ACTA trwa

PDF pageEmail pagePrint page

Liczne protesty, które odbyły się w styczniu 2012 roku, doprowadziły do porzucenia zamiaru podpisania umowy ACTA. Miała to być umowa handlowa dotycząca zwalczania obrotu towarami podrabianymi. Kontrowersje budził fakt, iż negocjacje w tej sprawie odbywały się w sposób tajny, a zawarte w niej postanowienia groziły ograniczeniami dla internautów. Miała rozpocząć współpracę między państwami, pośrednikami internetowymi i posiadaczami praw autorskich. Istniała obawa o sterowanie przez posiadaczy praw autorskich ”pośrednikami internetowymi”, decydując o tym, co może znaleźć się w Internecie. Regulacje były wyraźnie korzystne dla największych sieciowych przedsiębiorców, niekorzystne zaś dla małych i średnich firm.

ACTA 2 – takim mianem określa się projekt przegłosowany 20 czerwca 2018 roku przez Komisję Prawną Parlamentu Europejskiego (JURI) pod pretekstem ochrony praw autorskich, a w zasadzie dla podporządkowania rynku informacji największym korporacjom medialnym.

Protesty przeciwko unijnej dyrektywie dotyczącej zaostrzenia przepisów o prawach autorskich w Internecie, szczególnie w Polsce przybrały na sile, pomimo skąpych w porównaniu z rozdmuchiwaną ACTA z 2012 roku, doniesieniach w mediach. Sprawa zagłuszana była także przez trwający mundial piłkarski oraz brak jasnych informacji odnośnie głosowania. W Internecie, informacja ta była przekazywana w formie poczty pantoflowej. Popularność zdobyły hasztagi: #stopACTA, #SAVEYOURINTERNET, #DELETEART13 wpisując je na serwisie Facebook można przekonać się o skali poruszenia, jaki spowodowała owa dyrektywa.

Szczególne kontrowersje wzbudzają Art.11 i Art.13.

Artykuł 11 wprowadza obowiązkową opłatę za dzielenie się materiałami w sieci. Projekt dyrektywy zakłada wprowadzenie tzw. podatku od linków, czyli o nowy rodzaj praw pokrewnych dla wydawców, które przyjęło się określać, jako ancillary copyrights. Prawa pokrewne (siostrzane uprawnienia do tych wynikających z praw autorskich) przyznane wydawcom, przeciwdziałać będą agregowaniu treści objętych ochroną w celach zarobkowych, bez dzielenia się odpowiednią częścią zysku z posiadaczem praw autorskich. By zacytować choćby krótki fragment tekstu czy nawet nagłówek np. jakiegoś artykułu, potrzebna będzie zgoda nie tylko jego autora, lecz także jego wydawcy. Wyszukiwarki czy też agregatory prezentujące nagłówki miałyby uiszczać opłaty za treści, odprowadzać do OZZ (Organizacji Zbiorowego Zarządzania, czyli organizacji takich jak ZAIKS, tylko działających w imieniu prasy) zamiast do prawowitych autorów. Płatne licencjonowanie nie będzie, więc wspierać twórcy, do którego skierowany jest odnośnik, ale takie organizacje jak ZAIKS.

Licencja pozwalająca na wyszukiwanie działa “drabinkowo”, jeśli serwis jej nie opłaci ucierpią na tym użytkownicy, np. gdy Google nie zapłaci by europejski YouTube mógł funkcjonować, to materiałów europejskich twórców nie będzie można wyszukać. Trudniejsze będzie “wygooglanie” potrzebnych artykułów z każdej branży. Nie będzie można cytować, bez opłacenia licencji do wydawcy krajowego.

Zgodnie z tym artykułem za dzielenie się materiałami w sieci obowiązywałaby opłata, co znacznie ograniczyłoby swobodny przepływ informacji. Pobieranie wpłat od serwisów typu Google czy Facebook, nieprodukujących własnych informacji, ale będących źródłem ruchu tychże, może znacznie uszczuplić ich budżet, choć nie usunąć całkowicie z rynku. Na rynku przetrwaliby tylko giganci Internetowi, a drobni wydawcy nie udźwignęliby kosztów (podatku od linków).  Przedstawiciel serwisu Wykop.pl (który funkcjonuje głównie dzięki aktywności swoich użytkowników) Michał Białek zapowiedział przeniesienie działalności poza Unię Europejską.

