Czy Polskę odwiedzali kosmici

PDF pageEmail pagePrint page

W historii Polski napotykamy wiele niewyjaśnionych zjawisk, które mogą wskazywać, że nasze ziemie w przeszłości mogły być odwiedzane przez cywilizację pozaziemską. Spotykamy dziesiątki takich relacji.

Nasz największy astronom Mikołaj Kopernik wraz z profesorem matematyki z Wittenbergi Jerzym Retyka w 1540 obserwował we Fromborku dziwne zjawisko astronomiczne i przez kilka następnych tygodni usiłowali obliczyć jego trajektorię. Obaj doświadczeni astronomowie nie obliczyli jej, gdyż ulegała ona zmianie. Jedynie doszli do tego, że dziwny obiekt okrążał Ziemię, co 94 minuty po zmiennych trajektoriach. Po kilku dniach tajemniczy obiekt zniknął. Czy było to UFO? Dziś trudno powiedzieć, faktem jest obaj uczeni widzieli dziwne zjawisko astronomiczne. Obiekt, który poruszał się bardzo szybko, a nie był meteorytem ani kometą.

W okresie międzywojennym w trakcie remontu jednego z warszawskich kościołów w piwnicach znaleziono stare księgi pochodzące z jednej z parafii z okolic Płocka. Nieznany nam ksiądz prowadził dariusz (pamiętnik) pomiędzy 1608 a 1620 rokiem. Zapisywał w nim różne ciekawostki i zdarzenia. W seksternie dotyczącym roku 1616 napisał, że pożar w roku 1616 pochłonął dużą część miasta Płocka: począwszy od ulicy Bielskiej wraz z kościołem św. Ducha, cały Rynek, ulicę Grodzką, św. Michała i Piekarską. Zapisał także zupełnie inne zjawiska: najpierw, że wieki korab latał jak ptak nad Wisłą i że powalił drzewa w lesie nad rzeką oraz, że unosił się z niego dziwny szatański dym. Opisał także, że padały zwierzęta dzikie jak i krowy na pastwiskach oraz, że proban zarządził modły, po których diabelski pomiot zniknął i się nie pokazał. Czy było to UFO? Najprawdopodobniej tak. W 2009 roku jeden z dziennikarzy Zielonym na prawo usiłował ustalić, czy zachowały się te dokumenty znane tylko z relacji Mariusza Malinowskiego. Kościołem okazał się Kościół, św. Jana Bożego przy ul. Bonifraterskiej, który niestety został zbombardowany w czasie Powstania, a potem spalony. Nie zachowało się wyposażenie ani dokumenty opisywane wcześniej.

Zimą w dniu 21 stycznia 1649 roku dość nietypowe zjawisko ukazało się w okolicach Stargardu. Chłopi powiadomili miejscowego pastora niejakiego Storha, że z nieba spadła na pola gwiazda (meteoryt) i że dymi i syczy. Storh, który interesował się przyrodą oraz astronomią, wziął furę oraz trzech ludzi do pomocy, by wydobyć „kamień z nieba”. Gdy dojeżdżał, zobaczył z daleka, jak rzekomy meteoryt uniósł się do nieba. Opisał, że kamień był płaski i przypominał rybę oraz skomentował to tak „dziwne, dawniej jak spadły to nie odlatywały”.  Na miejscu upadku znalazł tylko stopiony śnieg, i co go zaskoczyło, miejscami rozmarzniętą ziemię.

W czasie rokoszu Chmielnickiego zimą 1649 roku doszło do dość nietypowego zjawiska. W okolicach Kijowa na niebie pojawiły się dziwne światła. Микола Старухm, jeden z kozaków Chmielnickiego, pozostawił kilka całkiem udanych rysunków owego zjawiska. Niestety znamy je tylko z opisów rosyjskich ufologów – na pierwszym planie widać gdzieś na stepie kozaka na koniu, nad nim rozgwieżdżone nocne niebo, na którym widać dwa trójkątne świecące obiekty. Zjawisko to nie wywoływało paniki, gdyż nie było kometą, raczej zainteresowanie. Popi i „dziady” tłumaczyli czerni, że gwiazdy lecą na Lachów.

Ukrywający się podczas buntu Chmielnickiego nieznany z nazwiska Żyd Szymsza, wiele lat później w Wiśniowcu zapisał, że na niebie w owym czasie Bóg okazał na niebie moc swoją. Dalej pisze, że owe gwiazdy lecące wskazywały dzieciom Izraela, by szły do Polski, do Korony, uciekając przed kozakami.

