionej wiedzy o miejsc; opracowywane projekty są kosztowne, a rozwiązania statyczne; partycypacja jest późna i symboliczna; społeczność jest bierna lub oporna; nie zawsze dochodzi do realizacji.
  • TWORZENIE MIEJSC (ewolucyjna kreacja): lokalna wspólnota określa swoje aspiracje, potrzeby i priorytety – projekt jest narzędziem realizacji potrzeb; rozwiązania wynikają z głębokiej znajomości miejsca i społecznej oceny; eksperci pełnią rolę pomocniczą przy realizacji społecznej wizji; wspólna wizja przyciąga partnerów, środki i nowe inicjatywy; rozwiązania są dynamiczne i oparte na wcześniejszych dokonaniach; partycypacja pojawia się na etapie tworzenia wizji; Zaangażowanie wzrasta wraz z poczuciem własności i społecznej kontroli; działania opierają się na ciągłej ocenie i udoskonaleniach.

Po tak intensywnych obradach rozpoczął się tak potrzebny, a często niedoceniany na dużych konferencjach „Open Space”, czyli „rozmowy kuluarowe”, w czasie których uczestnicy w dowolnie wybranych grupach dyskutowali na tematy poruszane na konferencji.

Drugi dzień rozpoczęło podsumowaniem wniosków z warsztatów z poprzedniego dnia.

Problemem budżetu jest to, że środki są zawsze za małe i trzeba ich szukać w ogłaszanych konkursach, np. wspierając wkładem finansowym działania społeczne, lub angażując mieszkańców i przedsiębiorców do ich realizacji.  Analizowano też budżet obywatelski i sołecki oraz ich wzajemne oddziaływanie.  Oba powinny istnieć, gdyż uzupełniają się wzajemnie i powodują większe zaangażowanie społeczne. Czy należy je bardziej regulować prawnie? – NIE!

Norwegii plan zagospodarowania przestrzeni publicznej jest przygotowywany na 10 lat, a w Polsce planuje w okresie kryzysu, bo przyszły środki.  Przyszło dużo osób, ciekawa prelekcja, więc burmistrz przejmuje rewitalizację placu, który się potem nikomu nie podoba. Brak jest kodeksów urbanistycznych. Na początku są ludzie, ale na końcu odpowiada burmistrz/wójt.

W programie Natura 2000  bardzo ważne jest utrzymanie korytarzy, a droga i zabudowa przerywa je. Trzeba myśleć o tym, jak to zrobić, bo wiele terenów prywatnych.

Plany budowane z mieszkańcami są wieloletnie i długotrwałe, a jak się zmienia władza, odcinają się od decyzji poprzedników. Dobre doświadczenia trzeba opisać i wnioskować np. we wspólnocie, pisząc do Zarządu Gmin Wiejskich (związków samorządowych) i prowadzić stały monitoring. Docierać do zaprzyjaźnionych Wójtów i Burmistrzów, którzy chcą współpracować z mieszkańcami, bo są ważniejsi od Premiera. Nie  zatracić się w idei partycypacji, ale brać pod uwagę wymianę władzy.

Kilka gmin chce założyć Młodzieżowe Rady, ale nie wiedzą czy to grupa inicjatywna, czy doradcza. Ważny jest animator – opiekun, różne przykłady: nauczyciel, urzędnik gminy. Nie może to być ktoś, kto kończy pracę o 16:00, zwołana na początku działania Rady. Trzeba mieć pomysł, aby potem go wykorzystać oraz przygotować młodzież, która nie bardzo wie co może Rada i po co została powołana. I nie ograniczać młodzieży do konsultacji spraw dotyczących tylko młodzieży, bo nie wiemy,  co młodzież interesuje.

Następnie Daniel Ommundsen z NiTiN zaprezentował doświadczenia norweskich partnerów projektu.

W Norwegii były dwa referenda o przystąpienie do Unii i dwa razy mieszkańcy  to odrzucali. Jest  na pierwszym miejscu w ONZ jeśli chodzi o rozwój człowieka i druga po Szwecji w ilości kobiet w parlamencie. Wykazuje dużą troskę o dobro słabych i tolerancję dla inności.

Jest bardzo pozytywnym miejscem od 20 lat. Teraz znaleźli się w kryzysie, bo ceny ropy spadły. W jego regionie 20 tys. osób straciło  pracę. 4 lata temu nastąpił atak terrorystyczny i Norwegia już nie jest taka, jak przed zamachem. Ale pracuje z młodzieżą i jest optymistyczna. Wśród młodych obserwuje się wysoki wskaźnik mobilności społecznej.

Norwegia ma trzy rodzaje Uczelni Wyższych i dobrze zorganizowany ruch studencki. Studenci płacą 30 – 40 euro za semestr na ruch studencki.

W Oslo jest Centralna Rada Młodzieżowa, która otrzymuje 30-40 mln rocznie od rządu .Działa Federacyjnie, skupia wiele organizacji. Każda organizacja musi być krajowa i posiadać oddziały w regionach, miastach, wsiach, np. Skauting Norweski, Rada Chrześcijańska, kluby piłki nożnej. Jeden raz w roku odbywa się zgromadzenie ogólne wszystkich organizacji. Każda od Centralnej może  dostać  wsparcie. Mają prawa do relacji partnerskich, np. międzynarodowych, na rozwój  demokracji i cele promocyjne. Są też organizacje lokalne, które nie są zarejestrowane w Centrali (trzeba mieć  co najmniej 5 oddziałów). Organizacje lokalne mogą się ubiegać o środki z gminy.