Opłata za linki jest zdaniem Rafała Otoka-Frąckiewicza z portalu pitu-pitu.pl nie kwestią cenzury, lecz walki o pieniądze, gdyż Facebook i Google przejęły zbyt dużą część ruchu internetowego. Unia Europejska ponad 10 lat temu próbowała stworzyć własną wersję Google, wydając na ten cel setki milionów euro (m.in. Simens, Philips dały ogromne pieniądze). To się nie udało, Google rósł w siłę o wiele szybciej niż dyrektywy unijne.

Jeszcze poważniejszym problemem jest Artykuł 13. Jego wprowadzenie może doprowadzić do sytuacji, w której użytkownicy nie będą mogli dzielić się praktycznie niczym. Artykuł ten dotyczy filtrowania i moderowania treści przez właścicieli serwisów internetowych, którzy musieliby zapewniać legalność zamieszczanych treści. W konsekwencji platformy internetowe typu Google, Facebook, czy YouTube zmuszone by były do filtrowania i monitorowania wszystkich treści zamieszczanych przez użytkowników, zanim trafią one na stronę. Blokowane i usuwane byłyby wpisy łamiące prawa autorskie lub też nawet takie, co do których nie będzie można jednoznacznie wskazać ich pochodzenia. Prowadzi to do cenzury prewencyjnej. Serwisy będą filtrować treści jak najszczelniej by uniknąć kar. W efekcie może grozić to problemami finansowymi, a nawet ich upadkiem.

Zdaniem Davida Kaye (specjalny sprawozdawca ONZ ds. promocji oraz ochrony prawa do wolności wyrażania opinii oraz wolności wypowiedzi) – „proaktywne monitorowanie lub filtrowanie treści jest niezgodne z prawem do prywatności i prawdopodobnie będzie skutkowało cenzurą prewencyjną”.

Artykuł ten to następca tzw. procedury “Notice and Take Down” polegającej na odpowiedzialności platformy zamieszczające treści o bezprawnym charakterze. Teraz platformy zobowiązane zostaną do bieżącego badania treści, filtrowanie zawartości przed publikacją, czyli działać mają jako „zapobiegacz” kradzieży intelektualnej. Filtry treści to spełnienie idei przyświecających ACTA, z tym, że obecnie niewielu przeciw temu protestuje.

Projekt owej dyrektywy uderza nie tylko w swobodną wymianę informacji, ale także w prawo do prywatności i wolności wypowiedzi. Koniec z cytatami, memami, screenami, filmikami, linkami piosenek itp. Do tego dochodzą jeszcze zapisy m.in. o umowach licencyjnych dla wykorzystywanych miniatur zdjęć i obrazów oraz zezwolenie użytkowania treści tylko dla instytucji naukowych, w celach badawczych.

Aż 90% youtuberów mogłoby przestać istnieć ze względu na prawa autorskie, gdyż w ramach działalności musieliby wykupić licencję, która umożliwiałaby tworzenie materiałów do sieci jak również linkowanie. Duża grupa youtuberów nagrywa gry komputerowe, posiadające prawa autorskie, w efekcie pozbawieni zostaną prawa do nagrywania czegokolwiek.

Artykuł ten nie kryje inspiracji systemem weryfikacji treści YouTuba, gdzie obecnie stosuje się rozwiązanie o nazwie Content ID, w celu wykrywania treści pirackich. Jak na razie YouTube ma prawo stosować owe filtry, ale po wprowadzeniu tej reformy stanie się to powszechnym obowiązkiem. Osobną kwestią jest samo działanie owych filtrów, algorytm YouTuba (opracowany za 60 milionów dolarów) operując w systemie zero-jedynkowym nie zawsze działa poprawnie. Ma wyraźne problemy w ocenianiu czy przeróbka utworu jest kradzieżą czy też np. remiksem. Algorytm nieprawidłowo klasyfikuje filmy wrzucane na platformę i niesłusznie ogranicza zasięg. W ostatnim czasie ochrona praw autorskich poszła tak daleko, że z YouTuba zniknęły otwarte kursy MIT i materiały Blender Foundation. Także kanały klubów sportowych (Sparta Praga, England Rugby), francuskich polityków i różnych agencji informacyjnych zostały objęte filtrem, choć trudno powiedzieć o działalności pirackiej w ich przypadku. Bywało, że za naruszenie praw autorskich uznawano śpiew ptaków czy też szumy tła.