Te dziwne zjawiska opisywano również na „Pomorzu”. Mimo iż zjawiska są różnie opisywane i dotyczą oddalonych miejsc, to istnieje pomiędzy nimi jakiś związek przyczynowo skutkowy. Rosyjscy ufolodzy nie badali zjawiska pomorskiego, lecz porównywali je z tym, co widzieli kozacy. Do trójkątnych obiektów łatających nieznanego pochodzenia, jakie widuje się i dzisiaj.

W 1670 roku pisarz gminny Muszalski zapisał, że od Krakowa w kierunku Częstochowy po niebie leciał jak chmura klucz ryb, a za ich ogonami światło się pokazywało.

Około roku 1760 powstał w Polsce dziwny obraz nieznanego nam z nazwiska malarza. Namalował dysk wśród chmur, z którego wytryskały błyskawice. Podobno istniał też szkic Canaletta, na którym ten „malarz Warszawy” naszkicował dziwny obiekt latający.

Z roku 1806, z okresu Powstania Wielkopolskiego, pochodzi relacja, że w okolicach Oels (Oleśnicy) na niebie ukazał się statek powietrzny (znano już wówczas balony). Podejrzewano, że jest to działanie Napoleona, a właściwie jego szpiegów.

W 1830 roku wielebny Polet zapisuje, że latem w trakcie łowienia ryb w Warcie, on i jego towarzysz widzieli dziwnie płaski balon unoszący się na niebie. Balon ten nie posiadał gondoli i poruszał się szybciej niż chmury. Kolega Poleta porównywał go z boku do cygara. Ten sam Polet w 1833 roku zapisał, że jesienią jak spadały meteoryty (Rój Leonid) ponownie pojawiły się dwa łatające balony oraz, że nocą inaczej niż meteoryty, widać można było meteor, który co godzinę jak szybka gwiazda okrążał Ziemię.

W 1850 roku Juliusz Kossak dostrzegł na niebie dziwny szybko poruszający się obiekt święcący jak gwiazdy. (Szkic tego zjawiska znajduje się obecnie w USA w prywatnej kolekcji)

W 1858 roku nad Śląskiem zaobserwowano dziwne zjawiska i mamy wiele relacji dotyczących tańczących świateł, ognistych znaków, dziwnych zjawisk pogodowych, armii zjaw, podniebnych statków i dziwnie zachowujących się komet i meteorów.

W 1898 roku na terenie Królestwa Polskiego, Śląska i Prus widziano wiele dziwnych zjawisk, takich jak święcące kule, które wydawały dziwne dźwięki oraz zniżały się nad ziemię, by zaraz wystrzelić w górę.  Co ciekawsze badacz UFO Theo Paijmans wskazuje także na zjawiska, których nie da się wyjaśnić, jakie miały miejsce w 1897 i 98 roku na terenie USA. Lata te w ogóle obfitowały w dziwne anomalie kosmiczne i zjawiska UFO na całym świecie.

W 1907 roku w Galicji w trakcie rutynowych ćwiczeń wojskowych Stabs-Feuerwerker Steifer zaobserwował dziwne obiekty latające w kształcie sterowca. Poinformował o tym swego dowódcę Leuntnanta Trotta, a ten nakazał je ostrzelać z cekaemów, jeśli zbliżą się do baterii. Gdy jeden z obiektów zbliżył się, cekaemy otworzyły ogień i Őrmester Gargany zameldował trafienia. Trott zameldował o tym wydarzeniu swoich przełożonych oraz HK-Stelle. Ośrodek Wywiadowczy wdrożył dochodzenie, podejrzewając działania Rosjan, lecz nie udało się dowieść działań obcego wywiadu. Kilka lat później w trakcie prób pojazdu Austro Daimler Kanonen także pojawiły się dziwne zjawiska na niebie. Wysłany na zwiady pilot raportował, że obiekt latający był wielokrotnie większy od jego maszyny.

W trakcie wojny polsko bolszewickiej w latach 1919-1920 nad dawnymi koszarami 45. Regimentu Piechoty oraz batalionu Landwery i nad Górą Aptekarką w Sanoku obserwowano pojawianie się dziwnych świecących obiektów latających, wysłany patrol stwierdził, że obiekty latające przypominały trójkątne latawce i że poruszały się na wysokości od 500 do 1000 metrów.

Od 1926 do 1939 roku polscy piloci cywilni zgłosili co najmniej trzydzieści przypadków zauważenia „niezidentyfikowanych obiektów latających”. Piloci wojskowi także obserwowali te zjawiska, ale brak jest pisanych dowodów opisujących je.

W 1941 roku niemieccy piloci myśliwscy latający nad terenem Polski zgłosili co najmniej trzy przypadki spotkania z niezidentyfikowanymi obiektami latającymi.