Marek Romaniec z Fundacji Naszyjnik Północy i Jarosław Kuba z LGD Krzemienny Krąg powrócili do problemów Polski, opowiadając jak partycypacja zmienia gminy w efekcie projektu „Decydujemy razem” w regionach Naszyjnik Północy i Krzemienny Krąg.

Dla 4 województw na północy przygotowano 2 ścieżki projektowe:

  • indywidualne szkolenie gmin (60),
  • szkolenie subregionalne.

W 8  regionach (6 samorządów i 1 powiat) badano, czy działania lokalne nie przeszkadzają władzy publicznej. Na początku padały różne uwagi: „Po co mi świadomy obywatel –jak  on nic nie wie to nam łatwiej rządzić. W innej gminie na 15 radnych,  14 było z NGO, a partie polityczne działały dopiero na poziomie powiatu. Również ludzie odpowiadali „Dlaczego władza ich pyta o zdanie, przecież tak dawniej nie było? Czy tam nie ma żadnego haczyka?”

W gm. Lipcha 78 zadań zostało zapisane. Samorząd zrozumiał, że musi delegować zadania organizacjom pozarządowym, bo są tańsze,  znają teren, nie są upolitycznione. Przyszedł nowy wójt i kontynuował przygotowane zadania. Gmina Okonek przyjęła założenie, że środki gminne mogą być udziałem w działaniach ze środków zewnętrznych. .Stowarzyszenie Oświatowe Wiejskie z Oporni przejęło szkołę, bo traciło kartę nauczyciela. Po 3 latach nauczyciele mieli taką samą pensję, a  teraz przejmują przedszkole w mieście.

Powiat Złotowski – działały 2 grupy zgody nie było, a teraz się łączą. i tworzą Klasę pod chmurką z WFOŚ. Samorządy zrozumiały, że trzeba wkładać środki  w projekty zewnętrzne, bo wydatek 1 zł daje 1 do 3 zł przychodu. Oba sołectwa przygotowują program, aby prowadzić montaż finansowy. To zależy czy my chcemy tworzyć warunki, aby organizowane były partnerem i też coś dawały. Po pierwsze władza nie przeszkadza, po drugie  nie przeszkadza, po trzecie  a jak może to pomoże.

W pierwszym rzędzie powoływać Federację Organizacji Pozarządowych, a potem Białą Księgę Partycypacji: decydujemy razem.

Po krótkiej przerwie odbyły się trzy warsztaty tematyczne:

  • Budowanie marki miejsca w dialogu z mieszkańcami – prowadzony przez Olgę Gałek z MiLA
  • Budżet Obywatelski – dylematy i rozwiązania – prowadzony przez Annę Jarzębską z MiLA
  • Współtworzenie oferty spędzania czasu wolnego – doświadczenia z Polski i Norwegii – prowadzony przez Barbarę Kazior z MiLA, Joao Guerreiro i Daniela Ommundsena z NiTiN.

Budowanie marki nie musi się opierać na jakiejś rzeczy np. oscypek, ale raczej na jakiejś historii, wizerunku regionu. Społeczność lokalna może mieć poczucie dumy, a dopiero potem sprzedaje się ją na zewnątrz. Np. Konin – miasto  nastawione na seniorów, wygodne dla nich do życia. Ludzie starsi sprzedają mieszkania w dużych miastach (np. niedalekim Poznaniu) i przyjeżdżają do Konina, gdzie mają lepsze usługi. Tarnów, miasto podgórskie nastawiło się na deweloperów.

Potencjał regionu i potencjał w ludziach, jeżeli jest z tego korzyść to można budować markę ale nie na siłę. Narzędzia do szukania zewnątrz tworzymy dopiero, gdy sami wiemy, co chcemy  w tym miejscu zrobić.

Kołobrzeg żył w sezonie, a po nim najwyżej emeryci i Niemcy. Obecnie wylansowali, że w miesiącach III-V  i X-XII jest najmocniejszy na wybrzeżu aerozol jodowy i szybko uzyskali korzyści.

Kilka haseł „Kęty na całe życie” – mieszkańcy odrzucili;. pozytywne „Czas na Zawoje”, „Zawsze po drodze”: „Barlinek to mnie rusza” – w okresie w pojawienia się Nordic Walking a trekking kupili 300 kijków i rozdali mieszkańcom; „Stare  Polanie wraca na mapę”

Z przedsiębiorcami trzeba rozmawiać  indywidualnie, bo przedsiębiorcy boją się zdradzać swoje myśli. Nastawienie na tradycję bardziej akceptują gimnazjaliści, niż mieszkańcy starsi.

Gmina nie może promować przedsiębiorców, ale tworzyć markę i jakieś stowarzyszenie może brać udział w jej prowadzeniu.

Po warsztatach wszyscy spotkali się na głównej sali, gdzie nastąpiło podsumowanie konferencji i jej zamknięcie.

                                                                                   Krystyna Jakóbowska

 

Your Offcanvas Sidebar area is currently empty. Go and add some widgets first.

Accessibility
Zamknij