Przykład działania automatycznych filtrów dał o sobie znać także w samej dyskusji na temat dyrektywy na stronie Chip.pl. okazało się, że wtyczka komentarzowa Disqus ma bardzo gęsty filtr i uznała, że napisany od ręki komentarz to spam i automatycznie go usunęła.

W imię protestu przeciwko dyrektywie strony polskiej, włoskiej i hiszpańskiej Wikipedii zostały zaciemnione. Korzystanie z internetowej encyklopedii było możliwe dopiero od 5 lipca od godziny 15.00. W oświadczeniu Wikipedii, podkreślono:

Aktualna treść dyrektywy nie aktualizuje prawa autorskiego w Europie i nie promuje uczestnictwa w społeczeństwie obywatelskim, a zagraża wolności online i tworzy przeszkody w dostępie do sieci. Wprowadza nowe ograniczenia, filtry i restrykcje. Jeżeli propozycja zostanie przyjęta w obecnej formie, dzielenie się wiedzą encyklopedyczną w sieciach społecznościowych, czy znajdowanie artykułów w wyszukiwarkach może nie być możliwe. Wikipedia także będzie zagrożona”

Także delegacja Prawa i Sprawiedliwości 4 lipca w specjalnym oświadczeniu zapowiedziała wystąpienie przeciwko tej dyrektywie. W komunikacie opublikowanym na stronie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego napisano:

Polski rząd nie akceptuje żadnych rozwiązań zmierzających do ograniczania wolności słowa w Internecie. Polska nie poparła dyrektywy o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym zaproponowanej przez Komisję Europejską. Polska, wraz z innymi krajami, zaproponowała korzystniejsze rozwiązania, które zostały przyjęte przez Radę Ministrów UE”.

Natomiast Polskie Centrum Cyfrowe napisało o „końcu wolności w Internecie”.

W dniach 29-30.06.2018 w całym kraju odbyły się protesty, m.in. w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku, Katowicach, Poznaniu, Nowym Sączu.

W Łodzi odbył się protest organizowany głównie przez Rafała Górskiego z Instytutu Spraw Obywatelskich. Uczestniczyło w nim ponad 100 osób, najwięcej w wieku gimnazjalnym, obecni byli także przedstawiciele Ruchu Narodowego.

Skandowano hasła: “precz z cenzurą” i “nie dla ACTA”, “Wolne media na Facebooku”, “Wolność myśli wolność słowa”, „Nie chcemy kagańca”, “Za wolny Internet”, “Wolność górą precz z cenzurą”. Największą popularnością cieszyły się hasła „Chcemy memy” i “Za memy”

Podkreślano wielokrotnie, że nie jest to protest przeciwko ochronie praw autorskich, lecz w celu m.in. nie cenzurowania praw do swobody wypowiedzi, oraz że sami autorzy wyrażają chęć udostępniania ich linków. Zaznaczono, że nastąpi koniec wolnego rynku przy jednoczesnej monopolizacji kilku platform, którym ta dyrektywa ułatwi umocnienie pozycji. Gdy nie będzie wiadomo, kto jest autorem filmu, YouTube będzie go prewencyjnie blokował. Po wprowadzeniu dyrektywy, prewencyjnie, ze strachu przed karami, filmy i wpisy będą blokowane. Była mowa o tym, że dwa dni przed protestem organizatorzy na jednej z grup przez godzinę mieli zablokowane konta. Wskazywano na znaczenie Internetu, jako narzędzia krytyki. Kolejny mówca podkreślił, że historia uczy, że gdy wolność poświęcano dla bezpieczeństwa, kończono bez jednego i drugiego. Poruszono temat treści znajdujących się, w Wikipedii, które nie są w domenie publicznej, oraz problem braku możliwości wysyłania masowych wiadomości. Jeden z mówców zwrócił uwagę, iż tylko największe portale będą miały możliwość kontrolowania tego, co dzieje się w Internecie. Podkreślano zły wpływ komunistycznych zapędów Unii Europejskiej. Padło nawet stwierdzenie, że „Unia Europejska powinna zostać zniszczona”.

