„Grunt to frunt”

PDF pageEmail pagePrint page

Tylko urzędnicy
Znają demokrację
Bo cokolwiek zrobią
Zawsze mają rację

 

Aby rewitalizować swoje zaniedbane przez poprzedni system miasta, mogliśmy skorzystać z dotacji unijnych. Ale Unia biednemu nie daje. Trzeba mieć swój wkład finansowy. Wszystkie duże miasta zaczęły więc się zadłużać. Wszystkie, oprócz Łodzi, która została „w dołkach startowych”.

 

 

Kiedy unijna „sześciolatka”, a wraz z nią unijne pieniądze,  zaczęła się kończyć, również nasz Zarząd ruszył z remontami. Mia100 kamienic, remonty najważniejszych ulic, remont Piotrkowskiej, Dworzec Fabryczny. Wszystko na raz, ponieważ nie tylko kończyły się pieniądze unijne, ale przede wszystkim nadchodził rok wyborów samorządowych, w którym żaden Zarząd nie drażni utrudnieniami swoich obywateli.

Prace prowadzone tak nagle i na tak wielką skalę, musiały mieć swoje wady. Nie chcę tu krytykować metod organizacyjnych ani jakości, np. na ul. Piotrkowskiej. Dla mnie był to jednak remont miasta, a nie rewitalizacja. W mieście, w którym mieszkańcy nie utożsamiają się ze swoim miejscem zamieszkania zabrakło mi działań na rzecz Łodzian.

Czym różni się rewitalizacja od remontu? Przypomnę za Wikipedią – (łac. re+vita – dosłownie: przywrócenie do życia, ożywienie) – działanie skupione na ożywieniu zdegradowanych obszarów miast, np. poprzemysłowych, którego celem jest znalezienie dla nich nowego zastosowania i doprowadzenie do stanu, w którym obszary zmieniają swoją funkcję…

Zakres pojęciowy

Rewitalizacja jest pojęciem stosowanym najczęściej w odniesieniu do części miasta lub zespołu obiektów budowlanych, które w wyniku przemian gospodarczych, społecznych, ekonomicznych i innych, utraciły częściowo swoją pierwotną funkcję i przeznaczenie. Rewitalizacja jest w tym znaczeniu zespołem działań z zakresu budownictwa, planowania przestrzennego, ekonomii i polityki społecznej, których celem jest doprowadzenie do ożywienia, poprawy funkcjonalności, estetyki, wygody użytkowania i jakości życia w rewitalizowanym zespole…”

W Łodzi na pewno mamy do czynienia z budownictwem (drogowym, mieszkaniowym) i ekonomią (choć wielu uważa, że zbytnio zadłużono przyszły budżet). Przy inwestycjach „od ściany do ściany” trudno zauważyć planowanie przestrzenne. Co partia, to inne priorytety. Nie ma i nigdy nie było angażowania mieszkańców w politykę społeczną. W ramach Mia100 kamienic już wyremontowano wiele budynków i akcję się kontynuuje. Niestety remonty są tak rozproszone, że mieszkańcy tego nie zauważają. Skupienie remontów w jednym (lub kilku) miejscach działałoby na  wyobraźnie mieszkańców i dawałoby satysfakcją z remontu. Nie wciągnięto też w remont właścicieli prywatnych kamienic. A przecież wystarczyło wskazać miejsca planowanych inwestycji miejskich i ogłosić konkurs. Gdzie przyłączy się do rewitalizacji najwięcej inwestorów prywatnych, tam remont ruszy wcześniej. Przecież w lepszej  okolicy i lepszej kamienicy czynsze są wyższe. A wyremontowany ciąg kamienic, to przepiękny widok.

Duży Zarząd buduje duże rzeczy, a burzy małe. Duży Zarząd remontuje duże budynki frontowe, czasem tylko elewacje. A te małe, dające urok tym podwórkom burzy, bo to obniża koszty. Sam tego nie zrobi, a mieszkańcom nie da. Nie poszuka organizacji pozarządowych, klubów emerytów, czy świetlic młodzieżowych. Nie ma tu polityki społecznej.

A co do remontu ulic i budowy dróg. To istna wojna podjazdowa z mieszkańcami i organizacjami pozarządowymi. Brakuje tu opracowanych jednolitych planów miejskiej komunikacji. Wiadomo, że nigdy wszyscy nie będą zadowoleni z rodzaju transportu. Każdy właściciel chciałby dojechać szybko i wszędzie prywatnym samochodem, co nie udało się nikomu na świeci. Większość mieszkańców nie ma samochodu i też chcieliby nie stać w korkach w autobusach. Na całym świecie  przymus transportu  publicznego jest receptą na usprawnienie komunikacji w śródmieściu. Dyskusja publiczna byłaby na pewno bardzo ostra (czasem odbywa się na facebooku). Czy więc zaskakujące inwestycje wbrew wszystkim są skuteczną politykę społeczną Zarządu? A może jak u rowerzystów, tylko „masa krytyczna” uświadamia potrzeby?

Były próby aktywizacji mieszkańców Łodzi. „Zielone podwórka”, konsultacje społeczne zastąpione niewielkim funduszem partycypacyjnym. Powołano nawet specjalne Biura ds. Partycypacji Społecznej w Departamencie Prezydenta Urzędu Miasta Łodzi. Było wiele inicjatyw, ale wciąż nie widać ani większego zainteresowania Łodzian swoim miastem, ani wymiany mieszkańców przez ściągnięcie nowych.

Your Offcanvas Sidebar area is currently empty. Go and add some widgets first.

Zmień wielkość liter
Kontrast