Miejska opłata za serce dla miasta

PDF pageEmail pagePrint page

z 22% VAT-em

                                                    Kiedy jest wszystkiego brak
                                                    Wtedy żaden wolny ptak
                                                    Nie poleci wprost do nieba
                                                    Trafi na stół z kromką chleba

Po latach wyśmiewania się z osiągnięć naszych przodków, wiele osób zaczyna szukać swoich korzeni. Często szukają herbów, zapominając, że struktura Rzeczpospolitej Obojga Narodów niewiele przypominała kraje zachodniej Europy. Tam klasa uprzywilejowana stanowiła ok. 5%, była wielostopniowa i ściśle zhierarchizowana.

W Rzeczpospolitej, według niektórych historyków, tytuł szlachecki nosiło nawet do 25%. Było też wiele grup, niezainteresowanych herbami: kupcy, liczna gilda żydowska, osadnicy innych narodowości na prawie niemieckim, wolni chłopi. Zwolnieni z obowiązku obrony kraju (co najwyżej swojego miasta), mogli wykonywać zyskowne prace, zabronione szlachcie pod rygorem rezygnacji z tytułu. Dotyczyło to przede wszystkim handlu, bardzo zyskownego w każdych czasach. Wielu szlachciców oddawało nawet tytuły, zostając kupcami. Zwłaszcza w Wielkopolsce, na spokojnym wówczas pograniczu. To właśnie dlatego nie było w Rzeczpospolitej buntu mieszczaństwa, na którym opierała się rewolucja przemysłowa Francji i w Londynie.

Jeżeli jednak ktoś został uszlachcony za swoje zasługi, był to zawsze tytuł dziedziczny, a nie dożywotni (jak np. Elton Johns w Wielkiej Brytanii).  Nie wystarczał jednak do przyjęcia takiej osoby do „towarzystwa”. Wejść tam można było dopiero w trzecim pokoleniu. Uważano, że pierwsze musiało wyróżnić się zdobyciem majątku lub innymi zasługami dla kraju, drugie nauczyć się, czemu służy szlachectwo (dbałość o państwo, cele społeczne, dobro wspólne, wzory zachowań), dopiero trzecie było traktowane na równi z innymi. I była to równość bez hierarchii. Wszyscy byli sobie równi prawem i obowiązkiem. W czasie sejmów, np. w karczmach jadano na dwóch salach. Jedna była przeznaczona dla starej szlachty z tradycjami, druga dla jej nowych członków. Potrawy w obu salach były jednak takie same.

Wielokrotnie zauważyłem, że jeżeli jakieś prawo lub mechanizm jest prawdziwy w matematyce czy fizyce, to sprawdza się również w psychologii, politologii, fizjologii (i odwrotnie). Naukowcy rzadko to zauważają, ponieważ każda nauka stosuje swój hermetyczny język i nawet kiedy dochodzą do wniosków odkrytych wcześniej przez inną naukę, opisują to innymi słowami i uważają za swoje autonomiczne odkrycie.

Dziś herby odgrywają mniejsze znaczenie. Ważniejszą rolę odgrywają tytuły naukowe. Czy jednak inteligencja i wykształciuchy (jak ich nazywał p. Kaczyński) to to samo? Wspominam o tym mechanizmie, gdyż sytuacja łódzkiej inteligencji przypomina mi mechanizm uszlachcania.

Your Offcanvas Sidebar area is currently empty. Go and add some widgets first.

Accessibility
Zamknij