Fikcyjny pokój

PDF pageEmail pagePrint page

Traktat zawarty w Rydze 18 marca 1921 r. kończył wojnę polsko-bolszewicką i wyznaczał granice państwa polskiego na wschodzie. Stanowił o odszkodowaniach dla Polski i miał regulować sprawy repatriacji oraz polityki wobec ludności polskiej na terenie Rosji Sowieckiej. Dziś, podobnie jak bezpośrednio po podpisaniu traktatu, jego oceny są rozbieżne. Był on porażką polskich elit politycznych, czy zwycięstwem ich realizmu. Jedno jest pewne, granice wyznaczone przez traktat przetrwały tylko do 1939 roku.

Najważniejsze rozstrzygnięcia traktatu dotyczące przebiegu granic, zostały przesądzone w wyniku porozumienia szefa delegacji polskiej Jana Dąbskiego z reprezentującym Rosję Adolfem Joffe. Dąbski, godząc się na wykluczenie Ukrainy jako pełnoprawnego partnera rokowań, pogrzebał marzenia Ukraińców i Piłsudskiego o powstaniu niezależnego państwa. W zamyśle marszałka zorientowana propolsko Ukraina miała tworzyć bufor między naszym krajem a Rosją.

Pierwotny projekt graniczny (źródła Rosyjskie)

Większość delegacji polskiej, która jesienią 1920 r. pojechała do stolicy Łotwy, stanowili przedstawiciele endecji oraz lewicy. W przeciwieństwie do Józefa Piłsudskiego uważali oni, że Polska zamiast realizować koncepcję federalizmu i wspierać w dążeniu do samostanowienia narody dawnej Rzeczypospolitej, powinna włączyć część ziem przez zamieszkiwanych przez większość polską do swojego terytorium (koncepcja inkorporacjonizmu). Narodowa Demokracja nie wierzyła w długotrwały byt Sowietów. Była przekonana o odrodzeniu się niekomunistycznej Rosji i upatrywała w niej sojusznika w walce politycznej przeciw Niemcom. Endecja gotowa była na podział Ukrainy, Białorusi i Litwy, gdyż uważała, że młode samodzielne państwa będą zagrożeniem dla Polski. Wyrazem takiej postawy było oddanie Sowietom Mińska, aby uniemożliwić w ten sposób utworzenie niezależnego obwodu sfederalizowanego z Polską.

Delegacja polska nie brała pod uwagę istniejącego frontu, realnych sił, jakie na nim przebywały, ani przygotowywanego przez Piłsudskiego uderzenia, po rozbiciu sił frontu Tuchaczewskiego.

Polska delegacja w 1920 roku ( od lewej siedzą: Władysław Kiernik, płk. Kuliński, Jan Dąbski, Stanisław Grabski, Leon Wasilewski. Stoją: Wichliński, Witold Kamieniecki, Norbert Barlicki, Adam Mieczkowski, Waszkiewicz)

Na północy miał nastąpić atak odciążające w kierunku na Psków, aż do osiągnięcia rubieży wzdłuż rzeki Narwy i jeziora Pejpus. Na odcinku centralnym działania ofensywne miały osiągnąć rubież rzeki Dźwiny i Łowaci a następnie rzeki Berezyny i po przekroczeniu jej, dotarcie do Dniepru.  Polską siła w tych działaniach miał być manewr i szybkość ataku.

Główne uderzenie miało jednak pójść na południe. Rozbicie sił frontu południowego wraz ze słynną Konarmią otworzyłoby możliwość kontynuowania natarcia. Na ten odcinek miały się przegrupować główne siły polskie, około 380 tysięcy ludzi. Wsparcie miały zapewnić siły atamana Petlury, a w dalszym czasie siły Rumuńskie. Generalnie chodziło o osiągniecie rubieży Dniepru aż do jego ujścia.

Plany te były podyktowane założeniami powstania Ukraińskiej Republiki Ludowej z Petlurą na czele. Powstałoby wówczas państwo, będące zaporą przed agresją sowiecką – państwo buforowe.

Wprawdzie społeczeństwo Polskie było zmęczone już wojną, ale nadal gotowe do poświęceń. Rozkręcała się produkcja zbrojeniowa, a przez Rumunie docierały dalsze transporty zaopatrzenia. Sama Rumunia zmobilizowała ćwierćmilionową armię, a i do wojny zaczęły szykować się Węgry. Na południu na Krymie wojska generała Wrangla także miały przejść do działań zaczepnych.

W odtajnionych archiwach sowieckich można znaleźć plany tej ofensywy. Po upadku ZSSR niezależni historycy rosyjscy dotarli do dokumentów wskazujących, że gdyby południowa ofensywa polska została zrealizowana, wojna domowa potrwałaby do 1924 lub 1925 roku. Nastąpiłaby utrata całej Ukrainy, z Krymem i Zakaukaziem, a być może nawet upadek „sowietów”. Według nich połączone siły Polskie, Ukraińskie, Rumuńskie, Węgierskie i generała Wrangla dysponowały siłą 2,5 miliona ludzi, którym Armia Czerwona mogła przeciwstawić 4 miliony ludzi, lecz niemal bez zaopatrzenia. Sukcesy Wrangla pobudziłyby dalsze ośrodki kontrrewolucyjne i zaktywizowały je do działań ofensywnych. Sowiecka koncepcja pobicia po kolei tych sił byłby nie do zrealizowania.

