Katalog Zjawisk Paranormalnych cz. 8

PDF pageEmail pagePrint page

Cradock, Christoper

Cradock, Christoper – Christoper Cradock angielski kontradmirał, dowódca angielskiej 4 eskadry krążowników zginął 1 listopada 1914 roku w bitwie pod Coronelem. Przed wyjściem w swój ostatni rejs złożył w ogrodzie gubernatora Falklandów W. L. Allarydyce`a do zaimprowizowanego swojego grobowca wszystkie swoje odznaczenia oraz wręczył gubernatorowi zapieczętowany pakiet, który miał być natychmiast wysłany do admiralicji, gdy nadejdzie wiadomości o jego śmierci. Przedmioty ukryte w ogrodzie w tajemniczych okolicznościach zaginęły, a po wojnie

gubernator zaprzeczał, że taki fakt miał w ogóle miał miejsce, mimo, że fakt ukrycia przedmiotów potwierdził oficer artyleryjski krążownika Glasgow oraz admirał F.C. Bridgeman. Niektórzy znawcy tego tematu utrzymują, że w jednym z orderów Cradock ukrył tajemnice schowka złota Inków lub tajemnice dostępu do jednego z archiwów Atlantydy.

Crawford, Francis Marion

Crawford, Francis Marion – Francis Marion Crawford (1854-1909) amerykański pisarz i twórca literatury grozy. Urodził się we Włoszech i większą część życia spędził na Bliskim Wschodzie, gdzie narodziła się jego fascynacja mistycyzmem. W swym dorobku literackim pozostawił ponad czterdzieści książek, sławę przyniósł mu zbiór opowiadań o duchach Wandering Ghosts (1911) opublikowany już po jego śmierci. Do najsławniejszych jego opowiadań należą: The Upper Berth i The Screaming Skull (Wrzeszcząca Czaszka) oraz The Dead Smile (Martwy Uśmiech).

 Crookes Wiliam

Crookes, William – Sir William Crookes (1832-1919) znany angielski fizyk i chemik, interesował się także zjawiskami nadprzyrodzonymi, a zwłaszcza spirytyzmem. Zgodnie z relacjami mu współczesnych uczestniczył w wielu seansach spirytystycznych i był świadkiem materializacji wielu duchów. W angielskich archiwach zachowała się fotografia przedstawiająca Williama Ceookes`a w towarzystwie ducha dziewczyny imieniem Katie King, wielokrotnie wywoływanego przez Florence Cook. Crookes był także członkiem a przez pewien czas także przewodniczącym londyńskiego Klubu Miłośników Duchów i interesował się naukowo przypadkami nawiedzenia. Gorąco wierzył w możliwość występowania różnego rodzaju zjawisk nadprzyrodzonych. Pomimo drwin w sposób naukowy dostępnymi mu środkami badał te zjawiska a jego monumentalne dzieło Researches in the Phenomena of Spiritualism wydane już pośmiertnie w 1926 roku nadal pozostaje jednym z podstawowych źródeł wiedzy paranormalnej.

Crowe, Caterine

Crowe, Caterine – Caterine Crowe (1800-1876) jest autorką wczesnej, lecz do dziś cenionej rozprawy na temat duchów, The Dark Side of Nature (1848), w której zabrała rezultaty swoich wieloletnich badań nad zjawiskami nadprzyrodzonymi. Caterine Crowe była przez całe swe życie kobietą słabowitą, cierpiącą na melancholie, a nawet przejściowo chorowała umysłowo. Współcześni jej uważali, że przyczyną tej choroby było nadmierne rozmiłowanie się chorej w okropnościach. Mimo to książka Crowe nacechowana jest zdumiewającym naukowo podejściem do tematu, tak, że stała się wzorem dla wielu późniejszych pisarzy. 

Cytryniec chiński

Cytryniec chiński – Schizandra chinensis jest dwupiennym pnączem (istnieją osobniki męskie i żeńskie) występującym w lasach wschodniej Azji. Pędy osiągają długość 10 – 15 metrów. Roztarte liście przyjemnie pachną podobnie jak białawe kwiaty cytryńca. Owoce cytryńca mają kształt jagód o kolorze czerwonym, są soczyste i aromatyczne. Zawierają witaminy C i E, olejki eteryczne, kwasy organiczne, schizandrole i schizadryny. W smaku przypominają cytrynę, można je jeść na surowo oraz dodawać do herbaty. W medycynie naturalnej produkowane z nich proszki i nalewki wzmacniają w stanach wyczerpania fizycznego i psychicznego, uspokajają, przyspieszają gojenie ran i chronią wątrobę. Chińczycy owocami cytryńca leczyli przeziębienie i choroby układu pokarmowego. W średniowieczu magowie hinduscy zaczęli wykorzystywać cytryńca do wzmacniania oddziaływania psychicznego.