Po Drugiej Wojnie Światowej także dochodziło do spotkań z „nolami”. 21 stycznia 1959 roku dość nietypowe zjawisko zaniepokoiło pracowników gdyńskiego portu. W pewnym momencie tajemniczy obiekt w kształcie spodka runął wprost w toń Bałtyku. Nie uszło to uwadze miejscowej prasy. Niedługo po tym kontrowersyjnym wydarzeniu „Kurier Pomorski” pisał o relacjach osób, które jednoznacznie wskazywały, że tuż po szóstej rano doszło w Gdyni do bardzo tajemniczego zdarzenia. Do basenu portowego z wielkim hukiem wpadło coś w miarę niedużego.

W 1986 roku w mieszkaniu przy ul. Gdyńskiej w Szczecinie rozegrały się sceny rodem z horroru. Czesława G. ocknęła się, widząc dziwne postaci, które ostrzegły ją przed zbliżającymi się zmianami na Ziemi i nakłaniały do lotu z nimi. Niedługo później, ku przerażeniu męża, który również obserwował to zajście, kontrolę nad kobietą zaczęła przejmować tajemnicza siła. W książce „UFO nad Polską”  zdarzenie z udziałem małżeństwa G. zostało opisane przez parę czołowych polskich ufologów, Krzysztofa Piechotę i Bronisława Rzepeckiego. Jak informowali, do incydentu doszło 23 kwietnia w jednopokojowym mieszkaniu znajdującym się na parterze pięciopiętrowego budynku. „Była środa. Późne popołudnie państwo G. spędzali na oglądaniu telewizji. Leżąc osobno na tapczanach w pokoju, wkrótce oboje zasnęli. W pewnym momencie panią Czesławę zbudził charakterystyczny dźwięk rozpoczynający „Dziennik Telewizyjny”. Kiedy po jakimś czasie otworzyła oczy, zauważyła, że coś dziwnego dzieje się z telewizorem. Obraz zanikał, brakowało fonii, a potem ekran pociemniał. Nagle pośrodku pokoju w niewyjaśniony sposób pojawiły się dwie postaci. Kobieta relacjonowała, że obie stały nieruchomo jakiś metr od jej tapczanu. Na ich widok Czesława G. zareagowała nerwowo i burknęła do drzemiącego męża: – Kogoś ty wpuścił do domu! W tym czasie istoty zmieniły położenie (świadkowie nie zauważyli jednak, w jaki sposób) i przybliżyły się do małżonków. Z ich relacji wynikało, że obie postaci były identyczne i mierzyły 1,6 – 1,7 m wzrostu, jednak szczegóły ich wyglądu pozostawały niewidoczne. Były to humanoidalne sylwetki pozbawione rąk, wyglądające tak, jakby miały na sobie kombinezony w kolorze „munduru wojskowego”. Warto też dodać, że państwo G. odchorowali ekspozycję na dziwne oddziaływania ze strony domniemanych kosmitów. Po pojawieniu się istot w pokoju doznali „odrętwienia głowy” (pan Marian twierdził, że czuł się, jakby w ogóle jej nie miał). Ten dziwny stan zastąpiła migrena i zaczerwienienie oczu, na które uskarżali się jeszcze przez kilka dni. Najbardziej uciążliwe było dla nich jednak pytanie, co naprawdę wydarzyło się 23 kwietnia 1986 roku. Odpowiedzi nie znaleźli do dziś.” Bliskie spotkania z udziałem humanoidalnych istot w Polsce to prawdziwa rzadkość. Porównując lata 80–te i 90–te ze współczesnymi czasami, przypadki, gdzie obserwowano „dziwne istoty” często przy udziale NOLi były częstsze.

Z raportu sporządzonego przez Zygfryda Świerkowskiego na szczególną uwagę zasługuje zdarzenie z Krzyżownicy (woj. kujawsko pomorskie), które badał podczas pobytu w Wylatowie w 2004 r. Sprawa ta jest wyjątkowa pod wieloma względami. Przede wszystkim opisane wydarzenia rozegrały się w obszarze o zwiększonej aktywności obserwacji UFO w latach 2000 – 2006. 3km w linii prostej znajdują się połacie wylatowskich pól, na których pojawiały się wówczas finezyjne agrosymbole. Oprócz tego w zdarzeniu pojawia się wiele szczególnych elementów – zastanawiająca cisza, kuliste obiekty paradujące nisko na niebie, humanoidalne istoty, ślady w zbożu, a nawet okaleczone zwierzęta.

Reasumując  pomiędzy 1951 a 2017 rokiem w Polsce doszło do ponad trzystu spotkań z „istotami pozaziemskimi”

Marek Sandomierski

Your Offcanvas Sidebar area is currently empty. Go and add some widgets first.

Accessibility
Zamknij