Niestety politycy chcieli inaczej. W sukurs Sowietom przyszła polityka: odnowienie się walki o dominację w Europie pomiędzy Anglią i Francją, działania polityków niemieckich oraz rosnący na zachodzie front komunistyczny, lansujący politykę wspierania bolszewików.

Działania zachodnich polityków miały duży wpływ na polskie elity i wymuszały określone działania polityczne. W Rydze wielkim przegranym okazał się marszałek Józef Piłsudski, któremu nie udało się zrealizować federalistycznych planów względem Ukrainy, Białorusi i Litwy. Zdaniem prof. Józefa Szaniawskiego: „Traktat ryski został zawarty wbrew Piłsudskiemu. Wbrew temu, co się sądzi, wcale nie miał pełnej władzy”.

Ostatecznie, w wyniku rokowań, granice między II Rzeczypospolitą a Rosyjską i Ukraińską SRR kończyły się niemal w granicach drugiego zaboru. Od wschodu na linii Dzisna-Dokszyce-Słucz-Ostróg-Zbrucz. Polska zyskała część zachodniej Białorusi (bez Mińska) i Ukrainy. Na północy jej rubieże wyznaczała Dźwina, a na południu Zbrucz i Dniestr. W Rydze obie strony gwarantowały mniejszościom narodowym prawa w dziedzinie kultury, szkolnictwa wyższego czy swobody wyznaniowej, a Polska miała ponadto otrzymać odszkodowania w wysokości 30 mln rubli w złocie oraz zwrot zrabowanych po 1772 roku dóbr kultury.

Rosjanie podpisując traktat pokojowy wcale nie mieli zamiaru go przestrzegać. Już w grudniu 1920 roku wydzielili siły do atakowania na południu linii sił polskich, a potem całej negocjowanej granicy. Zgodnie z decyzjami Komitetu Centralnego ta granica miała być granicą w ogniu.

Nigdy też nie wypłacili odszkodowania i poza nielicznymi wyjątkami, na papierze pozostały zobowiązania zwrotu zagrabionych dóbr kultury, podobnie jak ustalenia dotyczące praw Polaków zamieszkujących państwo sowieckie. Powrócić do ojczyzny zdołało niewiele ponad milion rodaków. Resztę – ponad 1,5 mln – spotkał tragiczny los wysiedlenia, prześladowania, katorga, głód i śmierć.

Za niekorzystne dla naszego kraju można uznać: konieczność uznania Rosji i Ukrainy sowieckiej za równorzędne podmioty polityki międzynarodowej oraz fiasko federalistycznych planów Józefa Piłsudskiego. Za osoby pokrzywdzone przez traktat ryski można uznać bardzo wiele narodowości. Najistotniejsze z polskiego punktu widzenia było pozostawienie poza granicami Rzeczpospolitej znacznej liczby polskiej ludności zamieszkującej zarówno ukraińską, jak i rosyjską SRR. W latach trzydziestych mniejszość ta została poddana niezwykle ciężkim represjom i w znacznej części wymordowana. Jej tragiczny los pokazuje szczególnie dobitnie Timothy Snyder w Skrwawionych Ziemiach.

Zdradzeni przez traktat ryski poczuli się także nasi wschodni sojusznicy. Wśród nich na pierwszym miejscu należy wymienić Semena Petlurę i jego żołnierzy, którzy wsparli polski wysiłek zbrojny siłą czterdziestu tysięcy żołnierzy. Uznając de iure sowiecką Ukrainę, Polska cofała poparcie dla Ukraińskiej Republiki Ludowej. Błąd ten miał długotrwałe skutki, ponieważ Rzeczpospolita swoim postępowaniem dała antypolskim środowiskom doskonały argument do rąk i od tego momentu wrogość Ukraińców wobec Polski zaczęła systematycznie rosnąć.

 Bardzo ciekawą formacją wpierającą Polskę w wojnie z bolszewikami były wojska generała Stanisława Bułak-Bałachowicza, w skład których wchodzili żołnierze wielu różnych narodowości, których łączyła chęć walki ze wspólnym wrogiem. W szczytowym okresie ich liczba wyniosła około dwadzieścia tysięcy szabel. Do naszych sojuszników należeli też Rosjanie dowodzeni przez Borisa Sawnikowa. Polska zgodziła się na żądanie Sowietów, że na terenie Rzeczpospolitej będą stacjonować jedynie polskie wojska, co oznaczało, że wymienione oddziały musiały być rozbrojone lub internowane. Postawieni przed takim wyborem, ich członkowie czuli się również zdradzeni, zwłaszcza, że negocjacje toczyły się za ich plecami (siły te miały tworzyć obwód białoruski).

Zdradzeni, choć w zdecydowanie mniejszym stopniu, mogli się czuć także Białorusini, którzy nie wykazywali wielkiego zainteresowania sojuszem z Rzeczpospolitą – miało to związek ze słabością białoruskich elit politycznych i narodowych.

 

Your Offcanvas Sidebar area is currently empty. Go and add some widgets first.

Zmień wielkość liter
Kontrast