Czajaki

Czajaki – Według znawców materii są to duchy osób, które utonęły w bagnach Polesia.Mogą występować jako złe duchy albo jako dobre, mogą się pojawiać pod postacią widm lub pod postacią mgły. Jako złe duchy wabią podróżnych w bagna by potonęli lub utracili swój przewożony dobytek. Jako dobre płoszyć miały konie by podróżny nie wpadł w bagna lub wskazywać drogę wyjścia z nich. Najlepszym zabezpieczeniem przed czajakami, które były złośliwe było postawienie kaplicy w pobliżu bagien i regularne odprawianie w niej mszy. Autor napotkał tylko jedną osobę, która jak twierdziła miała bezpośredni kontakt z czajakiem – w połowie lat siedemdziesiątych w okresie tzw. ‘’zielonego światła dla rolnictwa’’ respondent brał udział w pracach melioracyjnych i osuszaniu byłego bagna. Na tej podmokłej łące pod wieczór dostrzegł on dziwny słup mgły. Zaintrygowany tym zjawiskiem wszedł w niego i tym samym momencie doświadczył, jak to sam określił: „odczuł niewiarygodne zimno, mimo, iż był to początek sierpnia i dzień był upalny”.

Czarna Dama z Darmstadtu

Czarna Dama z Darmstadtu – Czarna Dama, która nawiedza niemieckie miasto Darmstadt (Szwarze Dame von Darmstadt), uważana jest za ducha Marianne, żony wielkiego księcia Ferdynanda. Duch ten ukazuje się najczęściej książętom Hesji. Według relacji jest posępną kobietą spowitą w czarne szaty żałobne z długim welonem kryjącym twarz. Jej pojawienie się zwiastuje śmierć. Tragiczne skutki napotkania ducha Czarnej Damy opisała w swej książce A Diplomat’s Wife In Many Lands (1893) żona angielskiego dyplomaty Hugha Frasera. 

Czarna Dama z Janowca

Czarna dama z Janowca – Z Janowieckim zamkiem, wybudowanym na wiślanej skarpie w latach 1526-37 przez wojewodę ruskiego Piotra Firleja z Dąbrowcy wiążą się ciekawe relacje o pojawianiu się nocami a nawet w dzień tajemniczej zjawy, przecudnej urody dziewczyny w czarnej balowej sukni. Jest to duch Heleny Lubomirskiej, zgodnie z relacjami przytoczonymi w książce Duchy Polskie autorstwa Bogny Wernichowskiej i Macieja Kozłowskiego, w XVIII wieku, kiedy to zamkiem władali Lubomirscy córka właściciela zamku Helena zakochała się w jednym z poddanych jej ojca. W przypływie szczerości wyznała swą tajemnice matce. Drogo za to zapłaciła, została zamkniętą w jednej z komnat zamkowych, lecz mimo to przez pół roku odmawiała wyrzeczenia się swej miłości. Gdy jednak zorientowała się, że nie przekona rodziców, snujących, co raz to nowe plany jej zamążpójścia popełniła samobójstwo rzucając się z okna komnaty na dziedziniec zamkowy. Jej zabalsamowane zwłoki ubrane w czarna balową suknię, pospiesznie wywieziono w szklanej trumnie do Kazimierza. Pomimo to duch nieszczęsnej Heleny powracał i błąkał się po komnatach zamkowych. Nie mogąc tego znieść Lubomirscy w tajemnicy po sześciu tygodniach przywieźli ciało córki do Janowca i złożyli w krypcie miejscowego kościoła.Prócz czarnej damy janowiec nawiedzany jest także przez zjawę czarnego barana, którego widział w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych dozorca ruin.Na drodze z Obłas do Janowca widywano także zjawę szlachcica w XVIII kontuszu, jest to podobno duch Jana Szuttenbacha familianta rodu Potockich, który za zamordowanie szlachcica musiał zbiec do Austrii a po śmierci jego duch zaczął nawiedzać drogę, jaką podróżował. Janowicki zamek kryje jeszcze wiele tajemnic, w latach 1924-27 w czasie parcelacji majątku Ćwirko – Godyńskich parcelujący go geometrzy opowiadali o dziwnych zjawiskach, jakie miały miejsce w zamku i okolicach.

