Handlujemy z drugą prędkością

PDF pageEmail pagePrint page

Kiedy wchodziliśmy do Unii Europejskiej, liczyliśmy, że w Polsce będzie tak, jak w „starych krajach”. Ale szybko przekonaliśmy się, że najpierw wykupiono nasze przestarzałe (nie zawsze) zakłady, a potem wyciągnięto młodych do pracy.

Porównywaliśmy ceny i zarobki. Ceny były podobne, ale zarobki dużo niższe. Zazdrościliśmy im tego i wysyłaliśmy młodych. Wiele rodzin połączyło się na zachodzie, ale wiele się rozpadło.

Ci, którzy zostali, ciężko pracowali i marzyli o równości. O tym, że chemia domowa przywożona przez znajomych z Niemiec jest lepsza, od „tej samej” przywożonej przez hipermarkety, tylko się mówiło. Ale w końcu Czesi, Węgrzy i Słowacy zlecili przeprowadzenie oficjalnych badań w swoich rządowych agencjach i instytutach naukowych. I oficjalnie potwierdzili to, co wszyscy podejrzewali. Artykuły spożywcze zachodnich koncernów przeznaczane na rynek państw Europy Środkowo-Wschodniej mają gorszy skład, od ich odpowiedników sprzedawanych w krajach Europy Zachodniej „starej” Unii.

Na nasze skargi, Komisja Europejska stwierdziła, że „Międzynarodowe koncerny mają prawo adaptować swoje produkty do poszczególnych rynków, a co za tym idzie – możliwe są różnice w jakości i składzie poszczególnych produktów w zależności od kraju dystrybucji”.

Kraje „starej” Unii wciąż traktują nas, jak swoje kolonie, a ich przedsiębiorstwa mogą zarabiać więcej na sprzedaży gorszych jakościowo produktów w takich krajach jak Polska, Sprzedawania identycznych jakościowo produktów markowych na terytorium całej UE w porównywalnych cenach koncernom z zachodniej Europy nie kalkuluje, jeżeli mogą zarobić na nas więcej.

Dlatego powinny wspierać wszelkie inicjatywy, które mogą ukrócić proceder konsumenckiego rasizmu dwóch prędkości w Europie.

Jerzy Dauksza

Your Offcanvas Sidebar area is currently empty. Go and add some widgets first.

Accessibility
Zamknij