Ołówek i paragraf

PDF pageEmail pagePrint page

Urodziłem się w czasach, które Melchior Wańkowicz „W pępku Ameryki” nazywa międzyepoką. W swoim życiu widziałem albo słyszałem od bezpośrednich świadków wiele z epok przeszłych i przyszłych.

*

Ostatnio dużo mówi się, jaki postęp w naszym kraju dało wejście do Unii Europejskiej. Ale pamiętam, jaki postęp przyniósł nam Związek Radziecki, kiedy byłem nastolatkiem.

Jeszcze niedawno starzy mieszkańcy okolic placu Barlickiego wspominali, jak w dni targowe budził ich turkot żelaznych kół wozów konnych jadących po kocich łbach. Przejście na ogumione koła (po kasowanych samochodach ciężarowych) było nie mniejszym postępem, jak obecnie przejście z Syrenki na Volvo. A przejście z bryczek na Syrenki, Trabanty i Maluch, z wozów konnych na Stary i Jelcze, a w końcu z koni na traktory, to skok cywilizacyjny, który obecnie można porównać tylko z komputeryzacją, Internetem i telefonią komórkową.

Dziś najczęściej pokazuje się nowoczesne autostrady. Ale ja pamiętam, że kiedy w szkole podstawowej wyjeżdżaliśmy rowerami poza miasto, to jeździliśmy głównie drogami gruntowymi. Wyasfaltowane były tylko te najważniejsze, a powiatowe to kocie łby (te pamiętam dobrze, bo w czasie jazdy bolały ręce i tyłek). I przyszła fala budowy dróg gminnych. Utwardzone, najczęściej asfaltowe, dotarły do każdej większej wioski. I czy to był mniejszy postęp?

Pisząc o Pesie i Pendolino, przypomnę, że za tamtego systemu zastąpiono parowozy lokomotywami spalinowymi i elektryfikować linie kolejowe.

A powszechna elektryfikacja to był postęp, który dziś nawet nie ma z czym porównać

I przypomnę jeszcze prorocze przemówienie Gomółki „przed wojną staliśmy na skraju przepaści, ale zrobiliśmy olbrzymi krok naprzód”. Miał rację, bo ten niemały postęp cofał nas w stosunku do reszty świata.

Dziś postęp ze środków unijnych, to głównie drogi, które budują przede wszystkim firmy z państw, które nam te pieniądze dawały i aby przedsiębiorcy z ich państw mogli dojeżdżać do wykupionych od nas fabryk (często za grosze). Same drogi wyglądają ładnie i podnoszą morale, ale nie generują zysku. W przyszłości trzeba będzie dopłacać do ich utrzymania.

Czy my za komuny też staliśmy na skraju przepaści, a teraz zrobiliśmy olbrzymi krok naprzód?

*

Kiedy oglądam filmy przyrodnicze i podróżnicze, czasami słyszę, jak reporterzy z politowaniem mówią o tych biednych krajowcach pracujących za 50 – 100 $ miesięcznie. Czytam też, jakie to my mamy teraz PKD i jak bardzo ono rośnie.

Ale pamiętam, że za komuny moi rodzice przysyłali z USA 10 – 20 $ miesięcznie. I dało się za to spokojnie wyżyć, wynajmując mieszkanie i organizując rodzinne jubileuszowe spotkania lub spotykając się przy cieście i winie ze znajomymi. Bez szaleństw, ale i bez biedowania.

Ponieważ wszyscy tak zarabiali, to i ceny po przeliczeniu na dolary były centowe. Dochód podawany w dolarach lub euro, a nie w cenach obowiązujących w kraju, jest bardzo zwodniczy. Istotne jest to tylko wówczas, gdy jedziemy do obcego kraju i chcemy wiedzieć, jaki to będzie koszt.

To samo dotyczy PKD. Jest istotny dla polityki międzynarodowej, a nie dla przeciętnego pracownika. Co z tego, ile produkujemy, skoro podatki od tego PKD trafiają do Rajów Podatkowych. Najprostszy podatek, który finansuje budżet państwa, to VAT. Jego przyrost po uszczelnieniu wzrósł nieproporcjonalnie do przyrostu PKD. A nie dotknął największych zagranicznych korporacji.

Istnieje też inna miara dobrobytu, ile osób musi pracować na utrzymanie rodziny? Przed wojną wystarczyła jedna, czyli pracował ojciec, a matka wychowywała średnio szóstkę dzieci. Moja mama poszła do pracy, kiedy moja młodsza siostra rozpoczęła naukę, a średnio rodzina miała wówczas 2 – 3 dzieci. Dziś jedna osoba nie jest w stanie utrzymać rodzinę. Muszą pracować oboje rodzice, którzy mają obecnie 1 – 2 dzieci. Oczywiście ważny jest poziom życia: czy aby się czegoś napić, rodzic, którego stać na jedno dziecko jedzie do restauracji klimatyzowanym samochodem, czy na głowie niesie kilka kilometrów dzban z wodą, aby napoić piątkę dzieci.