Czarna Dama z krakowskiego magistratu

Czarna Dama z krakowskiego magistratu – (opisywana też, jako Czarna Dama z Pałacu Wielopolskich). W Krakowie w budynku starego magistratu w dawnej siedzibie Tęczyńskich herbu Topór, następnie na początku XVII wieku przejętej i gruntownie przebudowanej na wielkopański pałac przez margrabiów Gonzaga-Wielopolskich ukazuje się duch Czarnej Damy. Sam pałac ma też bogatą historię: wybudowany w XVI wieku przy Placu Wszystkich Świętych stanowił siedzibę rodu Tęczyńskich, po wygaśnięciu rodu na początku XVII wieku pałac został zakupiony przez możny ród Gonzaga-Wielopolskich i poddany gruntownej przebudowie. W 1850 roku wybuch w Krakowie olbrzymi pożar, który największych spustoszeń dokonał w okolicach placu Wszystkich Świętych wypalając całe wnętrze kościoła Dominikanów oraz niszcząc pałac Wielopolskich tak, że pozostały tylko gołe wypalone mury. W tym samym roku władze Krakowskie zakupiły wypalony pałac na siedzibę magistracką. W 1867 roku pod kierunkiem architekta Pawła Barańskiego pałac został odbudowany i zmodernizowany by służyć za reprezentacyjną siedzibę władz miejskich.   Gmach ten nie cieszył się nigdy dobrą sławą zgodnie z relacjami biskupa Łętowskiego zatytułowanych Miscellane – “Tu Samuel Zborowski zabił Wapowskiego, a później i sam został na Zamku ścięty. Z tego też pałacu Andrzej Tęczyński kasztelan wojnicki, uchodząc przed wzburzonym pospólstwem, doścignięty u Franciszkanów, tam w okrutny sposób na schodach przy zakrystii został zamordowany, a w ślad za tym mordercy śmiercią ukarani byli”   W 1903 roku w trakcie zakładania w magistracie centralnego ogrzewania w jednej z piwnic w ścianie znaleziono zamurowany szkielet młodej kobiety. Kości te następnie zostały nocą potajemnie wywiezione a piwnica powtórnie zamurowana.   Od przeniesienia do nowej siedziby magistratu wśród pracowników, strażników i petentów zaczęły krążyć przekazy o pojawiającym się duchu młodej kobiety ubranej na czarno. W 1896 roku we Lwowie ukazała się anonimowa rozprawa zatytułowana “Panowie Wielopolscy W Krakowanie” w niej czytamy -” Lat temu do pięćdziesięciu z górą żył staruszek misjonarz przy kościele Najśw. Panny Marii i taką rzecz opowiadał.  Młodym kapłanem zawołany był pod noc z wijatykiem, a powóz czekał nań pod kościołem. Wziąwszy co potrzeba, usadzony był do karety, w której siedział ktoś drugi, a że noc była ciemna, nie widzieli siebie. Kareta jeździła długo z nimi po mieście i za miastem, to tu, to tam, stanęła w końcu na podwórcu, przed jakimś domem wysokim. Obydwóch wprowadzono bez światła po wschodach do obszernej izby, w której leżało rozciągnięte czerwone sukno. Po chwili drzwiami bocznymi wszedł staruszek poważny, a za nim dziewica w bieli. Postawiono stołek na suknie, a staruszek rzecze: krze miły! (krze miało znaczyć księże) spowiadajcie pannę. Panna uklękła i uczyniła spowiedź, poczem przyjęła wijatyk… Teraz wasza rzecz, powie staruszek do mistrza, co stał, przywieziony z księdzem… Mistrz wyciągnął miecz z pod płaszcza i ściął pannę, a ciało zawinięto w owe czerwone sukno. Staruszek po chwili dał znak, a hajduk przyniósł na tacy butelkę wina i dwa kieliszki. No! powie staruszek, po pracy dobry posiłek i naleje wina. Kat wypił, a księdza ratowała łaska Boża, gdy od strachu ( podejrzewając) wylał on trunek na obojczyk. Kareta znowu zaszła, usiedli ksiądz i mistrz i wożono ich znowu długo (księdzu znowu zawiązano oczy). Kat wysiadł pierwszy, a księdza wysadzono przed mieszkaniem jego. Gdy ochłonął nieco po strachu, a zabierał się na spoczynek, uczuł palenie po ciele; a to było owe wino wylane za obojczyk, co okropało mu piersi od brody po żywot ( snadź i księdza chciał otruć ów poważny staruszek).   