Automaty cenzurujące, już w tej chwili działają wadliwie. Przykładem jest cenzura słowa “pedał” na portalu Facebook. Większość kanałów dotyczących gier komputerowych na YouTube zostanie skasowanych przez wzgląd na prawa producentów. Ucierpią niszowi artyści poruszający się w pewnym kręgu działalności intelektualnej, za przykład podano postaci z Uniwersum Marvela. Początek cenzury widać już obecnie na YouTube. Zakończą także działalność fora społecznościowe, których nie będzie ich stać na sprawdzanie komentarzy.

Na zakończenie Rafał Górski podziękował zgromadzonym, przypominając, że 5 lipca 2018 odbędzie się głosowanie. Zachęcał do podzielenia się tymi obawami ze znajomymi oraz do zmobilizowania europarlamentarzystów na stronie obywateledecyduja.pl. Zaznaczano, że aby skutecznie się przeciwstawić wprowadzeniu zapowiadanych zmian, może być potrzebna podobna mobilizacja jak w 2012 roku.

5 lipca 2018 w wyniku głosowania w Parlamencie Europejskim większością 318 do 278 (przy 31 głosach wstrzymujących) odrzucono mandat JURI do negocjacji w imieniu Parlamentu tekstu dyrektywy o prawie autorskim. Dyrektywa ponownie będzie rozpatrywana w sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego we wrześniu 2018. Wynika z tego, że ACTA2 nie jest odrzucona, lecz jedynie odroczona w czasie.

Żałuję, że większość posłów do PE nie poparła stanowiska, które ja i komisja prawna popieramy. Jest to jednak część procesu demokratycznego. We wrześniu wrócimy do tej kwestii, aby dokładniej się zastanowić i spróbować rozwiać obawy ludzi, a jednocześnie zaktualizować zasady dotyczące praw autorskich we współczesnym środowisku cyfrowym – powiedział po głosowaniu Axel Voss.

Wygrano jednak bitwę nie wojnę, teraz dopiero zacznie się praca lobbystów nad tymi, którzy głosowali przeciwko cenzurze prewencyjnej. Było ich tylko 40 mniej od zwolenników cenzury. Pomimo tego, że m.in Wikipedia, Mozilla Foundation, Anonymous innych te zagrożenia zdiagnozowali i opisali, nadal są tacy, którzy nie widzą zagrożenia. Jest to ważny powód, dla którego istotne jest ciągłe nagłaśnianie tematu. Od teraz do końca sierpnia 2018, to od nas będzie zależało, co Parlament Europejski zdecyduje w temacie cenzury Internetu już na początku września 2018!

Kolejne protesty w całej Polsce m.in. w Warszawie, Łodzi, Gdańsku, Wrocławiu, Krakowie odbyły się w niedzielę 8 lipca. Tym razem, gdy emocje opadły, a część osób była przekonana, że dyrektywa została definitywnie odrzucona i nie ma potrzeby protestowania, cieszyły się one wiele mniejszym powodzeniem. W Łodzi na Placu Wolności zebrało się około 20 osób. Rafał Górski z Instytutu Spraw Obywatelskich podkreślał, że:

Nie chodzi o wielkie demonstracje, chodzi o symboliczne kilkunastu, kilkudziesięcioosobowe pikiety, które pokażą, że jest nas dużo”

Zapowiedział również, że w przyszłym tygodniu na stronie internetowej Obywatele decydują będą zbierane podpisy pod specjalną petycją przeciwko art. 11 i 13 dyrektywy.”

Już zapowiadane są kolejne marsze, najbliższy odbędzie się 13 lipca na placu defilad w Warszawie.

Strony warte odwiedzenia:

https://saveyourinternet.eu/pl/  – strona z petycją do podpisania

 https://bit.ly/2IySyGx – oficjalna treść ustawy

https://www.art13.eu/ oficjalna strona www

Monika Zaborowska

Your Offcanvas Sidebar area is currently empty. Go and add some widgets first.

Zmień wielkość liter
Kontrast