Armia prawnicza

PDF pageEmail pagePrint page

Od zarania dziejów nigdy nie brakowało tych, którzy woleli napadać na innych, niż ciężko pracować. Dlatego pracowici musieli się bronić: posiadać narzędzia do obrony, umieć walczyć, strzelać z łuku, rzucać oszczepem, fortyfikować domostwa. Często ci sami ludzie raz się bronili, innym razem napadali.

Gromadzenie się ludzi przynosiło korzyści związane ze specjalizacją produkcji i usług oraz sprawną wymianą towarów. Wymagało to tworzenia nowej organizacji życia mieszkańców i rozstrzygania sporów między nimi. Musiały powstać ośrodki władzy, które ustanawiały i egzekwowały prawo. W niewielkich grodach wystarczył wódz, w większych miastach i państwach trzeba było powoływać urzędników i doradców.

W miarę rozwoju cywilizacji, zarówno napadający, jak i broniący się, organizowali się w coraz większe grupy. Stałe ćwiczenia indywidualne i walki w szyku całych jednostek, powodowały, że stałe oddziały zbrojnych były bardziej manewrowe i skuteczniejsze w walce od grup zwoływanych ad hoc.  Wymagały jednak zdobywania środków na ich utrzymanie, czyli podatków. Również utrzymanie dworu i urzędników wymagało danin od poddanych.

Nikt nie lubi płacić, więc sprawne ściąganie podatków wymagało wodza, który je ustanawiał, poborców i rzeszy urzędników, którzy ich pilnowali oraz przymusu, czyli wojska. Za to wszyscy lubią coś dostawać. I jakoś trzeba było pogodzić niechęć płacenia z potrzebami dworu i ludzi wspierających władzę. Kupcy, rzemieślnicy i chłopi musieli mieć kapitał, aby kraj się rozwijał, bo bogaci mogli płacić więcej. Ale nie na tyle, aby mogli się zbuntować. W egzekwowaniu tej zasady pomagało wojsko.

Dobra władza, tak jak gospodarstwa rolnicze, rzemieślnicze i handlowe, wymagała stabilności i trwałości. Najlepszym rozwiązaniem okazało się dziedziczenie. A ożenki w obrębie własnych grup przyczyniały się do ich integracji i rozwoju.

Zamykanie się we własnych klanach niosło jednak niebezpieczeństwo oderwania się od reszty społeczeństwa. Dotyczyło to zwłaszcza elit władzy. Chcąc mieć coraz więcej, musieli zabierać coraz więcej i zwiększać nakłady na wojsko. Silna armia służyła nie tylko wymuszaniu większych podatków, ale również wyruszała na wyprawy łupieżcze, albo podbijała sąsiednie ziemie, zdobywając nowych poddanych płacących podatki.

W powiększających się państwach, do sprawnego zarządzania potrzebna była jeszcze władza terenowa. Często byli to podbici władcy, lub też członkowie ich rodzin, wraz z dotychczasowym zarządem. Nowi lennicy mieli zapewnioną pozycję, w zamian za daniny na rzecz władzy centralnej, która rosła w siłę.

W miarę wzrostu państwa, rosło znaczenie króla, a dwór i armia odrywały się od „niższych stanów”, zanikała kontrola wewnętrzna i tworzyła „specjalna kasta”. W konsekwencji zachłanność władców doprowadzała do władzy absolutnej, którą obalić mogła tylko krwawa rewolucja.

*

Nowoczesny system państwowy, dla uniknięcia tworzenia się władzy absolutnej z wszelkimi jej konsekwencjami, przewidział trójpodział władzy:

  • Ustawodawczej: sejm i senat – dostosowujący przepisy do aktualnych potrzeb oraz wybierający i nadzorujący rząd
  • Wykonawczej: prezydent i rząd – zarządzający budżetem państwa, inicjujący i realizujący przepisy władzy ustawodawczej, realizujący politykę finansową, wewnętrzną, zagraniczną i obronną państwa
  • Sądowniczej: sędziowie, prokuratorzy, adwokaci, radcy prawni, notariusze, komornicy – pilnujący przestrzegania prawa przez wszystkich (prawie) obywateli i wszystkie organy administracji państwowej i samorządowej.

Posłowie i senatorowie są co 4 lata w wyborach powszechnych rozliczani ze swojej pracy. Również w wyborach powszechnych, ale co 5 lat rozliczany jest prezydent. Cały rząd lub jego ministrowie jest regularnie rozliczany przez sejm na wniosek grupy posłów. Tylko władza sądownicza sama się wybiera, sama ocenia swoją pracę, sama pilnuje (lub nie) przestrzegania prawa przez swoich członków. Jak fama niesie, tak jak inne, znające się i współpracujące ze sobą grupy społeczne żeni się między sobą. A potem, zgodnie z ustanowionymi przez siebie przepisami, na zwalniane przez siebie stanowiska wybiera własne dzieci.