W lat czterdzieści dobrze, zawołany z Panem Jezusem, wszedł na dziedziniec Pałacu Wielopolskich, a prowadzony po wschodach na górę poznał, iż to był ten sam dom w którym spowiadał ową pannę ściętą. Państwa w nim nie było, jeno czeladź. Oto narata tego staruszka misjonarza..”   Zgodnie z relacjami B. Wernichowskiej opowieść ta nie jest jedynym źródłem informacji o tej tajemniczej zbrodni, gdyż człowiek znany w całej Polsce z licznych cnót i prawości charakteru, senator, wojewoda, prezes słynnego sądu sejmowego w 1827 roku – Piotr Bieliński – potwierdził opowiadanie księdza, jako że będąc młodym chłopcem w gościnie w pałacu Wielopolskich był on w tym czasie świadkiem owych wydarzeń. Potwierdziła to także hrabina Wielopolska z Żywca zaznaczając, że od owych wypadków na rodzie ciąży klątwa.   Po koniec lat osiemdziesiątych XIX wieku kilku urzędników magistrackich wychodząc późno do domu widziało zjawę młodej kobiety ubranej na czarno. W okresie dwudziestolecia międzywojennego duch młodej, przecudnej urody kobiety był widywany zarówno przez urzędników jak również przez petentów odwiedzających urząd. Jeden z nich kupiec ze Zgierza Kalasanty Królik taką pozostawił relację – “w dwudziestym siódmym lub dwudziestym ósmym handlowałem z Pietrzakami z Dąbia, byłem w Krakowie z nową partią towaru a że Żyd z Łodzi zawalił mi sprawę musiałem udać się do magistratu, późna juz była godzina a terminy paliły więc rad nierad łapałem urzędnika na drugim piętrze, przysiadłem na chwilę, trzasnęły drzwi wiec idę a tu młoda dziewczyna ubrana na czarno na korytarzu się pojawiła a była jak żywa, już chciałem ją zagadnąć a tu jak dym sie rozwiała. Mnie włos się na głowie zjeżył, urzędnik z którym sprawę załatwiałem stwierdził, że ta zjawa nawiedza magistrat od ponad pięćdziesięciu laty“. W okresie międzywojennym krążyła także opowieść o strażniku kasy miejskiej – miejscowym policjancie, który jednej z nocy bez powodu wystrzelał cały magazynek z pistoletu, a następnie uciekł z posterunku, pod wpływem przeżyć nocnych zwariował. Inną relację przytoczono w książce Duchy Polskie z 1987 roku autorstwa Bogny Wernichowskiej i Macieja Kozłowskiego – „W 1952 roku odbywała się w Krakowie, w Pałacu Wielopolskich wystawa sztuki chińskiej. Cenne eksponaty zgromadzono na drugim piętrze, a że nie ma tu żadnego zabezpieczenia, ktoś z nas pilnować musiał wystawy przez całą noc. Którejś nocy, a było to w lipcu, ja zostałem na służbie. Pełniłem dyżur z innym portierem.   Do północy siedzieliśmy razem w dyżurce i grali w karty. Potem on poszedł na obchód, a ja zostałem sam. Byłem zmęczony, położyłem się na ławce, przykryłem zielonym suknem, przygotowanym do nakrycia stołu na jakąś uroczystość, i pomyślałem, że zdrzemnę się chwilkę, dopóki portier nie wróci.   Ledwo jednak zamknąłem oczy usłyszałem, że ktoś wchodzi do pokoju. Była to wysoka, czarnowłosa, młoda kobieta. W pierwszej chwili pomyślałem, że córka portiera przynosi mu kolacje, ale gdy przyjrzałem się jej bliżej zobaczyłem, że jest do niej zupełnie nie podobna. Była bardzo blada, a co zdziwiło mnie najbardziej – ubrana w czarny płaszcz, mimo, że było to przecież lato. Postać ta była tak realna, że zupełnie nie poczułem strachu. Chciałem się odezwać, ale w tym momencie Postać zniknęła. Dopiero wtedy zacząłem się bać – zrozumiałem, że musiała to być owa Czarna Dama, o której wspominali starzy pracownicy. Podobno była to córka margrabiego Wielopolskiego, która to kiedyś miano zamordować i zamurować w piwnicy.”      O pojawieniu się tajemniczej zjawy relacjonował także niemiecki kontradmirał L. Maass, który na krótko przed Pierwszą Wojną Światową odwiedził Kraków.   Relacje i legendy dotyczące zamordowanej córki margrabiego Wielopolskiego są tak liczne, że w niniejszym opracowaniu hasło zostało opracowane dwukrotnie.