*

Zaraz po wojnie urzędnik, który pojechał na wieś i spotkał opornego chłopa, wyciągał notes i ołówek kopiowy (dla młodych i bardzo młodych – to ołówek, który po poślinieniu zapisywał tak trwale, jak dzisiejsze długopisy). I chłopina miękł natychmiast. Dziś urzędnik zamiast ołówka, wyciąga paragraf i oporny mięknie. Przeciętny obywatel tyle wie z podanego paragrafu, co niepiśmienny chłop wiedział z urzędniczej notatki.

Język polski, nazywany literackim, przestał być w Polsce językiem urzędowym, zwłaszcza po wejściu do Unii Europejskiej. Teraz prawnicy pilnują, aby obowiązywał wyłącznie język prawniczy, niezrozumiały dla przeciętnego obywatela. Aby jeszcze bardziej podkreślić przewagę prawników i urzędników, w opisach podaje się wyłącznie numer paragrafu, bez podania nawet jego treści. W urzędowych pismach nawet nie trzeba pisać na temat, wystarczy podać paragraf, aby skarcić obywatela. Niedawno dostałem pismo od Przewodniczącego Sądu Okręgowego, który bronił swojego komornika. Nie tylko było nie na temat, ale jeszcze oświadczył nieprawdę, powołując się na ważne paragrafy (same numery). Ale jak się ma immunitet …

Paragraf stał się straszakiem nie tylko dla przeciętnego obywatela, ale również dla przejmujących władzę. Nic się kupy nie trzyma, ale nic nie można zrobić, bo konstytucja tego zabrania. Oglądając ostatnio wiadomości, mam wrażenie, że najważniejszą rzeczą, jaką gwarantuje konstytucja, jest sądzenie przez sędziów, wybieranych przez sędziów, popełniających przestępstwa sędziów.

Jest to też straszak dla całych państw. Ostatnio najczęściej słyszymy o przesiedlaniu islamistów. Zaprosili ich Niemcy, bo chcieli naśladować państwa kolonialne: Wielką Brytanię, Francję i Włochy zatrudniających u siebie do prostszych prac pracowników z koloni. Ale udławili się ilością i chcą ich wciskać nowoprzyjętym do Unii państwom. Paradoksem przymusowych przesiedleń  jest to, że chcą je wprowadzić Niemcy, którzy jednocześnie nalegają na budowę Muzeum Przesiedlonych Niemców. Punkt wiedzenia zależy od punktu siedzenia.

*

Przeżyłem już jednego Dobrego Wujka, który się dla nas poświęcał. On o nas dbał, a my szmuglowaliśmy złoto w Pociągach Przyjaźni. I obaliliśmy Dobrego Wujka.

Teraz dobrobyt z Unii Europejskiej coraz bardziej przypomina Dobrego Wujka. Dba o nas: wykupił nasze zacofane zakłady i unowocześnił albo zamknął, wykupił nasze banki wraz z ich wkładem (wyższym od ceny) oraz nasze media (abyśmy wiedzieli co jest dobre, a co złe). Daje pieniądze na drogi (które sam buduje), zatrudnia u siebie naszych młodych i wykształconych pracowników za większe pieniądze niż mieli w naszym kraju. A ostatnio inwestuje w nowe zakłady przenosząc je ze swoich krajów, ponieważ mamy niższe koszty pracy, a lokalizacja w strefach ekonomicznych zwalnia z płacenia podatku. I to tylko za to, żeby zwiększyć rynek zbytu dla swoich towarów (bo nie nadążał za USA i tygrysami Azji), żeby inne  podatki od zysku zarobionego w Polsce mógł płacić w krajach starej Unii lub Rajach Podatkowych i żebyśmy posprzątali po polityce migracyjnej.

Gospodarka wielu prędkości, którą straszą stare kraje Unii, to typowa metoda kolonizatorów. Przecież kapitaliści z reguły nie podbijali krajów na drugim końcu świata i nie zajmowali ich (poza Ameryką Płn. I Australią), ale nieśli dzikim kaganek oświaty i pilnowali, aby solidnie za to płacili oraz aby nie rozwijali się zbyt szybo, bo mogliby dogonić dobroczyńcę.

Obecna polityka Komisji Europejskiej bardziej pachnie mi kolejnym Wielkim Bratem niż wspólnym rozwojem. Nad współpracą w Unii powinni popracować wszyscy, a nie tylko byli kolonialiści, którzy sprzedali nas Stalinowi, a teraz chcą się tylko na nas dorobić.

*

Ostatnio wpadła mi w ręce książka Melchiora Wańkowicza „W pępku Ameryki”. Jadąc przez Stany Zjednoczone z zachodu na wschód, opisuje stosunki polityczno–religijno-gangstersko-społeczne na początku lat sześćdziesiątych, tłumacząc jednocześnie ich genezę. I kiedy porównuję to do czasów współczesnych w Polsce, to widzę wielką różnicę. Ale tylko ilościowe. Większe pieniądze i dłuższy przedział czasowy.

Oczywiście każda opcja polityczna wpisze w to inne nazwiska i kogo innego będzie uważała za gangstera. Jedni będą powoływali się na dowody ideologiczne, inni prokuratorskie.

*

I tylko jedna retrospekcja: „Wszystko już było”.

Jerzy Dauksza

Your Offcanvas Sidebar area is currently empty. Go and add some widgets first.

Accessibility
Zamknij