Olbrzymi rozwój współczesnych państw spowodował, że na wszystkich, kluczowych dla funkcjonowania społeczeństwa stanowiskach, powinni znajdować się specjaliści. Kiedyś kodeks Hammurabiego wyparł powszechną rodzinną wendettę. Dziś zadaniem prawników miało być takie opisanie praw i obowiązków obywateli oraz urzędów dbających o ich harmonijny rozwój, aby ułatwić nam życie i rozwiązywać wewnętrzne konflikty. Dzisiejszy kodeks miał zapobiegać nie tylko pospolitym przestępstwom (jak i samosądom), ale również przemocy ze strony producentów, usługodawców oraz urzędów. Niestety wydziały prawa uczą instrumentalnego podejścia do przepisów. Klient płaci i klient wymaga. Każdemu uchwalić inny paragraf.

Twórcy przepisów chcą wszystko opisywać tak dokładnie, iż uniemożliwiają tym samodzielną inicjatywę ludziom przedsiębiorczym. Wiele z tych przepisów, to pomysły dobrze przy tym zarabiających unijnych urzędników, jak np. sławetna krzywizna ogórka. Komisja Europejska wykorzystuje też swoją pozycję do indywidualnej oceny tych samych przepisów w różnych krajach w celach czysto politycznych. W ten sposób stara się faworyzować opcję będącą w Brukseli przy władzy, co jeszcze bardziej pogłębia kryzys prawny.

Ale to jeszcze nie koniec prawa/bezprawia. Na dobrą sprawę nie wiadomo, kto jest prawdziwym twórcą przepisów. Choć to posłowie unijni i europejscy uchwalają ustawy, to dopiero sędziowie w specjalnych komentarzach ustalają, „co autor chciał przez to powiedzieć”.

Na dodatek słabo zarabiający polscy urzędnicy są rozliczani z błędów, a nie z efektów. Stąd  zachowawcza interpretacja przepisów, co powoduje frustrację małych i średnich polskich przedsiębiorców i niechęć społeczeństwa do prowadzenia zgodnej z przepisami działalności. Z gąszczem przepisów radzą sobie tylko wielkie i drogie korporacje prawnicze, będące na usługach wielkich zagranicznych koncernów.

Po upadku komunizmu aparat sądowniczo-adwokacki przejęli dobrze zorganizowani i niezweryfikowani pracownicy starego układu, którzy natychmiast opowiedzieli się za tymi, którzy płacą. Za tymi, którzy wykupują polski kapitał za bezcen i płacą demagogiczną propagandą w wykupionych przez siebie mediach. A sami kradną i jeżdżą po pijanemu, potem uniewinniając przez roztargnienie. Dzisiaj w Polsce całą władzę trzymają prawnicy, tak jak kiedyś wojsko. I to władzę zarówno absolutną, jak i dziedziczną.

*

Przypomnijmy sobie triumwirat rządzący Rzymem. W ciągu kilku lat Cezar uporał się z konkurencją i obwołał władcą absolutnym. Może i nam potrzebny jest Brutus, który z kolegami wbije prawniczy sztylet w to zadufane w sobie ciało.

Może na początek tej „specjalnej kaście” należałoby prostą ustawą zakazać posiadania broni czy prowadzenia samochodów i każdemu sędziemu przydzielić całodobową ochronę w sklepach. Albo nakazać chodzenie w togach ulicach. Przy takim „roztargnieniu” jak określi to Sąd, są niebezpieczni dla społeczeństwa również w życiu codziennym, a prosty obywatel powinien wiedzieć, kogo musi się bać.

A na pewno organizacje pozarządowe i władze regionalne powinny tworzyć punkty oporu broniące zwykłych obywateli przed chaosem prawym, takie jak Rzecznicy Konsumenta, darmowe porady prawne, organizacje strażnicze, niezależne media.

SLD wprowadziło nas do Unii Europejskiej, a PO zgodziło się na interwencję niemieckiej policji w razie wybuchu społecznego niezadowolenia w naszym kraju. Walczmy więc z władzą absolutną drobnymi kroczkami. Przecież nie chcemy drugiego „burzenia Bastylii”!

Jerzy Dauksza

Your Offcanvas Sidebar area is currently empty. Go and add some widgets first.

Zmień wielkość liter
Kontrast