Czarna Dama z Pałacu Wielopolskich

Czarna Dama z Pałacu Wielopolskich -Jedna z najczęściej wymienianych opowieści o duchach krakowskich dotyczy widma młodej, pięknej kobiety w czarnej szacie, z długimi opadającymi na ramiona włosami. Duch ten pojawia się do dziś, choć pałac Wielopolskich już od stu lat zmieniony jest w siedzibę urzędu miejskiego. Historie tej zjawy opisał biskup krakowski- Łętowski, który miał ją usłyszeć na spowiedzi od jakiegoś stuletniego księdza na łożu śmierci. Opowieść tą przytacza Bogna Wernichowska Ksiądz ów jako wikary w pierwszym roku po wyświeceniu uczestniczył w dziwnym i przerażającym zdarzeniu. Otóż w burzliwa noc jakiś człowiek w płaszczu z kapturem zastukał w okno wikarówki i poprosił go, by pojechał z nim do umierającego. Ksiądz wraz z kościelnym wsiedli do karety, której okna były szczelnie zasłonięte. Jechali długo skręcając w coraz to inne ulice, a kiedy konie stanęły zawiązano im oczy. Na miejscu zdjęto przepaski z ich oczu, ksiądz zobaczył, że znajdują się w bogato urządzonej sali. Za stołem pokrytym czarnym suknem siedział starszy mężczyzn a w masce, a obok niego młoda zapłakana dziewczyna w czarnej sukni. Mężczyzna kazał księdzu wyspowiadać przerażoną pannę i dysponować ją na śmierć. Kiedy ksiądz zaprotestował, mężczyzna zagroził mu ścięciem i wskazał na ukryte w murze drzwi, w których stanął kat w czerwonym płaszczu i kapturze. Przerażony duchowny wyspowiadał dziewczynę i udzielił jej komunii, a wtedy kat ściął jej głowę. Przerażony ksiądz wyspowiadał dziewczynę i udzielił komunii, a wtedy kat ściął jej głowę. Ksiądz i kościelny byli bliscy omdlenia, więc podano im ku pokrzepieniu wino. Księdzu tak trzęsły się ręce, że rozlał wino, kościelny zaś wypił swój kielich do dna. Znów zawiązano im oczy i odwieziono pod wikarówkę. Kościelny jeszcze tej nocy zmarł w męczarniach, ksiądz ciężko pochorował się, wino, bowiem było zatrute. Po latach, kiedy wezwano go do pałacu Wielopolskich, by oddał ostatnia posługę rozpoznał sale, gdzie wówczas odbyła się egzekucja. – Historia ta powtórzona jest niemal w identycznej wersji w anonimowym druku pod tytułem Panowie Wielopolscy w Krakowie, wydana na początku XIX wieku. W opracowaniu tym pada wyjaśnienie, ze niewczesna pannę spotkał tak straszny los, gdyż pałała występną miłością do pokojowca. Odtąd na rodzie Wielopolskich ciążyć miało przekleństwo, zaś w pałacu pojawił się duch Czarnej Damy.   W latach międzywojennych, kiedy zaczęto kuć mury dawnego pałacu, w jednej sal na pierwszym piętrze natrafiono na nisze, gdzie znaleziono szkielet młodej kobiety odzianej w resztki sukni z czarnego aksamitu. (według opisu B.W.)

Czarna Księżniczka z Szamotuł

Czarna Księżniczka z Szałmotuł – Z potężną gotycką basztą w Szamotułach wybudowaną w 1518 roku przez Łukasza Górkę wiążą się relacje o ukazywaniu się ducha oraz ciekawa legenda tłumacząca pojawienie się zjawy. Historia Halszki z Ostroga (takie, bowiem nazwisko nosiła nieszczęsna dama, której widmo ukazuje się wokół baszty) pełna jest tragicznych wydarzeń. W końcu listopada 1539 roku księżna Beata (Bieta) Koscielecka-Ostrogska, córka króla Zygmunta Starego, urodziła na zamku w Ostrogu dziewczynkę, której na chrzcie świętym dano imiona Elżbieta, Katarzyna, a zwano ją Halszką. Po śmierci ojca, księcia Ilji Ostrogskiego, opiekę nad dziewczynką objął jej wuj, książę Wasyl, Konstanty Sanguszko. Jedynaczka była dziedziczką bajecznej fortuny, terenów rozleglejszych niż nie jedno udzielne księstwo na zachodzie Europy. Także natura nie poskąpiła jej inteligencji i urody. Tak majętną panną interesowało się wielu konkurentów a wśród nich bratanek opiekuna panny Halszki, młody Dymitr Sanguszko. Zgodnie z relacjami Halszka i jej matka dały mu obietnicę, z której chciały się później wycofać, lecz młody kniaź nie zamierzał zrezygnować i na czele osiemdziesięciu kozaków wraz ze swym stryjem, formalnym opiekunem, najechał zamek w Ostrogu i po krótkiej walce go zdobył. W dniu 6 września 1553 roku zawezwany naprędce ksiądz połączył Halszkę i Dymitra węzłem małżeńskim.   Księżna Beata nie zamierzała jednak pogodzić się z tym faktem i zaniosła skargę przed oblicze króla, a ten na mocy raptus puelle skazał Dymitra na śmierć i infamię. Młodzi uszli do Czech, lecz inny konkurent do ręki Halszki – Marcin Zborowski – dopadł ich na czele swych ludzi. Dymitr zginął, zaś Halszek mającą wówczas czternaście lat, przywieziono do Polski. Zborowski ujęty został prze ludzi cesarskich za pogwałcenie suwerenności państwa Habsburgów i osadzony w więzieniu. Po osobistej interwencji króla został zwolniony i wrócił do Polski licząc na ślub z Halszką, lecz było już za późno, gdyż sam Król rozporządził jej ręką i wydał ją za wojewodę poznańskiego, pana na Szamotułach Łukasza Górkę. Wesele odbyło się w Warszawie, lecz nie był to związek udany, Pan młody był starszy o lat kilkadziesiąt i interesował się bardziej dobrami na Ukrainie niż młoda żoną. Halszka i jej matka uzyskały jedynie za wstawiennictwem królowej Bony, pod pretekstem braku doświadczenia małżeńskiego młodej Halszki, że młoda wojewodzina miała pozostać jeszcze przez rok na dworze królowej. Gdy jednak tylko Pan na Szamotułach opuścił Warszawę zbiegły one do Lwowa by tam ukryć się w jednym z klasztorów. Po upływie umówionego terminu wojewoda zaczął upominać się o powrót małżonki, interweniował nawet u samego króla, lecz obie panie pozostały głuche na rozkazy królewskie. Rozgniewany król nakazał oddać mężowi małżonkę nawet siłą i zlecił to zadanie staroście lwowskiemu Piotrowi Barży. Doszło o oblężenia klasztoru, starosta chcąc unikać rozlewu krwi odcinał oblężonym dopływ wody i klasztor zdobył. W międzyczasie księżna Beata nie próżnowała, porozumiała się potajemnie z księciem Słuckim Olelkowiczem, który w przebraniu żebraczym przedostał się do klasztoru i pod pretekstem, że małżeństwo Halszki z wojewodą Górką nie zostało skonsumowane zawarł z Halszką w 1559 roku związek małżeński. Nie były to jednak czasy, kiedy magnaci mogli drwić z królewskich trybunałów, książę Symeon został zabity zaś Halszka przewieziona w eskorcie do Szamotuł. Zdradzony Łukasz Górka za karę zamknął swą żonę w baszcie zamkowej na resztę życia i podobno założył jej na twarz żelazną maskę. Przez czternaście lat to jest do śmierci swego męża Halszka przebywała w baszcie zamkowej chodząc jedynie raz dziennie podziemnym korytarzem do pobliskiej kolegiaty, gdzie w zamkniętej krata niszy przysłuchiwała się mszy świętej. Po uwolnieniu nie doszła do siebie i wkrótce zmarła i pochowana została w rodzinnym Ostrogu. Wkrótce jej cień zaczął nawiedzać okolice baszty, gdzie była uwięziona.   Piękną tą legendę poparta badaniami historycznym przytacza Bogna Wernichowska w swej książce „Duchy Polskie”

Prawa autorskie zastrzeżone

Your Offcanvas Sidebar area is currently empty. Go and add some widgets first.

Accessibility
Zamknij